Wojska Obrony Terytorialnej tworzą ludzie, którym bliski jest los społeczności lokalnych. Dla wielu z nich możliwość wstąpienia do wojska i służby w formie, na jaką pozwala formacja, to spełnienie ich marzeń. Na co dzień wykonują różne zawody. Są wśród nich także m.in. pielęgniarki i ratownicy medyczni. I to właśnie oni mają w „terytorialsach” specjalne zadanie. W razie konfliktu będą osobami, które udzielą pierwszej pomocy medycznej na polu walki. Są do tego specjalnie szkoleni.
Do WOT-u wstępują osoby o różnych zawodach i pasjach. Wśród żołnierzy płockiego batalionu znajdziemy m.in. pielęgniarki oraz… tatuażystę. Anna Żurkowska na co dzień pracuje jako pielęgniarka na bloku operacyjnym oraz ratownik medyczny. Jej zawód zdeterminował zadania, jakie pełni w wojsku. Dzięki terytorialsom może doskonalić i rozszerzać swoje umiejętności m.in. biorąc udział w specjalistycznych szkoleniach. Michał Kaźmierczak „w cywilu” jest właścicielem studia tatuażu.
Dlaczego wstąpili do WOT-u i czy mogą w wojsku rozwijać swoje umiejętności? – Zawsze interesowały mnie zagadnienia militarne. Wśród nich była m.in. sztuka przetrwania, czyli survival, nurkowanie, ale zaczęło się od harcerstwa – mówi Michał Kaźmierczak. – Jestem tatuażystą, prowadzę własne studia tatuażu i właśnie stąd wywodzi się moje zainteresowanie zagadnieniami okołomedycznymi. Kontakt ze skórą, reakcja organizmu na bodźce bólowe to sprawy, z którymi stykam się każdego dnia. Od lat staram się pogłębiać moją wiedzę na ten temat. Właśnie tak w moim życiu pojawiło się zainteresowanie ratownictwem medycznym i pierwszą pomocą. Teraz dzięki służbie w terytorialsach mogę ją rozwijać – wyjaśniał żołnierz 65 bpl w Płocku. Również Anna Żurkowska od dawna interesowała się wojskiem. Kiedy nadarzyła się taka okazja, nie zastanawiała się długo nad decyzją o wstąpieniu do WOT-u.
Zadanie? Ratowanie na polu walki
Zarówno Anna Żurkowska, jak i Michał Kaźmierczak w Wojskach Obrony Terytorialnej zajmują się ratownictwem na polu walki. Ich głównym zadaniem jest pierwsze zaopatrzenie rannego. Jak podkreślają, ratownictwo cywilne znacząco różni się od tego na polu walki. W tym drugim przypadku ze względu na specyfikę najczęściej występujących urazów najważniejszym zadaniem jest zatamowanie krwawienia. – Największa ilość zgonów na polu walki powodowana jest wykrwawieniem. Żołnierze z racji swojej służby są najbardziej narażeni na postrzały i wybuchy min. Mieliśmy tego przykłady podczas misji zagranicznych polskich kontyngentów, gdzie głównymi przyczynami urazów były wybuchy min-pułapek. Naszym celem jako ratowników jest udzielenie pierwszej pomocy – mówi Anna Żurkowska. – W pierwszej strefie zagrożenia używamy stazy taktycznej, czyli opaski zaciskowej, która całkowicie zatrzymuje krwawienie. W ratownictwie cywilnym jest to stosowane niezwykle rzadko. Funkcja ratownika na polu walki polega na zaopatrzeniu wszystkich obrażeń i przekazanie rannego do przetransportowania do miejsca, w którym zajmie się nim lekarz – tłumaczy Michał Kaźmierczak.
Ćwiczenia na … świńskich nogach
Płoccy terytorialni odbywają specjalne szkolenia przygotowujące ich do działań ratowniczych na polu walki. Jedno z nich dotyczyło szycia chirurgicznego. Jak odbywają się takie szkolenia? – Szkolenie było prowadzone na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Z racji tematyki musieliśmy odpowiednio przećwiczyć nabyte umiejętności. Robiliśmy to na świńskich nogach – wyjaśnia Anna Żurkowska. – Świńska skóra jest dużo twardsza, ale to, co jest pod nią, czyli mięśnie, kości czy ścięgna nie różnią się w zasadzie niczym od ludzkich – tłumaczy Michał Kaźmierczak.
Michał Kaźmierczak zajmuje się również ratownictwem K9, czyli stosowaniem pierwszej pomocy u zwierząt.

Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego .
Działamy i piszemy dla Ciebie. W czasie utrudnionego dostępu do punktu sprzedaży gazet pomóż nam przetrwać pandemię koronawirusa.
Eliza Kinalska
fot. 64 bpl w Płocku
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze