Aura sprzyja spacerom po lesie i pracom ogrodowym. Pieląc kolejne zakątki ogrodu, możemy nagle odkryć, iż posadzone niegdyś kosodrzewiny (sosna górska) zaskakują nas swoją wielkością, jak też bogactwem młodych pędów, które zapowiadają, że rozmiar naszych iglaków nie jest jeszcze docelowy. Chcąc ograniczyć tę ekspansję przyrody, a zarazem mieć z tego działania pożytek, możemy przystąpić do obrywania młodych pędów na syrop lub nalewkę (ewentualnie na oba te specyfiki). Przyjęło się, iż sosnowe eliksiry najlepiej sprawdzają się podczas zimowych infekcji dróg oddechowych, ale może warto wypróbować je w innej aranżacji, np. z racuszkami. Kanadyjczycy mają syrop klonowy, my możemy mieć sosnowy. Zwłaszcza że w Polsce właśnie sosna tworzy najbardziej rozległe drzewostany. W Tatrach dochodzi do wysokości 1570 m n.p.m. i ze względu na panujące tam górskie warunki nie osiąga dużych wymiarów. Jednak kiedy kosodrzewina poczuje komfort życia w ogrodzie, potrafi zaskoczyć swoimi gabarytami. Wówczas należy ją nieco okiełznać, przy okazji korzystając ze zdrowotnych właściwości sosnowych olejków eterycznych, które są antyseptyczne, przeciwbólowe i lekko rozgrzewające. Przygotowując syrop sosnowy, nie tylko zadbamy o urodę ogrodu i nasze zdrowie, ale dostarczymy sobie odrobinę słodkiej przyjemności.
Racuszki serowe z sosnowym syropem
Skład:
racuszki
sosnowy syrop
Wykonanie:
Zbieramy młode pędy sosny, lekko je miażdżymy, skrapiamy spirytusem i układamy w słoju, przesypując cukrem. Zakręcamy słój, ustawiamy na parapecie na ok. 4 tygodnie. Pamiętamy, aby od czasu do czasu potrząsać słojem. Po miesiącu powstały syrop zlewamy do wyparzonego słoiczka, zakręcamy i odstawiamy w chłodne miejsce.
W misce ubijamy jajko z łyżką cukru. Następnie dodajemy zmielony ser, zsiadłe mleko i mąkę. Powstałe ciasto miksujemy ok. 5 minut. Im dłużej ubijamy ciasto, tym racuszki są pulchniejsze. Ubite ciasto kładziemy łyżką na patelnię z rozgrzanym olejem. Smażymy racuszki na złoty kolor z obu stron. Serwujemy je z syropem sosnowym. Dodatkowo możemy je udekorować męskimi kwiatostanami o lekko kwaskowatym smaku (do jedzenia nadają się te, które jeszcze nie wysypują pyłku).
Zbierając pędy sosny, będziemy utyskiwać na balsamicznie pachnący, lepki jej sok, czyli żywicę (do usunięcia żywicy z rąk możemy użyć octu, pasty do zębów albo spirytusu). Wówczas warto sobie przypomnieć, że spacerując po lesie możemy napotkać stare sosny z prawie zarośniętym fragmentem pnia, na którym widać ślad po nacięciach w kształcie jodełki. To nie wynik działalności wandala, ale pracy żywiczarza, a ta sosnowa blizna to spała. W 1994 roku Polskie Lasy Państwowe zaprzestały gospodarczego żywicowania sosny, choć w latach 70. XX wieku byliśmy żywiczną potęgą. W naszych lasach pozyskiwano wówczas ok. 22 tys. ton surowej żywicy rocznie. Dzisiaj sok z polskich sosen zastąpiła żywica z Ukrainy, Brazylii oraz Chin. Z punktu widzenia sosnowych drzew to pewnie dobrze.
dr Izabela Chudzyńska
etnolog, antropolog jedzenia
Fot. Piotr Chudzyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze