Reklama

Małe szanse w Pucharze

21/03/2007 13:35
Wisła ma przed sobą dwa cele: utrzymanie się w ekstraklasie i ponowne zdobycie Pucharu Polski. Realizacja pierwszego celu napotyka wielkie trudności, płocczanie w dwóch meczach wywalczyli tylko jeden punkt i zajmują ostatnie miejsce w tabeli. Osiągnięcie drugiego jest jeszcze możliwe. Dlatego w meczu ćwierćfinałowym gospodarze wystąpili w swoim najsilniejszym składzie z zawodnikami, którzy wreszcie zagrali na swoich pozycjach.
Efekt tych zmian było natychmiast widać, bo wreszcie piłkarze Wisły wiedzieli od pierwszych minut, po co wybiegli na boisko. Atakowali z furią bramkę Norbetra Witkowskiego, a kiedy było trzeba, skutecznie bronili dostępu do swojego pola karnego. A dodatkowo oddawali sporo strzałów, niestety niecelnych.
Po kilku niecelnych uderzeniach przyszedł wreszcie czas na radość płockich kibiców. W 14 min. rzut wolny z około 25 m wykonywał Patryk Rachwał, który popisał się tak mocnym strzałem, że piłka po rękach gdyńskiego bramkarza wpadła do siatki. Chwilę później mógł paść drugi gol. Sławomir Peszko dośrodkował tuż pod nogi Tomasa Michalka, ale ten fatalnie przestrzelił. Płocki napastnik znalazł się także w znakomitej sytuacji już w doliczonym czasie gry, kiedy to przed sobą miał tylko bramkarza gości. Niestety, zachował się jak nowicjusz, trafiając piłką prosto w Witkowskiego.
Obie drużyny rozpoczęły drugą połowę bez żadnych zmian, a po gwizdku płocczanie od razu rzucili się do ataku. W 46 min. doskonałą sytuację zmarnował oczywiście znów Doszek, który złożył się do strzału, ale kopnął piłkę do bramki tak lekko, że bez żadnego trudu przechwycił ją Witkowski. W 54 min. koszmarnym brakiem skuteczności popisał się Peszko, który w znakomitej sytuacji trafił w Witkowskiego.
Najgroźniejszą sytuację dla goście stworzył w 66 min. Marcin Wachowicz, który przestrzelił z 3 metrów. Pozostałe kończyły się na płockich obrońcach lub w rękach Roberta Gubca, który dawno już nie miał tak mało do roboty na boisku.
W 80 min. boisko po obejrzeniu drugiej żółtej kartki, opuścił Patrik Gedeon. Ireneusz Kowalski musiał wzmocnić obronę, a Peter Lerant tradycyjnie nie mógł zdążyć za pilnowanym przez siebie piłkarzem. W 86 min. pogonił za uciekającym na polu karnym Olgierdem Moskalewiczem, a kiedy nie udało się go dogonić, to go sfaulował, za co sędzia nakazał wykonać rzut karny. Bramkę na remis zdobył Janusz Dziedzic.
Po tym golu piłkarze z Gdyni jakby dostali wiatru w żagle, zaczęli atakować i niewiele brakowało, a wyjechaliby z Płocka ze zwycięstwem. W ostatnich minutach Gubiec miał pełne ręce roboty, ale z obowiązków wywiązał się bez zarzutu.
Rewanż odbędzie się w Gdyni 3 lub 4 kwietnia, ale już dziś wiadomo, że Wiśle będzie bardzo trudno wywalczyć awans do półfinału.  
Jol.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości