W Teatrze Telewizji pokazano niezwykły spektakl. „Inka 1946” to opowieść o jednej z dziesiątków tysięcy ofiar zbrodni reżimu komunistycznego w Polsce. Miała 17 lat. Torturowana okrutnie przez UB nie wydała nikogo. „Tylu ludzi mogło zginąć – mówiła – lepiej, że ja jedna zginę”. Rozstrzelano ją w imieniu Ludowej Rzeczypospolitej. Pluton egzekucyjny złożony był z żołnierzy, którzy zgłosili się na ochotnika. Za ten mord nikt do dziś nie został ukarany, ani śledczy, ani sędziowie, ani prokurator. A przecież Rzeczpospolita szczyci się tym w konstytucji, że urzeczywistnia zasady sprawiedliwości społecznej. Jak widać, to wciąż bardzo obłudna Pani.
Tymczasem Minister Obrony Narodowej alarmuje, że wśród żołnierzy zawodowych przeważa zdecydowanie pozytywna ocena dokonań generała Jaruzelskiego z okresu stanu wojennego i potępienie czynu pułkownika Kuklińskiego jako przejawu zdrady narodowej. To oczywiście bardzo przykre, bowiem ustawia ocenę PRL-u dosyć jednoznacznie. A trzeba pamiętać, że spór o znaczenie dokonań obu panów dalece wykracza poza kręgi wojskowe i w szerokich masach wzbudza podobne reakcje. Jeśli nie myli się zaś jedna z pracowni badania opinii publicznej, aż 40% rodaków wciąż ocenia Polskę Ludową pozytywnie, a wśród tychże sporo nawet „zdecydowanie pozytywnie”. Jeśli do tego dodać, że 23% w ogóle nie wie, jak Polskę Ludową ocenić, a 25% z wielką ostrożnością przychyla się tylko do oceny „raczej ujemnej”, a jedynie 12% ocenia ją „zdecydowanie źle”, to mamy całkiem jasny obraz sytuacji.
Jest jednak rzeczą wielce budującą, że po 17 latach zawoalowywania prawdy o PRL-u, skrywania jej za parawanem „grubej kreski” z wielkim trudem, ale jednak, przebija się do zbiorowej świadomości potrzeba dekomunizacji i deubekizacji. Ten proces jest niezbędny dla wprowadzenia właściwych perspektyw w wychowaniu młodego pokolenia. W tym przywracaniu właściwej moralnej perspektywy oceny tamtych czasów niebagatelną rolę zaczyna odgrywać sztuka. Na szczęście, kiedy my tracimy z pola widzenia prawdę o tamtym systemie, chcą ją widzieć we właściwych proporcjach artyści. Dzięki bardzo udanej inscenizacji wspomnień pani Grażyny Przybylskiej-Wendt z okresu internowania w stanie wojennym („Trzynasty dwunasty”) płocki Teatr dał nam niepowtarzalną okazję spotkania z historią tamtych dramatycznych zdarzeń, okazję skłaniającą do wzruszeń i do głębokiego namysłu nad bolesnym doświadczeniem narodu, któremu komunistyczna władza jeszcze raz usiłowała docisnąć na szyi łańcuch. Dziś niektórzy wciąż usiłują dowodzić, że z tym łańcuchem żyło im się bardzo wygodnie.
Rolę najwymowniejszego forum chce jednak pełnić w tej dziedzinie przede wszystkim Teatr Telewizji. I czyni to z wielkim powodzeniem. Takie spektakle z nowego cyklu pod nazwą „Scena faktu”, jak „Śmierć rotmistrza Pileckiego”, „Norymberga”, czy ostatnio „Inka 1946”, przywracają nadzieję, że możliwe jest wrażliwe spojrzenie na tamten nieludzki, zbrodniczy system z zachowaniem jasnych, czytelnych granic w moralnej ocenie zachowań katów i ofiar. Te artystyczne wizje pozwalają dostrzec heroizm szlachetnych obrońców suwerennej ojczyzny niepogodzonych z sowiecką okupacją oraz podłość i potworne zło tkwiące w zachowaniach funkcjonariuszy systemu. Tych samych, których w III RP za gorliwą, niekiedy bardzo zbrodniczą działalność w sposób skandaliczny nagrodzono i nadal się nagradza wysokimi emeryturami. Nie da się na takim pomieszaniu pojęć zbudować sprawiedliwego i mądrego państwa. Na szczęście coraz częściej słychać, że czas już na polską wersję Norymbergi. Czas najwyższy, w przeciwnym razie cały ten lustracyjny amok, którego byliśmy niedawno świadkami, może się wydawać jedynie jakimś niepoważnym capstrzykiem nastawionym na niszczenie niewygodnych politycznie i ideowo osób.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze