Reklama

Domy po fundamenty wodzie

07/03/2007 08:53
Czy można normalnie funkcjonować w domu, w którym po każdym deszczu strumieniami w piwnicy leje się woda? Można, ale jest to dość problematyczne i niezdrowe: – Woda notorycznie dochodzi do pewnego punktu, zalewa piwnicę, w której jest pralnia, a poza tym stoją urządzenia domowego użytku. Interwencje w gminie nic nie dają. Podobno to wina braku odwodnienia. Faktem jest, że sąsiedzi powznosili swoje domy na podniesionym terenie, nasz dom jest starszy, więc stoi niżej – opowiada jedna z mieszkanek Gulczewa.
Woda w piwnicy stanowi dla każdego domostwa duże utrapienie. Chociaż się ją wypompuje, to konsekwencje zalania odczuwalne są przez dłuższy czas. Na ściany wchodzi bowiem wilgoć, ta zaś zawsze będzie źle oddziaływać na domowników. Problem jest więc niebagatelny. Tymczasem domu przenieść się nie da, co najwyżej można się z niego wyprowadzić, z czym wiążą się jednak duże wydatki finansowe.
Mieszkanka Gulczewa sugeruje, że wszystko przez zły drenaż: – Gdy sąsiedzi podnosili grunt pod swoimi domami, poprzerywali drenaże. Otoczenie „urosło”, a nasz dom stoi w dołku, dlatego woda spływa na naszą działkę i do naszych piwnic. Kiedyś zdarzyło się, że woda niczym rzeka płynęła od sąsiada na naszą działkę. Gdy interweniowaliśmy w gminie, kazano nam wezwać straż pożarną i na tym pomoc się skończyła – narzeka nasza rozmówczyni.
Wójt gminy Słupno (na terenie której znajduje się osiedle w Gulczewie) mówi, że sytuacja podtapiania tego osiedla powtarza się każdego roku. Tłumaczy, że gdy mieszkańcy osiedla kupowali na nim działki budowlane, panował okres wieloletniej suszy. Domy budowano więc z głębokim podpiwniczeniem. Teren objęty był jednak drenażem tyle tylko, że każdy z właścicieli musiał jeszcze wykonać na własnej działce tzw. opaskę drenażową, dzięki której oba drenaże łączyły się ze sobą. Nie wszyscy jednak dostosowali się do tego obowiązku. Stefan Jakubowski daje jednak nadzieję na zmianę na lepsze tej sytuacji: – Problem zniknie wtedy, gdy wykonamy przy ul. Szlacheckiej kanalizację deszczową. Osiedle położone jest na podłożu gliniastym, wykonaliśmy więc tam drogę, żeby mieszkańcy w ogóle mogli się jakoś poruszać. W planach mamy budowę nowej drogi, wraz ze wspomnianą kanalizacją deszczową. Będziemy ubiegać się o środki unijne na ten cel. Jeśli wszystko przebiegnie pomyślnie, w latach 2008-2009 zbudowalibyśmy tam 2,5 km drogi z pełną infrastrukturą, a wtedy problem mieszkańców zniknie – zapowiada wójt.
To jednak nie jedyna bolączka naszej mieszkanki Gulczewa. Drugi z jej problemów dotyczy egzekwowania tzw. opłaty adiacenckiej. Kobieta opowiada: – Posiadam dwie działki, które leżą obok siebie. Na jednej będzie stał dom, na drugiej postanowiłam zaplanować ogród. Tymczasem gmina, po poprowadzeniu przez jedną działek wszystkich mediów, zażądała opłaty adiacenckiej. Media chce mi także założyć na działce, na której ma być ogród. Nie godzę się na to, ponieważ nie są one mi tam potrzebne, okazuje się jednak, że nie mogę tego nie chcieć. Dowiedziałam się, że mogę zostać zwolniona z opłaty adiacenckiej tylko wtedy, jeśli obie działki połączę notarialnie – wtedy zapłacę jedną kwotę od całości. Zapłaciłam już za założenie kanalizacji, a teraz chce się ode mnie wyciągnąć kolejne pieniądze. Taka polityka prowadzona jest w całej gminie.
Niestety, od opłaty adiacenckiej nikt nie jest w stanie się uchylić. Zgodnie z odpowiednią ustawą, opłata adiacencka jest nakładana przez gminy w związku ze wzrostem wartości działek budowlanych m.in. z racji zainwestowania gminy w infrastrukturę (budowę drogi, wodociągu, kanalizacji, sieci ciepłowniczych, elektrycznych i telekomunikacyjnych). Nie ma tu znaczenia fakt czy właściciel działki korzysta z tych mediów, wystarczy sama możliwość korzystania z nich. Wartość opłaty adiacenckiej może sięgać 50 % wartości działki przed inwestycją, a gmina ma 3 lata od inwestycji w infrastrukturę na pobór tej opłaty. Jak wynika z ogólnych przepisów dotyczących tej opłaty, może być ona rozłożona na raty do 10 lat.
Zdaniem wójta S. Jakubowskiego, zbrojone i wyposażane w media muszą być wszystkie działki. Przecież może się kiedyś zdarzyć tak, że jedną z nich właściciel będzie musiał sprzedać. Kto wtedy kupi działkę bez wodociągu czy choćby sieci gazowej? – Pobieranie przez nas opłat adiacenckich zaleciła nam Regionalna Izba Obrachunkowa w Warszawie, nie możemy tego nie robić. Wysokość tej opłaty jest różna, płaci się ją od 1 m kw. działki. Wszystko dzieje się na podstawie wyceny nieruchomości, której dokonuje rzeczoznawca, zarówno przed, jak i po wzroście jej wartości – wyjaśnia w rozmowie z „TP”
Tak więc przepis jest przepisem i nie ma co nad nim długo dyskutować. Można tylko trochę się pożalić. Dlaczego? Dlatego, że opłaty nakładane przez państwo (a egzekwowane przez gminy) to nie są małe kwoty. Na przykład za samo założenie wodociągu na działce, jej właściciel musi w Słupnie zapłacić 2,50 zł za 1 m kw. Gdy działka ma 1000 m, opłata wyniesie 2,5 tys. zł. Osobno płaci się za założenie pozostałych sieci pod ziemią. „Trochę” się więc tego wszystkiego uzbiera. 
(eg)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości