„Pan Nikt” (szukać na YouTube) bardzo zręcznie nazywa naszych dobroczyńców „spiskowcami” (tylko od skrótu nazwy, bez złych intencji). Nazwa wydaje się nawet adekwatna ze względu na „zasługi” w zwalczaniu skutków pandemii (nie leczymy, szczepimy!). Tym bardziej, że rozważane jest genialne rozwiązanie, które będzie sprzyjać rozprzestrzenianiu się choroby. Chodzi o to, że zaszczepieni mogą „więcej”, a będą mogli „jeszcze więcej” (coś im się za tę szprycę należy), dlatego wysuwa się ich na pierwszą linię frontu roznoszenia wirusa. Wbrew temu, co twierdził parę miesięcy temu profesorski doradca premiera, że nie będą zarażać (niektórzy pamiętają, bo robią notatki), teraz już wiemy, że zaszczepieni „zarażają się” i „zarażają innych”. Zatem nawet rządowy projekt ustawy ułatwiającej pracodawcy weryfikację szczepień i przesuwania zaszczepionych na linię bezpośredniego kontaktu z klientami, nabiera nowych spiskowych znaczeń. No i proszę powiedzieć, czy ktoś, kto te genialne plany światowych macherów wciela u nas w życie, nie zasługuje na godne miano spiskowca? Już nikt nie wierzy w tamtą pierwszą zbawienną narrację spiskowców, że zaszczepieni nie będą chorować (chorują, widzimy to), teraz czepiamy się nadziei, że będziemy to „łagodniej przechodzić”, choć i ta może okazać się blefem, jak okazała się w przypadku tej pani, która, jak wiem z relacji rodziny, podwójnie zaszczepiona „zmarła w strasznych mękach”.
Jaką zatem wymyślą następną „opowieść” nasi spiskowi wybawcy, by nas pocieszyć i „po katolicku” przykryć „spisek” w wykonaniu władców świata, którzy w ten przedziwny sposób przygotowują ludzkość na nowe rozdanie z wykorzystaniem najnowocześniejszych technologii zasilanych sztuczną inteligencją, która nie może się przecież zmarnować? Na razie dobry skutek przynosi opowieść o zbawiennych skutkach „trzeciej dawki”. Nie dziw, że przybywa takich, co nie mogą bez niej wytrzymać. Nobla w dziedzinie retoryki temu, kto tę zniewalającą nazwę wymyślił – „przypominająca” – ach, czyż można się jej oprzeć? Tym bardziej, że „przypominającą” będziemy się już teraz delektować co pół roku, mimo że największy problem z pandemią ma w tej chwili Europa, gdzie wprowadzono najwięcej restrykcji i gdzie jest najwyższy wskaźnik szczepień. Czy „to” zatem działa? Musi „działać”, przynajmniej w telewizorze, skoro koncerny tak hojnie obdarzają medyków i polityków za „zaangażowanie”. Na razie wpadła premier Nowej Południowej Walii (10 milionów dolarów łapówki). Kto następny?
Czy potknie się też noga któremuś z naszych gorliwców? Ich kolejne ruchy są dosyć przewidywalne, bo opór społeczny przeciw narzucaniu szprycowania siłą kabaretowymi metodami (reklama z użyciem filmowego klauna, loterie z nagrodami) raczej jest niewielki, a nawet słabnie (według najnowszych badań 59% Polaków jest za zaostrzeniem obostrzeń). Zahipnotyzowana większość łyka obostrzenia, nie czekając na naukowe uzasadnienie („bo zdrowie jest najważniejsze”). Ale dopóki będą na świecie lekarze, w tym naukowcy z Nagrodą Nobla w dziedzinie medycyny, którzy zalecają ostrożność także w imię „praw nauki” (nie tylko w imię „mamony” tak hojnie rozdawanej na rzecz ratowania świata prawie wyłącznie metodą szczepionkową), trzeba starać się ocalić choć resztki zdrowego rozsądku. Bo „prawda nauki” przysłonięta „prawdą mamony” nie brzmi zbyt przekonująco. W tej chwili ważą się losy „ustawy o segregacji”. Firmy z kompletnym „wyszczepieniem” ominą lockdowny, pracownicy niezaszczepieni wylądują „na innym stanowisku”, do kin, teatrów, restauracji nie wejdą osoby niezaszczepione. Kupimy to, bo przecież „każdy ma wolny wybór”. Nawet ci, którzy kompletnie nie ufają klaunom i spiskowcom.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze