Nowej encyklice papieża o powszechnym, planetarnym braterstwie na razie dostaje się równo i z lewa, i z prawa. Feministki oskarżają papieża o seksizm, bo pominął w tytule „sorelle”, wolnorynkowcy o komunizm i kryptopoparcie dla totalitarnych Chin, które ostatnio sponsorują tak chętnie Watykan. Konserwatyści zarzucają papieżowi podważanie odwiecznej nauki Kościoła o moralnej dopuszczalności kary śmierci, kary dożywotniego więzienia i wojny sprawiedliwej oraz umniejszenie w opisie mrocznych stron współczesności problemu aborcji, której liczebność przecież idzie, nie bagatela!, w dziesiątki milionów rocznie. Nie może się natomiast nachwalić encykliki masoneria, odwieczny wróg Kościoła, co musi zapalić czerwoną lampkę w głowach co bardziej rozgarniętych katolików. Bracia masoni wyrazili zadowolenie z faktu, że papież postuluje realizację ich programu naprawy świata. Czyżby należało się wkrótce spodziewać zdjęcia zakazu przynależności katolików do lóż wolnomularskich? W dziwnym kierunku papież Franciszek prowadzi Kościół Chrystusowy.
Samo pojęcie braterstwa występujące w tytule encykliki jest dobrze znane chrześcijaństwu choćby z tradycji zakonnej, pojawia się z rozszerzeniem na całą naturę u św. Franciszka z Asyżu („brat słońce, siostra księżyc”), występuje w Piśmie Świętym, choć nie w wersji globalistycznej („kto pełni wolę Bożą, ten mi jest bratem, siostrą i matką”), ale odkąd zostało przejęte przez braci fartuszkowych i utopione we krwi rewolucji francuskiej, stało się podejrzane w oczach chrześcijan. Trąciło i trąci fałszem także w niektórych znanych tekstach, choćby w „Międzynarodówce”, czy w „Odzie do radości” brata Fryderyka Schillera, gdzie wnikliwy czytelnik dostrzeże nie całkiem chrześcijańskie imaginarium (jak to się ostatnio modnie nazywa). Nie wiem więc, czy papież Franciszek postępuje rozważnie, zwracając się do wiernych (czy raczej do tzw. „ludzi dobrej woli”) nie całkiem chrześcijańskim językiem, w którym ceniliśmy dotychczas bardziej od braterstwa pojęcie „dziecięctwa Bożego” (jak mocno pojęcie „dzieci Bożych” obecne było w języku kard. Wyszyńskiego, wiem z opowieści najstarszych słuchaczy jego kazań w kościele św. Anny), czy po prostu pojęcie „bliźniego” (dzięki przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, z której wiemy, by nie pytać, kto jest bliźnim, tylko po prostu nim być dla każdego).
Tymczasem teraz mamy się troszczyć już nie o bycie bliźnim, nawet nie o braterstwo wynikające z uznania Trójjedynego Boga za wspólnego Ojca, tylko o jakieś abstrakcyjne „powszechne braterstwo”, którego korzenie sięgają nie wiadomo gdzie, bo jak tłumaczył abp Gądecki, koncepcja Boga w tej encyklice wykracza poza pojmowanie chrześcijańskie. Oczywiście może być i tak. Słowo „braterstwo” jest na tyle piękne i uniwersalne, że z pewnością nie zaszkodzi nikomu. I dopóki papież Franciszek nie dokona jakichś znaczących zmian dogmatycznych w naszym wyznaniu wiary, które by ułatwiły wszystkim „braciom” spod znaku różnych lóż, partii i religii zbliżyć się do siebie i jeszcze mocniej budować Sorosowe „społeczeństwo otwarte”, nie ma o co bić piany. Gdyby jednak Ojciec Święty zamiast na Trójcę Świętą częściej powoływał się na uniwersalistyczną Matkę Ziemię, ku czemu ma skłonności, albo na Koran, co też jest możliwe, zważywszy na tę niezwykłą, podkreślaną w encyklice, fascynację papieża Wielkim Imamem Ahmedem Al-Talyybem, wówczas trzeba będzie protestować. Tylko czy wtedy jeszcze ktokolwiek z braci złączonych globalnym braterstwem takich protestów będzie chciał słuchać?
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wiesiek jak zwykle za dużo kadzidła się nawąchał pod ołtarzem i jedzie po bandzie ;D
Wiesiek jak zwykle za dużo kadzidła się nawąchał pod ołtarzem i jedzie po bandzie ;D