Warszawianka, ale większość swojego życia związała z Teatrem im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku.
Niezapomniana Ania z Avonlea, Emilka w „Naszym mieście”, Anita w „Antygonie w Nowym Jorku”, Opala w „Każdy kocha Opalę”, drewniany pajacyk w „Pinokiu”, Sonia w „Wujaszku Wani”, Matka w „Balladynie” i „Dwóch teatrach”, Abby Brewster w „Arszenik i stare koronki”. Szekspirowski Puk. Ale także Lady Makbet, Rachela, Pani Gruber w „Procesie”, znakomita Natalia w „Myszach”.
Grała kobiety połamane, wrażliwe, dziwaczne. Czasem – kruche i bezradne, a czasem – twardo broniące swoich racji.
Absolwentka PWST w Krakowie Filia we Wrocławiu, debiutowała w Teatrze Ziemi Pomorskiej w Grudziądzu. W Płocku znalazła się za dyrekcji Tomasza Grochoczyńskiego i od razu weszła w ciekawy repertuar. Oszczędnymi środkami wykreowała postać nieszczęśliwej Laury w „Szklanej menażerii” (1987) i takie role otrzymywała w kolejnych sezonach. W „Wizycie starszej pani” wychodziła z krzakiem, niezamierzenie rozśmieszając widownię tekstem „ja gęstwina przemienna“. Później była świetna Emilka z „Naszego miasta Wildera” i wspaniały roztańczony cudak Puk w „Śnie nocy letniej”. Puka obejrzała też widownia niemieckiego Darmstadt, czeskiego Cieszyna i Bielska-Białej. Nie zapomnę, jak urzeczona spektaklem znana aktorka i profesor Helena Gryglaszewska z Krakowa biegła w Cieszynie za Hanią, by pogratulować jej znakomitej roli. A potem Zientara na płockiej scenie odbierała za tę kreację pierwszą Srebrną Maskę (1992).
Lubiła sztuki kameralne. Z Karolem Suszką zagrała w „Proszę, zrób mi dziecko”, z Jackiem Mąką – „Za rok o tej samej porze”. W adaptacji opowiadań Szaniawskiego „Zaszczepiłem mu tego motylka, panowie” na każdą porę życia dawała publiczności złote rady Profesora Tutki, który uczył, żeby zawsze mieć nadzieję i wypatrywać w życiu piękna.
Aktorski duet z Katarzyną Anzorge w „Wydmuszce” przyniósł jej drugą Srebrną Maskę (2011). Widzów bawiła też w roli Renée w „Pierwszej młodości”, w której zagrała razem z Grażyną Zielińską.
Rudowłosa Ania z Zielonego Wzgórza przez wiele sezonów zachwycała kolejne pokolenia, a nie łatwo było konkurować z filmową kreacją Megan Follows. Hani się udało. Była i wzruszająca i zabawna. Autentyczna. Partnerował jej równie znakomity Mateusz – Jerzy Bielecki. Kiedy pożegnała się z Anią, została Panią Linde.
Znakomitą kreację stworzyła w tytułowej roli w „Myszach Natalii Mooshaber” Ladislava Fuksa w adaptacji i reżyserii Marka Mokrowieckiego. Za rolę Natalii otrzymała
Cieszyńskiego Anioła na XVIII Międzynarodowym Festiwalu Moraw i Śląska w Czeskim Cieszynie.
Zawód aktora traktowała z pokorą.
- Ważne, że mam co grać i jestem obsadzana – powtarzała.
- Mogę grać kobiety romantyczne, kobiety dziwaczne, złe, tragiczne. Mężczyzn też.
Sprawdzała się w rolach komediowych. Znakomita jako Edna Chapman w farsie „Żona potrzebna od zaraz” w reż. Friedmanna i Lily Chatterton w „Hotelu Westminster” w reż. Bończaka.
Kto znał Hanię, wiedział, że nie przejdzie obojętnie obok psa czy kota. Osiedlowe – nakarmi i napoi. Te domowe grały nawet w teatrze. Najsławniejszy był Kłopot, który słuchał muzyki w „Śnie...” i przynosił gazetę w „Kartotece”. Razem z wziętymi ze schroniska Kolesiem i Trusią Hania apelowała o prezenty dla potrzebujących zwierzaków. Podczas teatralnych Mikołajek odwiedzała małych pacjentów płockich szpitali.
Lubiła poezję. Świetnie interpretowała wiersze Broniewskiego. Ulubione „Ballady i romanse” słyszeliśmy nie tylko na scenie. Także pod pomnikiem poety i w Muzeum w Warszawie. Razem z Markiem Mokrowieckim, jako dziadek i babuleńka, zachwycali w „Babim lecie” Broniewskiego.
Nieduża, szczupła, okularnica, jak z piosenki Osieckiej, której teksty wykonywała w spektaklu muzycznym „Słodkie rodzynki, gorzkie migdały”.
Uwielbiała narty, stoki Beskidów i Mazury z letnim domkiem, gdzie podawano zupę kurkową.
Ostatni raz rozmawiałam z Hanią po premierze „Lekkoducha”. Była jak zwykle serdeczna, uśmiechnięta. Każdemu powiedziała miłe słowo. Cieszyła się, że razem z Karolem zrobią nowy spektakl.
Próby do „Udręki życia” Hanocha Levina, w której grała Lewiwę trwały od września. Kiedy nagle trafiła do szpitala, myśleliśmy, że premiera odbędzie się w innym terminie. Nikt nie przypuszczał, że może być inaczej.
„Wstań do pracy, Jona. Wstań dokończyć ze mną razem udrękę życia!” To twoje słowa z ostatniej próby. Haniu, nie dokończymy jednak „Udręki Życia” – napisał w mediach społecznościowych partnerujący aktorce Marek Walczak.
Jej ostatnią rolą pozostanie Panna Aniela w „Damach i huzarach” w reż. Krzysztofa Szustera, jadąca bryczką po płockich ulicach. Tak bezwiednie pożegnała się z zielonym Tumskim Wzgórzem nasza Haneczka.
Lena Szatkowska
Fot. Waldemar Lawendowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze