Kiedy przed wieloma laty budowali się w Woli Łąckiej, mieli nadzieję na spokój i ciszę. Przed czterema laty na końcu jednej z dróg osiedlowych rozpoczęła działalność firma transportowa. Dojazd do firmy jest po drodze nieutwardzonej, a wiadomo, jak w zderzeniu z ciężkimi samochodami przewożącymi kontenery wygląda taka trasa. Robi się nieprzejezdna. Trudno się dziwić, że mieszkańcy protestują, piszą petycje do władz gminy, niestety bez efektu.
Z tej bezsilności skierowali się z prośbą o pomoc do redakcji Tygodnika Płockiego. – Nasza droga nie jest utwardzona, dlatego za każdym razem, gdy przejedzie taki tir, jest hałas i kurz. Nie można otwierać okna. Pojazdy dojeżdżają do zajezdni, tam na placu parkują, są ładowane i odjeżdżają – opisuje dolegliwości z powodu takiego sąsiedztwa jedna z mieszkanek.
I dodaje: – Mieszkam przy tej drodze od 20 lat, firma powstała jakieś cztery lata temu. Nie mieliśmy wpływu na to, że ktoś tu obrał sobie siedzibę. Działki wzdłuż drogi są usługowo – mieszkalne i ludzie mają tu swoje firmy. Jest tu między innymi warsztat samochodowy, betoniarnia, ale do żadnego z domów nie dojeżdża codziennie kilka lub nawet kilkanaście tirów z przyczepami. W czasie deszczów, głównie wiosną i jesienią, ale teraz także, są tu doły i błoto, nie da się przejść suchą stopą. Co prawda od czasu do czasu doły są zasypywane, ale to nic nie daje, bo pojazdy jeżdżą szybko i są ciężkie. Nie wiem, czy sprawę rozwiązałoby postawienie znaku ograniczenia prędkości, prędzej ograniczenia tonażu.
Poprosiliśmy właścicielkę firmy o wyjaśnienia. – Jesteśmy w Woli Łąckiej od kilku lat, według nas nasze stosunki sąsiedzkie są dobre, z niektórymi sąsiadami współpracujemy, jest jeden nowy sąsiad i z nim się nie znamy. Za nawierzchnię drogi odpowiedzialna jest gmina, a nie jej mieszkańcy, wielokrotnie na moją prośbę droga była poprawiana, utwardzana zarówno po deszczach, jak i śniegu w sezonie zimowym, również na moją prośbę wycinane są krzaki. Nasze samochody nie jeżdżą cały tydzień i nie po kilkanaście tylko wyjeżdżają w poniedziałek i pojedyncze we wtorek, a wracają piątek – sobota. Nie są to kontenery, a plandeki lub chłodnie, mamy transport międzynarodowy i nie jeździmy po kraju – tłumaczy Izabela Różycka.
Więcej o sprawie w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.
Jol.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze