Jeszcze niedawno była piękna kolorowa jesień, w przydomowych ogrodach kwitły chryzantemy i marcinki, a okna oraz tarasy zdobiły krwistoczerwone pelargonie. Nic nie wieściło zmiany (oczywiście oprócz synoptyków), aż tu nagle zrobiło się mroźnie i biało. W takiej scenerii łatwiej wczuć się w uroki magicznej kultury Finów. Mimo, że Finlandia została schrystianizowana już w XII wieku, to nawet papież w oficjalnych dokumentach narzekał na ich słabą wiarę. Bowiem, mimo przyjęcia chrześcijaństwa, Finowie nadal szanowali swoich dawnych bogów. Jednym z nich był Ukko odpowiedzialny za deszcz, burze i pioruny. Uroczystości na jego cześć często przeradzały się w pijatyki, ponieważ magicznym napojem, którego spożywanie sprowadzało deszcz, było piwo. Najwidoczniej w pełni angażowali się w zapobieganie suszy, bo do dzisiaj Finlandię porastają piękne lasy. Z drugiej strony, Polska stepowieje, deszcz potrafi nie padać nawet przez kilka miesięcy. Podobno to efekt zmiany klimatu. Choć może piwa pijemy za mało.
Naleśniki alandzkie
(Ahvenanmaan pannukakku)
Skład:
Wykonanie:
W garnuszku podgrzewamy mleko i powoli wsypujemy do niego kaszkę mannę i dokładnie mieszamy, aby nie powstały grudki. Kaszkę gotujemy na wolnym ogniu ok. 4 minut. Następnie odstawiamy do ostygnięcia. W misce ubijamy jajka ze szczyptą soli, cukrem i przyprawami. Delikatnie łączymy kaszkę z ubitymi jajkami i przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia (24x34). Przekładamy formę z ciastem do nagrzanego piekarnika do 200 st. C na ok. 25 minut. Deser kroimy na kwadraty, oprószamy cukrem pudrem i serwujemy z dżemem.
Naleśniki alandzkie pochodzą z wysp położonych na Morzu Bałtyckim u wejścia do Zatoki Botnickiej. Archipelag Alandzki tworzy 6757 wysp, z których największa to Fasta Aland. Współcześnie Wyspy Alandzkie są doskonałym miejscem na wyprawę dla turystów kulinarnych, ponieważ słyną z wielu niewielkich zakładów rzemieślniczych produkujących żywność (np. jagnięce kiełbaski, czekoladki, pieczywo). Jednym z nich jest minibrowar Stallhagen produkujący niepasteryzowane piwa. W 2010 roku u wybrzeży wyspy Föglö wydobyto wrak statku z pierwszej połowy XIX wieku, na pokładzie którego było pięć butelek piwa. Na ich podstawie fińscy naukowcy we współpracy z belgijskim ośrodkiem naukowym uwarzyli piętnaście testowych piw, które doprowadziły do opracowania dwóch receptur, które miały być odwzorowaniem piwa wydobytego z wraku statku. W 2014 roku browar Stellhagen podjął się produkcji historycznego piwa. Najpierw wypuścił na rynek dwa tysiące butelek, które choć kosztowały 113 euro każda, natychmiast się sprzedały. Kolejna wersja tego piwa, już komercyjna kosztowała 6 euro i też się świetnie sprzedawała. Może to efekt powrotu do tradycji, wszak w tym roku było rekordowo sucho na północy Finlandii.
dr Izabela Chudzyńska
etnolog, antropolog jedzenia
Fot. Piotr Chudzyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze