Jeśli dojdzie do powtórnych wyborów ponad 700 radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów, którzy z własnej winy nie dopełnili obowiązku złożenia w terminie odpowiednich oświadczeń majątkowych (wcale nie bez znaczenia, mają odstraszać potencjalnych łapówkarzy), to będziemy mieli demokrację prawdziwie ugruntowaną. Podwójnie wybrani na koszt państwa (taniego państwa!) reprezentanci zaciągną wobec społeczeństwa nie lada dług. Pod warunkiem oczywiście, że zostaną wybrani. To nie powinno być takie oczywiste, choć dla pana Donalda Tuska, lidera Platformy Obywatelskiej, partii, która, przyczyniła się do zagmatwania przepisów, na podstawie których doszło do całego zamieszania, takim właśnie jest. No bo jakże to, jeśli wina spoczywa po stronie pani Hanny Gronkiewicz-Waltz (jeśli spoczywa, powtarzam), to czy za rażące niedopełnienie obowiązków w służbie publicznej, godzi się, by zawracała wyborcom głowę jeszcze raz? A jeśli przez podobną niefrasobliwość sprawa się powtórzy, to ile razy i na czyj koszt będziemy wybierać panią Hannę, aby raczyła bez zastrzeżeń piastować odpowiedzialny urząd? A może by tak jednak kosztami powtórnych wyborów obarczyć szanowną winowajczynię albo jej plenipotentów partyjnych. Oj, odechciałoby się służyć, odechciało.
Nie dziwię się, że po liderach Platformy cała sprawa spływa jak po przysłowiowej gęsi, zachowują się jak przystało na liderów partii bez wyrazistego programu ideowego. Do rządzenia, jak wiadomo, nie potrzeba idei, potrzeba trochę sprawności i odrobinę cwaniactwa, czego w zasadzie nie brakuje nikomu. A jednak brak idei zaczyna doskwierać niektórym co bardziej światłym działaczom tej partii, czemu dał wyraz nowy triumwirat w obrębie Platformy. Panowie Śpiewak, Rokita i Gowin coś szykują, ale na razie, mimo szumnie przeprowadzonej konferencji prasowej, nie udało się rozsupłać, co to będzie. Być może to tylko posunięcie taktyczne, przygotowanie do większej sprawy. Wszak lada dzień pan Prezydent ma ogłosić raport Komisji Likwidacyjnej WSI (już zwleka, co rodzi różne domysły). A to, jak zapewniają pilni obserwatorzy, bardzo poważna sprawa i można się spodziewać, że po ujawnieniu raportu dokonają się liczne przetasowania personalne w niejednej instytucji, ponoć nawet już się dokonują. Zanim to jednak ostatecznie nastąpi, może się jeszcze sporo wydarzyć ciekawych rzeczy, dla odwrócenia uwagi oczywiście. Na przykład o zmarłych źle się nie mówi, ale już w niektórych mediach prasowych (oszołomskich tak zwanych) można przeczytać, że w IPN-ie znaleziono trzy teczki opatrzone nazwiskiem niedawno zmarłego pisarza. Jeśli tylko imiona się zgodzą (figuruje „Ryszard Kazimierz”), to może stać się oczywiste, za czyje pieniądze i z czyją pomocą robił karierę w PRL-u najwybitniejszy reportażysta współczesnego świata.
Dziwię się tylko, że czujne nad wyraz czołowe media (czwarta władza, a jakże!) jeszcze milczą w tej nader ciekawej sprawie. Nawet sama Gazeta Polska, bicz Boży na konfidentów, którzy chcieliby się wywikłać sprawiedliwości, także milczy. No cóż, na wszystko musi nadejść właściwy czas. Tak na przykład już czwarta pani oskarża wicepremiera o molestowanie seksualne, a czwarta władza jakoś zdecydowanie nie reaguje. To musi być mocno zastanawiające. Arcybiskupa, jak trzeba było, udało się obalić w tydzień (a dziś pojawiają się sensacyjne informacje o sfałszowaniu podpisu w dokumentach SB), to nie udałoby się obalić wicepremiera? W imię prawdy i przyzwoitości oczywiście. Komuś jednak opłaca się tym razem w prawdzie za głęboko nie gmerać. Grubo ponad 115 agentów WSI (taka liczba na razie przeciekła z raportu) zostało zainstalowanych w mediach. Czyżby w tym fakcie kryła się odpowiedź na nurtujące nas pytania?
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze