Zdarza się, iż wykonywane przez nas zajęcie przysparza nam imienia, lub jak kto woli „ksywki”. Przykładowo, dostawca ryb szybko staje się „Panem Rybą”. Czasami jednak bywa na odwrót, wtedy to postać człowieka rzutuje na nazwę istoty. Tak właśnie przedstawia się sprawa z indykami. Pierwsze wielkie hodowle indyków prowadził zakon jezuitów w pobliżu Bourges (centralna Francja). Stąd do dzisiaj w niektórych regionach Francji indyka nazywa się złośliwie „jezuitą”. Jednak ten obecnie najbardziej wpływowy i najliczniejszy w Kościele Katolickim zakon męski nie postawił na krzewienie wśród ludu wiedzy o nowoczesnym rolnictwie. Jezuici od początku swego istnienia skupili się na szkolnictwie. Siecią swoich placówek pokryli nie tylko Europę, ale też podążyli na inne kontynenty. To m.in. jezuita Jan Mikołaj Smogulecki (1610 – 1656), zaznajomił Chińczyków z systemem kopernikańskim i logarytmami. Z kolei lwowianin Michał P. Boym (XVII w.) był pierwszym Polakiem, który stanął na terenie Syjamu, czyli dzisiejszej Tajlandii. Jemu to zawdzięczamy podstawy sinologii (dziedzina naukowa zajmująca się wszystkim co dotyczy Chin). Mając tą wiedzę, jedząc indyka po tajlandzku, pomyślmy jaki świat jest mały, że warto go poznawać (eksplorowanie świata zdaje się być naszą cechą narodową) i zmieniać. Oczywiście na lepsze.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze