Dzieła niezwykłych ludzi pozostawiają na odbiorcy ślad, który nie podlega sklerozie. Zawsze kiedy oglądam kolejny raz mierny film, dopiero po połowie przypominam sobie, że już go widziałam. Dzieła niezwykłe zaś pamiętam mimo, że niekiedy miałam z nimi kontakt zaledwie kilkusekundowy. Do tej niezwykłej kategorii twórczości zaliczam książki Lucy Maund Montgomery (kanadyjska pisarka takich powieści jak „Ania z Zielonego Wzgórza”). Może dlatego, że świat w jej powieściach w pełni pasuje do mojego, a może przez to, iż lubiła to samo, co i ja lubię. W jednym z wywiadów stwierdziła: „Lubię ładną porcelanę, szkło i stare przedmioty przekazywane z pokolenia na pokolenie (...) Lubię wymyślne prace, lubię gotować, lubię jeść smaczne potrawy przyrządzane przez innych (...) Lubię ogniska i księżycowe noce (...) Lubię przekąski przed snem. Lubię żywicę świerkową (...) Lubię czekoladowe karmelki i orzechy amerykańskie. Lubię – a raczej lubiłam w czasach przed prohibicją – wino mniszkowe panny Oxtoby”. Wszystko się zgadza, poza winem mniszkowym, którego nie znam, ale ponieważ w ogóle lubię wino, stąd pewnie i mniszkowe by mi smakowało. Lucy Montgomery nie tylko lubiła gotować, ale i potrafiła to robić. Była niezmiernie dumna z tych przepisów, które robiły furorę wśród gości. Jednym z nich był przepis na placek niby – wiśniowy. Receptura ta w pełni oddawała ducha ówczesnych czasów. Bowiem początek XX wieku obfitował w przepisy maskujące braki jakiś składników. Tak to powstawały receptury na niby – kaczkę, niby – indyka, itd. Właśnie mamy czas, gdy jeszcze nie ma wiśni, ani innych pachnących latem owoców, zatem idealny to okres na upieczenie placka niby – wiśniowego.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze