Dla wielu płocczan zapomoga z MOPS-u to obecnie jedyny sposób na biedę. Miesięcznie Ośrodek przyznaje fundusze dla około 1900 „szczęśliwców”, pochodzących często z rodzin dysfunkcyjnych.Jak zwykle potrzebujących jest nieporównywalnie więcej. Nie potrafią oni jednak udowodnić, jak bardzo są im potrzebne pieniądze. Wielu zainteresowanych obwinia wtedy pracowników socjalnych, że patrzą na nich mało przychylnym okiem. Czy jest to słuszny zarzut? A czy to dobrze, że przychylni pracownicy socjalni doradzają: „Chcą państwo dostać te 130 złotych na leki, to przeprowadźcie separację.” Nie mogła się zgodzić z taką propozycją pani Renata B. Jej ostatnie przejścia z pracownikami socjalnymi nie należą do najprzyjemniejszych. Życie Renaty B. nie rozpieszcza. Ma III grupę inwalidzką i czeka na kolejną operację stawu biodrowego. Normalne, że w takim stanie trudno znaleźć pracę w Płocku. W ubiegłym roku przez kilka dni w wakacje udało jej się popracować u Armeńczyków na bazarze. Nie dawała tam sobie rady, zrezygnowała. Zaraz po tym mąż stracił prawo do zasiłku, w tym samym czasie dostali też mieszkanie na Kolegialnej. Mogli się w końcu wyprowadzić ze słynnego „hotelu” na Otolińskiej. Sytuacja bytowa bardzo im się pogorszyła. Gdyby nie rodzice i rodzeństwo, żebraliby na ulicy. Od ponad pół roku nie mają żadnych dochodów. -We wrześniu ubiegłego roku złożyliśmy podanie do MOPS-u o zapomogę - mówi pani Renata. - Potrzebowałam i wciąż potrzebuję leków od ciśnienia, które co miesiąc kosztują mnie 130 zł. Od kilku miesięcy ich nie biorę. Lekarz krzyczy, że lekceważę swoje zdrowie, że grozi mi wylew, a później paraliż. Za leki jednak trzeba zapłacić. Nikt mi ich za darmo nie da. Już nawet wstydzę się jeździć na Winiary. Tyle razy złapała mnie w czerwoniakach kontrol za jazdę bez biletu. W podaniu prosiłam też o środki na żywność i opał. Wtedy w sprawie wywiadu odwiedził ich pierwszy raz pracownik socjalny. - Kończyliśmy się przeprowadzać z Otolińskiej. W mieszkaniu stało kilka krzeseł i szafa - relacjonuje młode małżeństwo. - Pani spisywała wszystko po kolei. Później zażądała od męża dowodu osobistego. Nie chciał jej go pokazywać. Dowód był w takim stanie, że po prostu nie wypadało. Kobieta zaczęła krzyczeć, że mąż sprzedał dowód albo ukrywa zatrudnienie. Głupio jej się zrobiło, gdy w końcu mąż położył przed nią wymiętoszoną i strasznie poplamioną książeczkę. Wtedy jej uwagę przykuły psy. Powiedziała „mówicie państwo, że nie macie z czego żyć, a jak utrzymujecie dwa dobermany. I tak okazało się, że pani Renata nie dostała 130 złotych na niezbędne jej leki, bo hoduje rasowe zwierzaki. -Czy muszę się pozbyć wszystkiego, co kocham żebym była uznawana za osobę potrzebującą? Z tego powodu za chwilę pewnie będę musiała pozbyć się telewizora, albo innych rzeczy - martwi się kobieta. Do grudnia ubiegłego roku żadne z małżonków nie podjęło pracy. Pani Renata postanowiła zwrócić się do MOPS-u o pomoc ponownie. Na wywiad przyszedł ten sam pracownik socjalny. - Skąd u państwa się wzięły nowe szafki w kuchni i pralka i ta glazura w kuchni. Państwo nie ujawniacie swoich dochodów. Oszukujecie - padały zarzuty. Nie pomagały tłumaczenia, że wszystko zostało przewiezione z dawnego lokalu. I to jeszcze nocą na wózku, bo nie było pieniędzy na inny transport. Że są to rzeczy kupione wcześniej na raty przez rodzinę, o czym świadczyły książeczki spłat. Glazurę państwo B. zakupili wcześniej, gdy im się trochę powodziło. Czekała na założenie i na lepsze czasy, w nowym mieszkaniu. Na Kolegialnej założył ją ojciec pani Renaty, żeby jej się lepiej mieszkało. -Czy to wszystko oznacza, że jesteśmy zamożni. Przecież to tylko pozory, przecież to oczywista pomoc rodziny - twierdzi małżeństwo. Pracownik MOPS-u był dalej bardzo skrupulatny. Wykrył, że państwo B. mają samochód. -I nie obchodziło go, że jest to stary, skorodowany i nie używany Polonez z 1983 roku. Ani ja, ani mąż nie mamy Prawa Jazdy. Stoi pod domem, bo nie stać nas na jego wywiezienie za 150 złotych - tłumaczy pani Renata. Dobre rady pracownika socjalnego Małżeństwo przekonywało pracownika, że chociaż w ich domu nie ma skrajnego ubóstwa, to żyją na krawędzi. –Okazało się, że jest inne wyjście, które doradzała nam pani z MOPS- u. Jeśli chcemy zapomogę, powinniśmy żyć w separacji. Muszę tylko udowodnić, że mąż wszczyna awantury i że mnie bije. Niestety nie wyobrażam sobie żebym coś takiego miała zrobić, dla opału na zimę, czy nawet dla kilkuset złotych na żywność. Jesteśmy z mężem na dobre i na złe - w oczach kobietą szklą się łzy. Są jednak pary, które zdecydowały się na takie posunięcie. Daleko nie trzeba było szukać. Nieopodal w blokach spotkaliśmy takie pary, które jednak zbyt wiele nie chciały na ten temat mówić. - Tak. skorzystaliśmy z takiej furtki. Zmusiło nas do tego samo życie. Skoro innej rady nie było... Pomoc społeczna w ten sposób daje fundusze oddzielnie i na konkretnego pana i na konkretną panią. Nieważne, że małżeństwo żyje w separacji, w jednym mieszkaniu i wkrótce doczekają się kolejnego potomka. -Pomoc Społeczna nie przechodzi obojętnie również obok, tych którzy nałogowo piją. Dostają pieniądze i zaraz je przepijają. Czy to jest wobec nas uczciwe? Czy normalni ludzie, którzy mają kłopoty nie mogą liczyć na wsparcie? Muszą najpierw dotknąć dna? - pyta pani Renata, która do dnia dzisiejszego, pomimo kilku odwołań nie dostała ani złotówki z MOPS-u, ani na leki, ani na żywność, ani na opał. Co ciekawe, kiedy pani Renata mieszkała na Otolińskiej, to wtedy zapomoga jej się należała. - Wszystko zależy od pracownika socjalnego. To on prowadzi wywiad i albo rozumie czyjeś potrzeby, albo ich zrozumieć nie chce. Poprzedni pracownik socjalny nas rozumiał. Nie przeszkadzał mu nasz doberman, ani nawet siedem szczeniąt. O komentarz w sprawie przysługujących zapomóg zapytaliśmy Kierownika Działu Świadczeń Płockiego MOPS-u - Małgorzatę Ryncarz. - Pracownik socjalny w momencie otrzymania wniosku ma 14 dni na przeprowadzanie wywiadu środowiskowego. Każdego traktujemy indywidualnie i oczywiście inaczej jest traktowany młody zdrowy mężczyzna, jak samotna matka z dzieckiem. Pracownik socjalny jest od tego, by opisać i zbadać wszystkie okoliczności obiektywie i solidnie. Nie on jednak decyduje o wysokości świadczenia. Wniosek może być rozpatrzony odmownie jedynie poprzez nie spełniana kryteriów określonych w ustawie. Od decyzji można się odwoływać. W związku z przedstawioną sprawą nie mogę nic powiedzieć. Obowiązuje bowiem ochrona danych osobowych. Jeśli jednak chodzi o separację, trzeba ją udowodnić. Obejmujemy też pomocą wszystkie rodziny dysfunkcyjne. Należą do nich także rodziny alkoholików. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że zasiłek dostanie rodzina, gdzie są dzieci, a piją obydwoje rodzice, nie jest to jednak zasada. Dysfunkcją jest także wielodzietność. Warto jednak pamiętać o tym, że często ludzie się nie doceniają. To, że nie mają pieniędzy na wszystko, a jakoś sobie radzą, to dobry znak. To powód, by być z siebie dumnym – stwierdziła pani Ryncarz. tekst i fot. Blanka Stanuszkiewicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze