Leszcze, szczególnie przez młodych i niedoświadczonych wędkarzy, są rybami dość często pogardzanymi ze względu na dużą ilość ości. Z badań jednak wynika co innego, i przeliczając ilość ości na centymetr bieżący ryby to nasz bohater nie wypada całkiem źle.Bardzo często mylony z niewyrośniętym krąpiem, młody leszcz może pozbawić nas kulinarnej uciechy. Ale za to duże, złote łopaty powyżej 2 kg masy, sprawiają, że na głowę biją prawie wszystkie białe ryby z naszego katalogu. Ba, ale gdzie są te leszcze, gdzie się na nie zastawić? Swoją listę muszę zweryfikować do zaledwie trzech akwenów. Jezioro Ciechomickie, rzeka Wisła i zalew Sobótka w Płocku, to są moi faworyci w konkursie na najlepsze leszczowe łowisko. Wisła wydaje się nieprzebranym źródłem ryb, i pomimo nieustannej ekspluatacji sieciami przez okrągły rok (można obserwować to z mostu, lub wystarczy zerknąć na otwarte drzwi baraku, gdzie sprzedaje się ryby pod mostem na Radziwiu) nadal w wędkarskich ich siatkach goszczą wspaniałe kilkukilogramowe łopaty. Ja polecam tylko jedną słuszną i pewną metodę połowu, tj. łowienie ciężkim federem lub jak kto woli, metodą gruntową z koszyczkiem zanętowym. Nie każdego stać na kilogramy super zanęty, litry dżokersa czy pinek, nie wspominam tu o długich wędkach, bo koszt ich zakupu to już abstrakcja połączona z masochizmem budżetu rodzinnego. Ale powiedzmy średniej klasy kijek z drgającą szczytówką i niezawodny średni kołowrotek z zapasem 100 metrów żyłki 0,23 mm. Do tego kilka sprężyn bez obciążenia i ciężarki najlepiej płaskie w przedziale od 20 do 60 gramów. Haczyki oczywiście dobieramy do przynęty a nie do poławianej ryby i ta niestety prosta zasada najczęściej wypada nam z głowy. Tak uszykowani możemy się udać w dowolne miejsce naszej Wisły. Na pierwszy wypad warto wybrać miejsce uczęszczane, niedaleko domu. Bulwar w Płocku jest dość wysoki i jeżeli ktoś starałby się poznać ukształtowanie dna na pewnym jego odcinku to zauważy dwie półki. Pierwsza, leżąca 3 metry od bulwaru, to dolna część betonowych klocków i ta półka nas nie interesuje. Potrzeba wprawy i doświadczenia aby tu dobrze połowić wędką spławikową. Druga półka jest około 8 do 10 metrów od brzegu i stanowi faktyczne dno naszej rzeki. Taki układ znajdziemy prawie na wszystkich rzekach uregulowanych sztucznie betonem. Ale co dla nas z tego wynika? Ano to, że jeżeli umieścimy nasz zestaw poza tym uskokiem możemy liczyć na udany połów. Ryby przebywają w tych miejscach gdzie mogą znaleźć trochę pokarmu, a z pewnością jest go o wiele więcej niż w strefie otwartej wody. Pływając z echosondą zawsze czujniki obecności ryb potwierdzają tę teorię. Dziwi mnie czasem widok wędkarzy, którzy uparcie starają się łowić jak najdalej. Im dalej rzucisz, tym dalej ci zestaw spłynie. Później zobaczysz branie, stracisz więcej zestawów i wcale nie będziesz skuteczniejszy. Łowiąc 20 metrów od brzegu uzyskasz o wiele lepsze rezultaty. Warto to sprawdzić, gdy nasz zestaw z ciężarkiem 80 gram powędruje do wody. Zastanówmy się przez chwilę, na jakiej faktycznie odległości od brzegu wędkujemy. Ten sam zestaw z ciężarkiem 40 gramowym ciśnięty na 25 metr prawdopodobnie stanie w tym samym miejscu, nie wspominając o skuteczności. Duże obciążenia zostawmy chłopakom na łódkach, gdzie siłą rzeczy zestawy są wyposażone w żyłki 0,45 do 0,70. Drugim błędem jest zanęta. Powinna się ona wypłukiwać ze sprężyny a nie stanowić dodatkowe obciążenie. Albo nęcimy rybę do przynęty, albo udajemy beztrosko oszczędnych. I na tym mogę zakończyć, bo wszystkie nasze gazety wędkarskie rozpisują się o cudownych metodach, technikach łowienia z koszykiem. W czasach gdy nikt nie słyszał o super zanętach, stosowaliśmy z chłopakami do naszych koszyków (loki do włosów), taką super mieszankę: płatki owsiane, odrobina kaszy kukurydzianej gotowanej i do tego moczony chleb. Za atraktor wystarczył zapach chleba lub czosnek z roztartego ząbka. I niech ktoś powie, że to nie jest skuteczne do dziś. Młodą rosówkę lub pęczek gnojaków z biegiem lat uzupełniliśmy o białe robaki, czasami barwione na żółto w riwanolu. O wynikach nie ma co wspominać, ale jeszcze w zeszłym roku, skutecznie łowiłem na tę mieszankę prawdziwe lechy z Wisły. Tak, na bulwarze za mostem i na kamieniach za klubem wioślarskim. Nasze wędkarstwo nie musi być aż tak drogie, aby było skuteczne. Przestrzegajmy najprostszych procedur i łówmy z głową, bo bardzo łatwo z super zanęty kupionej w sklepie zrobić beznadziejną breję a z tanich dobrych składników świetną mieszankę. Dyskutujmy i uczmy się nad wodą sami od siebie, nie zamykajmy się od wszystkich, bo wędkarz łowiący obok nas nie jest naszym konkurentem, ale taką samą zakochaną w wędkarstwie osobą. A może te leszcze łowi dlatego, że popełnia po prostu mniej błędów. Warto sprawdzić, rozpoczynając dyskusję od zapomnianego nad wodą “dzień dobry”. Andrzej Piegat
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze