Reklama

Ktoś wygrał, ktoś przegrał...

08/02/2007 10:59
Wybory na sołtysa wsi mogą budzić wiele emocji. Zwłaszcza, gdy osoba, która ich nie wygrała, nie zgadza się z tym, co mówią głosy. I gdy dopatruje się uchybień w pracy komisji wyborczej. W Dobrzykowie sołtysa wybierano w piątek 26 stycznia w remizie strażackiej. Henryka Wilgocka dostała 77 głosów, a Jan Kapuściński 39. Ten ostatni uważa jednak, że wybory nie przebiegały prawidłowo.
Zarzutów jest całe mnóstwo. Dotyczą wszystkich etapów wyborów, a więc tego, kto nieprawnie siedział przy stole prezydialnym, kto głosował, choć nie był zameldowany, ile osób w rzeczywistości było na liście. Ale zaczynają się od tego, dlaczego pół roku temu sołtysem dla Dobrzykowa i Małych Gór, po śmierci sołtysa, została jego żona, a nie przedstawiciel Rady Sołeckiej: – Burmistrz powierzył tę funkcję swojej sąsiadce, a nie komuś z Rady Sołeckiej. Uważam, że żona sołtysa wcale nie musi też być sołtysem – mówi rozgoryczony Jan Kapuściński.
Była i obecna (od 26 stycznia) sołtys, nie rozumie jednak, dlaczego by tak miało nie być: – Mąż był sołtysem przez 3,5 kadencji. Jeszcze kiedy żył, często w zastępstwie załatwiałam wiele spraw za niego, znam się na tym. Mieszkamy w Dobrzykowie 40 lat, wszyscy nas znają, umowa w urzędzie została z męża przepisana na mnie, ponieważ potrafiłam sobie z tym poradzić – uważa Henryka Wilgocka.
Ta sytuacja była także jasna dla Urzędu Miasta i Gminy w Gąbinie, na terenie której leży Dobrzyków. Ale to początek skarg Jana Kapuścińskiego: – Przy stole, przy którym siedziała komisja wyborcza, przebywały osoby, które nie powinny, na przykład córka sołtysowej. Wydaje mi się, że mogą tam siedzieć tylko członkowie komisji wyborczej.
Henryka Wilgocka przyznaje, że na sali były jej dzieci, które pomagały w organizacji wydarzenia, które nastąpiło już po wyborach. Jako, że to karnawał, pani sołtys, choć jeszcze nie wiedziała, jak zakończą się dla niej wybory, przygotowała pączki i słodycze, którymi już po zwycięstwie częstowała zaprzyjaźnione grono dobrzykowian. Jedno jest pewne – dzieci w wyborach nie głosowały, ponieważ nie są zameldowane w Dobrzykowie.
Zdaniem Jana Kapuścińskiego (który mieszka w Dobrzykowie 7 lat) wybory od początku przebiegały nieprawidłowo. Opowiada, że na ich początku burmistrz Gąbina, opowiadając o dokonaniach miasta i gminy, wygłosił tak naprawdę „agitkę” na rzecz Wilgockiej. Można było odnieść wrażenie, że jest ona autorką osiągnięć wielu sukcesów gminy. Poza tym, gdy już zgłoszone zostały kandydatury na sołtysów (Jan Kapuściński nie pamięta, kto go zgłosił), kandydaci nie mogli zaprezentować swojego programu wyborczego. Tymczasem radny z tego terenu – Zbigniew Jakubowski, który prowadził zebranie w remizie, uważa, że czas ku temu był wcześniej: – Pan Kapuściński mógł powiedzieć kilka zdań na swój temat, może nie wszyscy go znają, bo mieszka u nas tylko kilka lat. Nie mógł jednak przedstawiać programu, ponieważ w dniu wyborów obowiązuje cisza wyborcza.
Kolejny zarzut dotyczy już samego aktu głosowania. Przegrany kandydat sugeruje, że w wyborach mogły wziąć udział osoby do tego nieuprawnione: nikt nie sprawdzał dowodów tożsamości głosujących, a jego znajoma twierdzi, że była na liście obecności 145, gdy tymczasem w wyborach formalnie uczestniczyło 117 osób. Dementuje tę skargę radny Jakubowski: – W wyborach wzięło udział 117 osób uprawnionych, jeden głos był nieważny. Na Henrykę Wilgocką głosowało 77 osób, a na Jana Kapuścińskiego 39 osób. Glosowały tylko osoby zameldowane. To mała społeczność, wszyscy się znają, karty były ostemplowane. Na zebranie mógł wejść każdy, ale głosowali tylko stali mieszkańcy – zapewnia radny. Natomiast urzędniczka, która razem z burmistrzem reprezentowała UMiG Gąbin dodaje, że komisja skrutacyjna wydała 117 kart do głosowania i tyle samo do niej wróciło.
Janowi Kapuścińskiemu nie podobało się także to, że urna wyborcza (faktycznie pudełko po chipsach) „wędrowała” po pomieszczeniach remizy, zamiast stać w jednym miejscu. Na to Zbigniew Jakubowski odpowiada, że urna była obsługiwana przez komisję wyborczą. A że lokal do głosowania był mały, więc żeby udogodnić tę czynność, rzeczywiście urna została zaniesiona do korytarza.
Henryka Wilgocka zapewnia, że podczas głosowania żadnych machlojek ani szwindli nie było: – Nie mogłam nawet w trakcie wyjść na papierosa, bo burmistrz wolał, żebym w tym czasie nie ruszała się z sali – opowiada. – a głosy były liczone na oczach wszystkich i na pewno nie głosował nikt niezameldowany.
Także radny gminny zdecydowanie odrzuca zarzuty co do „przekrętów” wyborczych: – Uważam, że wybory na sołtysa zostały przeprowadzone uczciwie i prawidłowo. Przegrany kandydat nie pogodził się ze swoją przegraną i jest pełen goryczy. A decyzją wyborców stało się, jak się stało – ripostuje Zbigniew Jakubowski.
Wybrana na sołtysa decyzją wyborców H. Wilgocka dopatruje się zewnętrznej przyczyny postępowania J. Kapuścińskiego: – Myślę, że pan Kapuściński był inspirowany przez sołtysa z innej wsi, dlatego się skarży. Potem zebrali się w prywatnym domu i wspólnie się gościli. Dziwi mnie jego skarga, ponieważ po wyborach pogratulował mi wygranej – przypomina sobie.
Jan Kapuściński zapowiada, że będzie się w wyższych instancjach odwoływał w sprawie wyborczych nieprawidłowości, i że całe te wybory nie przebiegały zgodnie ze statutem miejscowości. Henryka Wilgocka dziwi się takiemu postępowaniu Kapuścińskiego, ponieważ funkcja sołtysa nie przynosi dużych profitów, ona sama dostaje jedynie prowizję od zbierania podatków.  
Elżbieta Grzybowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości