Reklama

FELIETON.

22/08/2002 10:37

W bieżącym tygodniu (piszę ten tekst w środę) czeka nas wydarzenie wyjątkowe – kolejna wizyta Papieża w ojczyźnie. Przy takiej okazji często pada pytanie: jaki wpływ na Polaków ma osoba i nauczanie Wielkiego Rodaka.Różnie z tym bywa. Najbardziej widoczne są oddziaływania na zachowania osób publicznych. I trzeba obiektywnie przyznać, że największą wrażliwość w tej materii przejawiają ludzie z kręgów obecnie rządzących. Bo to i cudowne nawrócenia, jak w przypadku Pani Prezydentowej i powrót do uświęconych tradycją wartości (szacunek do ziemi ojczystej!), który nakazał Panu Prezydentowi zainteresować się, czy jego minister wyraził w sposób dostatecznie godny przywiązanie do rodzinnej Ziemi Kaliskiej... Czasami tylko zdarzają się niemiłe „wpadki”, jak pewnemu światowej sławy publicyście Trybuny (dawniej Ludu), człowiekowi o nienagannych manierach, który najwyraźniej dał się ponieść temperamentowi i nazwał Papieża „prostackim wikarym z Niegowici”. W czym mu „podpadła” owa Bogu ducha winna parafia – nie wiadomo, ale musiało to być doświadczenie bolesne (może przekłuto mu wszystkie opony w samochodzie?), skoro pozwolił sobie na tak subtelne wyrażenie zdania o jej mieszkańcach. Czym zaowocuje obecna wizyta – nie sposób przewidzieć, ale wobec trudnej i napiętej sytuacji gospodarczej i społecznej można się spodziewać rzeczy niezwykłych! Czegóż bowiem nie zrobi demokrata, by poprawić swój wizerunek w oczach elektoratu? Zwłaszcza, że nader mgliście rysuje się inna magiczna recepta na sukces – wstąpienie do Unii Europejskiej. W tej sytuacji trzeba zabezpieczyć chociaż przedsionek raju. Pamiętamy przecież, że to obecnie nam panujący parę miesięcy temu niemal wymusili obecną wizytę. Czyżby już wtedy wiedzieli, że bez zaangażowania sił nadprzyrodzonych nie da rady? Nie można tego całkiem wykluczyć! Zostawmy jednak władzy jej problemy. Ja się cieszę, że będę mógł, jeśli wszystko się dobrze ułoży, pojechać z rodziną na krakowskie Błonia i uczestniczyć osobiście w spotkaniu z Papieżem. Żadnych profitów z tego tytułu nie oczekuję, poza przeżyciem czysto duchowym. I w tym upatrywałbym przewagi swojej sytuacji nad ciężką dolą polityka z pierwszych stron gazet. Nie muszę się zastanawiać co zrobić, by się pokazać wyborcom z jak najlepszej strony. Za to będę się martwił, by zdobyć jakoś karty wstępu, na czas dojechać zatłoczoną drogą, znaleźć miejsce na parkingu, dotrzeć jakoś na miejsce celebry... Ot, proza życia, od której wolni są wybrańcy narodu. Nie wiem czemu wizyta papieska kojarzy mi się głównie z polityką. Może dlatego, że od początku pontyfikat Jana Pawła II traktowany był w Polsce jako fakt polityczny? Już w momencie wyboru wszyscy zadawali sobie pytanie: co na to władza? I w radości towarzyszącej wyborowi niepoślednią rolę odgrywała satysfakcja, że oto dostało się komunistom! Potem była pierwsza wizyta w Ojczyźnie, potem przyjazd w czasie stanu wojennego... Gdyby papieżem został Francuz albo Hiszpan, nikomu nie przyszłoby do głowy kojarzyć tego wydarzenia z polityką. Ale u nas, w Polsce? Tu nawet tonacja, w jakiej znana piosenkarka wykonała hymn narodowy przed meczem piłkarskim rozpatrywana jest w kontekście wielkiej polityki!

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości