Są starówki jak magnesy. I jest starówka płocka. Wrocławska, krakowska, czy warszawska przyciągają ciekawą architekturą, przytulnymi kafejkami, imprezami kulturalnymi. To salony miast, w których wolny czas spędzają nie tyko mieszkańcy, ale też turyści. Płocka starówka salonem na pewno nie jest. Od lat straszy widokiem kilku prywatnych ruder. Wymarła tak jak ul. Tumska. Spotkać można tu tylko łyżwiarzy na lodowisku albo urzędników pędzących do ratusza. – A często bywa tak, że na placu spotykają się przede wszystkim prowadzący tu lokale restauratorzy – mówi Tadeusz Kopciński, szef restauracji Akapit. Żeby przyciągnąć klientów, osobiście wychodzi przed lokal. Choć zima w pełni, to na drewnianym podeście rozstawia elegancko przybrany stół i serwuje przechodniom smakołyki. Wszystko na darmo. Choć kuchnia jest tu wyśmienita, to ludzi wciąż tyle, co kot napłakał. Oby tylko dotrwać do sezonu…Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze