W pierwszej części serii „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta smak magdalenki przypomina bohaterowi powieści ciocię Leonię. To ją za młodu odwiedzał co niedzielę, a ona częstowała go właśnie tymi ciastkami, które zanurzał w herbacie. Po latach smak ciastka przywołuje mu jej postać z zakamarków pamięci. To doświadczenie bohatera uczeni badają od lat i zwą „fenomenem Prousta”. Po chwili refleksji każdy z nas będzie umiał wskazać te zapachy, które kojarzą mu się np. z osobą, miejscem lub czasem. Lato, które właśnie zaczyna się rozkręcać, kojarzy mi się z zapachem siana, malin i poziomek. Trwa sezon na owoce jagodowe. Teraz pachną najintensywniej i najlepiej smakują. Sięgajmy po nie i budujmy swoje oraz naszych bliskich zmysłowe wspomnienia.
Miodowe magdalenki z czerwonymi owocami w korzennym winie
Skład:
miodowe magdalenki
czerwone owoce w korzennym winie
Wykonanie:
W misce mieszamy mąkę, mielone migdały i cukier puder. Następnie dodajemy płynne masło i miód. Ubijamy białka ze szczyptą soli na gęstą pianę. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy. Formę do magdalenek smarujemy dowolnym tłuszczem. Rozkładamy ciasto do przegródek i odstawiamy w chłodne miejsce na 10 minut. Rozgrzewamy piekarnik do 160 st. C i pieczemy w nim magdalenki przez ok. 20 minut. Upieczone odstawiamy do wystygnięcia.
Wlewamy wino do rondelka, dodajemy cukier, goździk, cynamon, anyż i krążki cytryny. Zagotowujemy wino i pozostawiamy przykryte do przestudzenia. Opłukujemy i osuszamy owoce. Rozkładamy owoce do miseczek i zalewamy letnim winem. Deser podajemy z miodowymi magdalenkami (w przypadku braku czasu, możemy podać go z kupionymi w sklepie biszkopcikami).
Magdalenki to pulchne, biszkoptowe ciasteczka, które są popularne w kilku miejscowościach we Francji oraz Hiszpanii. Za ich ojczyznę przyjmuje się położone w Lotaryngii miasteczko Commercy. Według najpopularniejszej legendy o ich pochodzeniu to na tamtejszym zamku kucharka Madeleine Simonin w 1661 roku upiekła pierwszy raz te ciastka. Jednak Magdalen, które miały użyczyć imienia tym drobnym wypiekom, było więcej. Istnieje bardziej hiszpańska historia, która wspomina o Magdalenie, która częstowała tymi ciastkami pielgrzymów wędrujących do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostella. Z tego powodu miały one kształt muszelek. W średniowieczu bowiem certyfikat dotarcia do grobu św. Jakuba miał postać muszli. Położone nieopodal wybrzeża atlantyckiego Santiago de Copostella miało łatwe i obfite źródło ich czerpania, dodatkowo muszle te przypominały otwartą dłoń, która symbolizowała otwartość na czynienie dobra. Upieczenie ciasteczek to nie szczyt dobroci, ale czasami wystarczy, aby osobie, która boryka się z codziennymi trudnościami, sprawić nieco radości i przyjemności.
dr Izabela Chudzyńska
etnolog, antropolog jedzenia
Fot. Piotr Chudzyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze