W niewielkiej wsi Przyrowy w powiecie tucholskim leży gospodarstwo rolne państwa Marzeny i Józefa Przytarskich, w którym podtrzymywana jest ginąca tradycja wyrobu syropu buraczanego. Syrop ten potocznie zwany jest „fjutem”. Dzisiaj nazwa ta może kojarzyć się wyłącznie z męską anatomią, natomiast dawniej owe fiu-fiu miało przywodzić na myśl ciągliwą konsystencję syropu. Frywolne skojarzenia z nazwą tego produktu są jego naturalną reklamą. Pani Marzena nie musi mocno zabiegać o zainteresowanie swoim wyrobem, gdyż ów „fjut” do jej stoiska przyciąga tłumy ludzi. Część z nich pamięta jeszcze czasy wojny i wczesnego PRL-u i wraca wspomnieniami do lat dziecinnych, osłodzonych tą ciemną, buraczaną słodyczą. W tamtych czasach drogi, często niedostępny cukier, zastępowano gotowanym przez wiele godzin syropem buraczanym. Najczęściej smarowano nim chleb i w tej postaci był już wystarczająco atrakcyjny dla dzieci. Dzisiaj, w obliczu ogromnej konkurencji ze strony przeróżnych słodkości, chleb z nim byłby za mało ponętną propozycją dla młodego pokolenia. Jednakże naleśniki z „fjutem” lub owsiane ciasteczka mogą skusić niejednego, wybrednego smakosza. Ponadto osoby dbające o zdrowe odżywianie młodego pokolenia (od niedawna rozpowszechnianiem zdrowej diety wśród dzieci zajmuje się również pani premier) mogą bez obaw włączyć tę słodycz do codziennego menu, gdyż w 2 łyżkach syropu buraczanego jest tyle samo wapnia, co w 2 szklankach mleka, zaś 3 łyżeczki syropu zaspokajają dzienne zaopatrzenie organizmu na żelazo.
Ciasteczka owsiane z syropem buraczanym
Skład:
< 1/2 kostki masła;
< 1 szklanka syropu buraczanego;
< 8 łyżek mleka;
< 2 łyżki ciemnego kakao;
< 4 szklanki płatków owsianych.
Wykonanie:
Do rondelka wkładamy masło, wlewamy mleko i syrop buraczany. Całość podgrzewamy na małym ogniu do chwili aż masa się zagotuje. Następnie dodajemy kakao i płatki owsiane. Wszystko starannie mieszamy. Z jeszcze ciepłej masy formujemy ciasteczka w postaci kulek wielkości orzecha włoskiego. Tak przygotowane ciastka układamy na blasze wyłożonej pergaminem do obsuszenia. Ewentualnie możemy je jeszcze obtoczyć w mielonych orzechach włoskich lub wiórkach kokosowych.
Uwaga: Ciasteczka te zwyciężyły w konkursie dla gimnazjalistów na Eko-Słodycz zorganizowanym przez powiat tucholski latem 2014 roku. Autor sukcesu Marek Przytarski zna smak syropu buraczanego od najmłodszych lat, gdyż tym wyrobem trudni się jego mama Marzena Przytarska.
Syrop buraczany o nazwie „fjut” od 2012 roku figuruje na Liście Produktów Tradycyjnych Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Jego walory smakowe docenił w 2013 roku w programie „Okrasa łamie przepisy” znany kucharz Karol Okrasa. Wówczas zaproponował ten syrop jako dodatek do ciasta. Kupno „fjuta” mimo aury tradycji i telewizyjnej sławy nie jest łatwe. Najprościej jest zaopatrzyć się w syrop u pani Marzeny, która oferuje go na licznych festynach ze zdrową i regionalną żywnością. Ewentualnie można zastąpić go melasą buraczaną, którą sprzedają sklepy ze zdrową żywnością. Melasa w smaku i wyglądzie podobna jest do „fjuta”, choć zawiera mniej cukru – powstaje jako produkt uboczny przy produkcji krystalicznego, białego cukru. Wyższa zawartość cukru w syropie buraczanym sprzyja jego trwałości. Można go przechowywać nawet 3 lata. Zatem będąc w Borach Tucholskich warto zajrzeć do pani Marzeny i zaopatrzyć się w buraczaną słodycz. Przy okazji można też zakupić wiklinowe kosze, gdyż pani Marzena potrafi tworzyć piękne rzeczy z wikliny. Kosz wypełniony słoikami z „fjutem” może stać się niebanalną pamiątką z wakacji.
Tekst i stylizacja Izabela Chudzyńska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze