„Dobry katolik” Joe Biden spotkał się w Watykanie z papieżem Franciszkiem. „Prywatna rozmowa” trwała półtorej godziny. Po spotkaniu znany polityk, wielki orędownik aborcji, wspierający ją na wszelkie sposoby w USA i poza granicami swojego kraju nie tylko słowem, ale także środkami, jakie stwarza mu sprawowany urząd, przede wszystkim finansowymi, oświadczył: „Franciszek jest szczęśliwy, że jestem dobrym katolikiem”. Jeżeli to prawda, a nie mamy powodów, aby uważać, że prezydent USA skłamał na temat swojego „przyjaciela” Franciszka, zyskujemy pewność, że według papieża bycie „dobrym katolikiem” uczestniczącym w życiu sakramentalnym Kościoła nie wyklucza czynnego poparcia dla mordowania dzieci poczętych. Krętacz z Watykanu oczywiście parę dni wcześniej sprytnie przypomniał, że „aborcja jest morderstwem” (co powtórzą chętnie w kazaniach księża), by podczas spotkania z politycznym aborcjonistą zapewniać go, że dobrze postępuje i życzyć mu, by „kontynuował obraną drogę” (co przemilczą w kazaniach księża). Myślę, że wielu uczciwych duchownych ma coraz większy problem, kiedy musi wymawiać imię tego papieża podczas Mszy świętej. Wielu katolików ma problem, by zrozumieć tę pokrętną logikę postępowania Ojca Świętego, który w tej samej sprawie mówi jednocześnie „nie” i „tak”. „Nie” słowami, a „tak” czynami. Bardzo proszę, aby Episkopat w stosownym liście pasterskim objaśnił tę logikę Franciszka w tej i innych sprawach, bo czujemy się głęboko zgorszeni jego postępowaniem i milczeniem pasterzy w tej sprawie.
U nas także nie brakuje „dobrych katolików” na wysokich stanowiskach, którzy prawdziwie katolickiego ducha uczciwości, prawdomówności i rzetelności usiłują przekuć na wprowadzenie postępowych rozwiązań ułatwiających życie nie tylko w postaci aborcji, czy legalizacji związków przeciwnych naturze. Ostatnio „dobrzy katolicy” celują w upowszechnianiu oryginalnych sposobów walki z szalejącą pandemią. Jednym z takich sposobów jest „postępowanie prowadzone przez Rzecznika Praw Pacjenta przeciwko przemyskiej przychodni „Optima”, która od wielu miesięcy z powodzeniem leczy pacjentów chorych z powodu koronawirusa. Prowadzącemu placówkę doktorowi Włodzimierzowi Bodnarowi grożą za to drastyczne kary”. „Dobrzy katolicy” w rządzie Mateusza Morawieckiego zostali poinformowani przez doktora Bodnara już na wiosnę 2020 r. o odkryciu przez niego skutecznej metody powstrzymywania replikacji koronawirusa przez zastosowanie taniego leku z zawartością amantadyny. Kuracja zastosowana odpowiednio wcześnie nie dopuszcza do rozwoju choroby do stanu wymagającego hospitalizacji i rujnuje rządowe statystyki zgonów, które mogłyby wyglądać jeszcze okazalej.
W tej sytuacji, „dobrzy katolicy” nie mieli innego wyjścia, jak oskarżyć dr. Bodnara o to, że skutecznie wyleczył tysiące swoich pacjentów, chroniąc ich od śmierci. „Dobrzy katolicy” starali się też robić, co w ich mocy, aby nie dopuścić do skutecznych badań klinicznych nad tym wyjątkowym lekiem. I takich badań nie ma do dziś. Bo w tej cynicznej grze covidowej nie chodzi o to, aby leczyć, tylko aby straszyć, a przez to stwarzać złudzenie, że jedynym ratunkiem przed chorobą są szczepionki, choć to jest nieprawda (choruje i u nas coraz więcej zaszczepionych). Jeżeli dr Bodnar zostanie ukarany zapowiadaną karą 5 milionów złotych i zakazem leczenia, przy haniebnej zgodzie profesury medycznej i przymilających się władzy pasterzy Kościoła, nie pozostanie nam już nic innego, jak uciec się do mechanizmu „nieposłuszeństwa obywatelskiego” na większą niż dotąd skalę przeciwko tym, dla których wywiązanie się z umów z koncernami farmaceutycznymi (czy za darmo?) jest ważniejsze niż troska o zdrowotne bezpieczeństwo Polaków. Coraz mocniej dociera do wielu, że w tym towarzystwie nie możemy się czuć bezpiecznie.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze