Idąc łąką, względnie pastwiskiem (pewnie niewielu czytelników ma taką możliwość, ale można pomarzyć), pośród zeschłych liści traw odkryjemy pierwsze listki szczawiu. Jeszcze są małe, niekiedy zaczerwienione od wieczornych przymrozków. Jest ich za mało, aby przygotować zupę szczawiową, jednak w sam raz, żeby wzbogacić sałatkę lub udekorować pierwsze wiosenne danie. Nowe listki rozpoczynają karmienie budzącej się rośliny. Bowiem to na ich terenie zachodzi proces fotosyntezy, dzięki któremu roślina może się odżywiać. Kluczową rolę w tym procesie pełni zielony barwnik chlorofil. Związek ten tak ważny dla roślin, ma także dobroczynny wpływ na organizm człowieka. Do najważniejszych jego zalet należy pobudzanie produkcji krwi oraz wzmacnianie odporności i redukcja stresu (dzięki obecności magnezu). Zatem najwyższy czas iść na szczaw.
Polędwica wieprzowa z sosem szczawiowym
Skład:
Wykonanie:
Mięso starannie płuczemy i osuszamy ręcznikiem papierowym. Oprószamy solą, pieprzem i mąką. Na rozgrzanym oleju obsmażamy mięso na rumiano z każdej strony. Obsmażone mięso przekładamy do naczynia żaroodpornego, smarujemy łyżką masła i przekładamy do rozgrzanego do 190 st. C piekarnika. Mięso pieczemy w piekarniku ok. 30 minut. W tym czasie przygotowujemy sos. Przecieramy szczaw ze słoika (dzięki temu sos nabierze gładkiej konsystencji). W garnuszku rozgrzewamy łyżkę masła i przesmażamy ją z mąką. Gdy masło z mąką się spieni, dodajemy bulion i przetarty szczaw. Dodajemy śmietankę i ostatecznie doprawiamy sos solą. Kroimy mięso w plastry, polewamy sosem i dekorujemy młodymi listkami. Doskonałym dodatkiem do tego dania są ziemniaki z wody.
Nie tylko po listki szczawiu warto udać się na łąkę. Równie smaczne są drobne listki stokrotek, które nadają się do spożycia tylko wiosną. Wówczas są przyjemnie chrupkie. Poza smakiem dostarczają nam witaminy C. Jeśli potrzebujemy listków, które wspomogą nasz układ trawienny podczas zbyt tłustych posiłków, to warto sięgnąć po listki mniszka lekarskiego. Ich lekko gorzki smak ożywi każdą wiosenną sałatkę, a skład chemiczny pobudzi wątrobę do produkcji żółci. Wracając z wiosennej wyprawy spójrzmy łaskawym okiem na brzozę, w którą zgodnie z ludową mądrością nigdy nie uderza piorun (jednak nie testujmy jej podczas wiosennej burzy, bo źle byłoby jakbyśmy się stali ofiarami wyjątku, który potwierdza regułę). Jej drobne, jasnozielone listki działają moczopędnie, dzięki czemu za ich sprawstwem usuniemy z organizmu nadmiar soli. Zaś przygotowana z nich herbatka sprawi, iż nasze włosy staną się lśniące i puszyste (jeśli to się nie sprawdzi, to w ludowej medycynie z jej pomocą usuwano owsiki, w tym przypadku testowanie nie jest obarczone ryzykiem). Cóż, wiosna tuż, tuż, więc czerpmy garściami z jej bogactwa.
dr Izabela Chudzyńska
etnolog, antropolog jedzenia
Fot. Piotr Chudzyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze