Reklama

Gotuj z Tygodnikiem Płockim. Czy warto?

W pogoni za autentycznością szukamy różnych jej potwierdzeń. Będąc na wakacjach, chcemy odwiedzać tylko te restauracje, w których biesiadują miejscowi, ponieważ tam spodziewamy się znaleźć ich prawdziwe jedzenie. Podobnie, kupując przedmioty, chcemy tych „prawdziwych”, niezależnie od tego, czy jest to ciupaga, czy oscypek. W celu sprostania tym oczekiwaniom na rynku zaczęły pojawiać się produkty z certyfikatami poświadczającymi ich autentyczność. W przypadku żywności istnieje wiele takich certyfikatów, jednak najbardziej rozpoznawalne są europejskie certyfikaty jakości: Chronione Oznaczenie Geograficzne (ChOG), Chroniona Nazwa Pochodzenia (ChNP) i Gwarantowana Tradycyjna Specjalność (GTS).

Według twórców tego systemu certyfikacji, żywnościowe bogactwo wspólnoty europejskiej zasługuje na wyróżnienie towarów na trwałe wpisanych w kulturowy krajobraz państw członkowskich. Unia Europejska, doceniając trud i wkład lokalnych przedsiębiorców w umacnianie międzynarodowej więzi, wyróżnia produkty jakościowe o niepowtarzalnym smaku, jednoznacznie identyfikujące kraj i konkretny jego obszar. Narzędziem służącym do realizacji polityki jakości żywności są właśnie unijne certyfikaty. Jednym z krajów, który najchętniej przystąpił do tego systemu, są Włochy. Można by sądzić, że to cudowne dzieło chroni bogactwo kultury kulinarnej, sprawiając, iż to, co jemy, jest powtarzalnie doskonałe. Ale czy na pewno?

 

Reklama

Bruschetta z fetą i pomidorami
Skład:

  • 1 bagietka;
  • 2 pomidory;
  • 150 g sera typu feta;
  • 2 młode cebulki dymki;
  • 2 łyżki posiekanego, świeżego oregano;
  • 125 ml oliwy;
  • sól, pieprz.

Wykonanie:
Bagietkę kroimy na kromki grubości 1 cm. Smarujemy je z obu stron oliwą i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Zapiekamy w piekarniku rozgrzanym do 200 st. C przez ok. 20 minut. W tym czasie sparzamy pomidory i obieramy ze skórki. Drobno kroimy pomidory, cebulki oraz ser. Mieszamy razem fetę, pomidory, cebulki, oregano i 1 łyżkę oliwy. Doprawiamy całość pieprzem i solą (pamiętamy, iż feta jest słona, stąd soli dodajemy w ilości minimalnej). Na upieczonych kromkach rozkładamy masę pomidorowo-serową. Serwujemy natychmiast po przygotowaniu, gdyż po czasie masa pomidorowa rozmacza grzanki.

Reklama

 

Studiując w Poznaniu na początku lat 90. XX wieku, 11 listopada zawsze mogłam liczyć na zakup rogalików świętomarcińskich. Jako studenci wiedzieliśmy, która cukiernia ma najlepsze, ale i w innych można było znaleźć zupełnie dobre propozycje. Rogale nie były specjalnie okazałe, nadzienie nie zawsze miało czysty biały mak (czasami było pół na pół z mielonymi suchymi ciastkami), ale były lekkie, o chrupiącym, listkowym cieście. Po latach wróciłam do Poznania i tak się złożyło, że był to 11 listopada. Na każdym kroku można było kupić tradycyjne rogale, jednak nie były one takie jak te ze wspomnień. Owszem, miały europejski certyfikat autentyczności, nadzienie z pewnością zawierało biały mak, ale były to gigantyczne gnioty. Wówczas poczułam, że poznańska awangarda nawołująca do ich bojkotu jest mi bliska, choć pewnie tylko w poglądach na temat rogali.

Reklama

dr Izabela Chudzyńska
etnolog, antropolog jedzenia

Fot. Piotr Chudzyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości