Reklama

Co nas boli, co cieszy?

21/03/2007 14:26
tel. (024) 262-70-60  |  e-mail: rednaczelny@tp.com.pl
Tak się niestety złożyło, że od kilkunastu lat muszę często podróżować pomiędzy Płockiem i Wrocławiem liniami PKP lub PKS. Nigdy nie było to zbyt komfortowe, lecz teraz po likwidacji prawie wszystkich pociągów z i do Płocka to już całkiem tragiczne. Czy 150–tysięczne, bogate miasto o wielkim znaczeniu przemysłowym ma zostać bez kolei? Byłoby to jakieś kuriozum w skali kraju, gdyż znacznie mniejsze ośrodki miejskie, w tym z przemysłem chemicznym (takie jak np. Kędzierzyn, Puławy), leżą przy liniach kolejowych o pierwszorzędnym znaczeniu, z kursującymi pociągami pośpiesznymi. Z Płocka jeździły przez ostatnie lata tylko jednostki elektryczne w kierunku Kutna. Z upływem czasu było z tym coraz gorzej; pogarszały się połączenia, dekapitalizował sprzęt. Wszystko szło w kierunku likwidacji, która się właśnie prawie dokonała. Można zapytać, dlaczego Płock stał się stacją terminalną, zamiast stacją na linii przelotowej łączącej Łódź z północno – wschodnimi regionami kraju, tj. Olsztynem i Trójmiastem. Nie byłoby wówczas problemu z nierentownymi połączeniami lokalnymi, a istnienie dalekobieżnych zapewniałoby komunikację Płocka z resztą kraju. Kiedyś podobno jeździły pociągi pośpieszne na tej trasie i wystarczyłyby stosunkowo niewielkie inwestycje w infrastrukturę (nie takie były niegdyś realizowane), aby ten stan rzeczy przywrócić. Ale nawet w dotychczasowym układzie, tzn. jedynego połączenia z Kutnem, z i do Płocka powinny jechać przynajmniej trzy pociągi: w godzinach rannych, popołudniowych i wieczornych. Nie sześć, jak poprzednio, ale chociaż trzy, i przy tym dobrze skomunikowane w Kutnie z pociągami dalekobieżnymi. Przy niewielkiej liczbie pasażerów można by pomyśleć o wykorzystaniu autobusów szynowych, które kursują już między Łodzią a Kutnem. Aż przykro teraz patrzeć na opustoszały, niszczejący płocki dworzec kolejowy i pomimo uznania, jakie ogólnie żywię do obecnego prezydenta Płocka, muszę powiedzieć, że to wstyd dla władz miasta, iż do takiej sytuacji dopuściły. Ale żeby goryczy nie było jeszcze zbyt mało, to trzeba się przyjrzeć jedynemu pociągowi, który pozostał, tzn. pociągowi pośpiesznemu Koziołek, jadącemu z Poznania. Nie wygląda on na pociąg pośpieszny; poprzednio kursująca jednostka była o wiele przyzwoitsza. Teraz nie dość, że bardzo zwyczajny i lichy (podobny do zwykłego pociągu podmiejskiego), to jeszcze często okazuje się zepsuty po podstawieniu w Poznaniu. Skutkiem tego są prawie godzinne opóźnienia, czego osobiście już dwa razy doświadczyłem. Zachęcam zatem rajców miejskich Płocka do przejażdżki pociągiem „Koziołek” z Poznania. Przyjemnej podróży!
Borowicka po deszczu..
Zapraszam zainteresowanych do Borowiczek na ulicę Borowicką, przy tak zwanym basenie i na pierwszy przystanek autobusowy jadąc od pętli. Po każdym deszczu tworzą się ogromne kałuże na jezdni, pieszy nie ma możliwości takiego przejścia chodnikiem, żeby nie zostać ochlapanym przez jadące samochody. Proszę jednocześnie sprawdzić, jakie mamy chodniki w centrum Borowiczek, czyli na ulicach: Harcerskiej i Borowickiej. Trzeba przyjechać koniecznie po deszczu – wtedy na pewno będzie co oglądać.
Wycinać co trzecie!
Chciałbym zainteresować Redakcję wycinką drzew wokół Płocka.
Nie jestem mieszkańcem Państwa miasta ani gminy, więc niestety mogę tylko poinformować o zajściu. A w tej sprawie pokusiłem się nawet o przesłanie listu do władz wojewódzkich. Jestem bowiem zbulwersowany zaobserwowaną wycinką drzew (zdrowych i niezagrażających otoczeniu), jaką zaobserwowałem ostatnio przy trasie Płock – Wyszogród. Obserwując liczne, wybiórcze działania drwali pokusiłem się o dopytanie ich, czemu wycinają zdrowe drzewa. Usłyszałem taką odpowiedź,
że wycinają je, bo są stare, a wybierają owe „stare” według własnego uznania (cytat: „co trzecie lub czwarte”). Nasuwa się tylko jedno słowo: litości. Przecież w dobie ekologii, dziury ozonowej, obrony – na poziomie Komisji Europejskiej – Doliny Rospudy nie można tak traktować drzew, a w szerszym aspekcie całej zieleni. Nasuwa mi się jeszcze jedna refleksja. Byłem przejazdem na obrzeżach Płocka (okolice Auchan). Wasze miasto wygląda na smutne i brzydkie właśnie poprzez brak drzew. Na wielkim, smutnym, szarym i zapylonym osiedlu rośnie tylko kolejne centrum handlowe, nomen omen o nazwie Wisła.....
Ciesze się, że nie mieszkam w mieście, gdzie są tak bezduszne władze, że dążą do przerobienia miasta w pustkowie.
W nocy żółta jak biała
Tak jak Tygodnik Płocki pisał w swoim czasie o uruchomieniu
 sygnalizacji świetlnej na próbę na ulicy Wyszogrodzkiej w okolicach dróg dojazdowych do mostu, to były pieniądze wyrzucone w błoto.
Żeby nie było wątpliwości – nasze pieniądze... Poruszam ten temat w kontekście pozostałości po tej sygnalizacji i po wysepce. Pojawiły się tam teraz specjalne elementy, które mają zmuszać kierowców do ostrożności. Ja jednak radziłbym zastanowić się nad oznakowaniem poziomym w tym miejscu. Tak się bowiem składa, że z różnych przyczyn namalowano tam zarówno linie poziome żółte, jak i białe. Oczywiście
te żółte są niby ważniejsze i dany kierowca je powinien mieć na uwadze. Nie ma problemu w dzień, bo wszystko jest doskonale widoczne. Gorzej jest w nocy; w świetle reflektorów trudno ocenić, która przerywana linia jest żółta, a która biała. W porządku, płocczanie jeżdżą najczęściej na pamięć i dadzą sobie radę. Co jednak ma zrobić kierowca przyjezdny? Kilkukrotnie już zaobserwowałem, że prowadzący auto, mylony krzyżującymi się liniami, przejeżdżał na sąsiedni pas bez zasygnalizowania tego manewru kierunkowskazem. Moim zdaniem
trzeba jak najszybciej jedną linię po prostu zetrzeć, póki jeszcze
nie doszło do poważniejszego wypadku.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości