Reklama

Hania z Zielonego Wzgórza. Hanna Zientara-Mokrowiecka (1959-2023)

07/11/2023 12:51

Warszawianka, ale większość swojego życia związała z Teatrem im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku.

Niezapomniana Ania z Avonlea, Emilka w „Naszym mieście”, Anita w „Antygonie w Nowym Jorku”, Opala w „Każdy kocha Opalę”, drewniany pajacyk w „Pinokiu”, Sonia w „Wujaszku Wani”, Matka w „Balladynie” i „Dwóch teatrach”, Abby Brewster w „Arszenik i stare koronki”. Szekspirowski Puk. Ale także Lady Makbet, Rachela, Pani Gruber w „Procesie”, znakomita Natalia w „Myszach”.

Grała kobiety połamane, wrażliwe, dziwaczne. Czasem – kruche i bezradne, a czasem – twardo broniące swoich racji.

Absolwentka PWST w Krakowie Filia we Wrocławiu, debiutowała w Teatrze Ziemi Pomorskiej w Grudziądzu. W Płocku znalazła się za dyrekcji Tomasza Grochoczyńskiego i od razu weszła w ciekawy repertuar. Oszczędnymi środkami wykreowała postać nieszczęśliwej Laury w „Szklanej menażerii” (1987) i takie role otrzymywała w kolejnych sezonach. W „Wizycie starszej pani” wychodziła z krzakiem, niezamierzenie rozśmieszając widownię tekstem „ja gęstwina przemienna“. Później była świetna Emilka z „Naszego miasta Wildera” i wspaniały roztańczony cudak Puk w „Śnie nocy letniej”. Puka obejrzała też widownia niemieckiego Darmstadt, czeskiego Cieszyna i Bielska-Białej. Nie zapomnę, jak urzeczona spektaklem znana aktorka i profesor Helena Gryglaszewska z Krakowa biegła w Cieszynie za Hanią, by pogratulować jej znakomitej roli. A potem Zientara na płockiej scenie odbierała za tę kreację pierwszą Srebrną Maskę (1992).

Reklama

Lubiła sztuki kameralne. Z Karolem Suszką zagrała w „Proszę, zrób mi dziecko”, z Jackiem Mąką – „Za rok o tej samej porze”. W adaptacji opowiadań Szaniawskiego „Zaszczepiłem mu tego motylka, panowie” na każdą porę życia dawała publiczności złote rady Profesora Tutki, który uczył, żeby zawsze mieć nadzieję i wypatrywać w życiu piękna.

Aktorski duet z Katarzyną Anzorge w „Wydmuszce” przyniósł jej drugą Srebrną Maskę (2011). Widzów bawiła też w roli Renée w „Pierwszej młodości”, w której zagrała razem z Grażyną Zielińską.

Reklama

Rudowłosa Ania z Zielonego Wzgórza przez wiele sezonów zachwycała kolejne pokolenia, a nie łatwo było konkurować z filmową kreacją Megan Follows. Hani się udało. Była i wzruszająca i zabawna. Autentyczna. Partnerował jej równie znakomity Mateusz – Jerzy Bielecki. Kiedy pożegnała się z Anią, została Panią Linde.

Znakomitą kreację stworzyła w tytułowej roli w „Myszach Natalii Mooshaber” Ladislava Fuksa w adaptacji i reżyserii Marka Mokrowieckiego. Za rolę Natalii otrzymała

Cieszyńskiego Anioła na XVIII Międzynarodowym Festiwalu Moraw i Śląska w Czeskim Cieszynie.

Reklama

Zawód aktora traktowała z pokorą.

- Ważne, że mam co grać i jestem obsadzana – powtarzała.

- Mogę grać kobiety romantyczne, kobiety dziwaczne, złe, tragiczne. Mężczyzn też.

Sprawdzała się w rolach komediowych. Znakomita jako Edna Chapman w farsie „Żona potrzebna od zaraz” w reż. Friedmanna i Lily Chatterton w „Hotelu Westminster” w reż. Bończaka.

Kto znał Hanię, wiedział, że nie przejdzie obojętnie obok psa czy kota. Osiedlowe – nakarmi i napoi. Te domowe grały nawet w teatrze. Najsławniejszy był Kłopot, który słuchał muzyki w „Śnie...” i przynosił gazetę w „Kartotece”. Razem z wziętymi ze schroniska Kolesiem i Trusią Hania apelowała o prezenty dla potrzebujących zwierzaków. Podczas teatralnych Mikołajek odwiedzała małych pacjentów płockich szpitali.

Reklama

Lubiła poezję. Świetnie interpretowała wiersze Broniewskiego. Ulubione „Ballady i romanse” słyszeliśmy nie tylko na scenie. Także pod pomnikiem poety i w Muzeum w Warszawie. Razem z Markiem Mokrowieckim, jako dziadek i babuleńka, zachwycali w „Babim lecie” Broniewskiego. 

Nieduża, szczupła, okularnica, jak z piosenki Osieckiej, której teksty wykonywała w spektaklu muzycznym „Słodkie rodzynki, gorzkie migdały”.

Uwielbiała narty, stoki Beskidów i Mazury z letnim domkiem, gdzie podawano zupę kurkową. 

Reklama

Ostatni raz rozmawiałam z Hanią po premierze „Lekkoducha”. Była jak zwykle serdeczna, uśmiechnięta. Każdemu powiedziała miłe słowo. Cieszyła się, że razem z Karolem zrobią nowy spektakl.

Próby do „Udręki życia” Hanocha Levina, w której grała Lewiwę trwały od września. Kiedy nagle trafiła do szpitala, myśleliśmy, że premiera odbędzie się w innym terminie. Nikt nie przypuszczał, że może być inaczej.

„Wstań do pracy, Jona. Wstań dokończyć ze mną razem udrękę życia!” To twoje słowa z ostatniej próby. Haniu, nie dokończymy jednak „Udręki Życia” – napisał w mediach społecznościowych partnerujący aktorce Marek Walczak.

Reklama

Jej ostatnią rolą pozostanie Panna Aniela w „Damach i huzarach” w reż. Krzysztofa Szustera, jadąca bryczką po płockich ulicach. Tak bezwiednie pożegnała się z zielonym Tumskim Wzgórzem nasza Haneczka. 

Lena Szatkowska

Fot. Waldemar Lawendowski

Miejsce zdarzenia mapa Płock
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości