Reklama

Być albo nie być!

26/02/2022 08:03

Ten szekspirowski dylemat pojawił się w mojej głowie kiedy w Internecie przeczytałem taki oto komentarz, fragment większej całości oczywiście. „Europa uświadomiła sobie, że musi się zacząć zbroić. To zła wiadomość dla takich krajów jak Polska, które gospodarczo chcą doganiać bogatsze kraje Zachodu. Zamiast na inwestycje będziemy musieli wydawać więcej pieniędzy na obronę”. 
Zaraz, zaraz! Jeśli ktoś sobie uświadamia jakąś prawdę, to źle? Lepiej, by pozostawał  w nieświadomości? I dlaczego „zamiast”? Czemu autor sądzi, że „inwestycje” są ważniejsze od wydatków na obronę? Szczególnie ta ostatnia teza wydaje się być mocno dyskusyjna. W tym miejscu na mapie? Przy naszych doświadczeniach z historią? Naprawdę trzeba jakiegoś wstrząsu, by docenić wagę bezpieczeństwa zewnętrznego? By zrozumieć, że bez zdolności do obrony własnego państwa, komfort życia w nim będzie tylko iluzją, która w każdej chwili może prysnąć jak bańka mydlana? I że wydatki na obronność powinny być co najmniej podwojone?
Cóż, widocznie trzeba… Zatem nie czekając na to, jak zakończy się konflikt między dwoma naszymi sąsiadami, powiedzmy sobie jasno. Jesteśmy państwem frontowym. Coś jak Izrael na Bliskim Wschodzie. Położenie między dwoma państwami, którym to nasze istnienie ewidentnie przeszkadza oznacza, że w każdej chwili jedno z nich, albo i oba, zechce podjąć próbę usunięcia tej przeszkody. I jeśli chcemy takie eksperymenty przetrwać, to musimy być „silni, zwarci, gotowi”. Nie na plakatach propagandowych, w „realu”! Musimy mieć liczną i silną armię, dobrze, nowocześnie wyposażoną, również w rakiety z głowicami atomowymi i… Chciałoby się dodać „zaprawioną w bojach”, ale z tym jest kłopot. W naszej części świata wojny nie było od prawie osiemdziesięciu lat! To gdzie zdobywać to doświadczenie? Misje pokojowe to nie to samo… W efekcie, jak wyczytałem przed kilkoma dniami w jednym z mediów, z szesnastu brygad w polskiej armii tylko jedna jest na dzień dzisiejszy zdolna do działań obronnych. Reszta to „pracownicy w mundurach”… 
Słowem: żadne pieniądze przeznaczone na potrzeby armii nie są pieniędzmi zmarnowanymi. I ciągle jest ich za mało, choć jako jeden z europejskich prymusów wydajemy na wojsko wymagane dla członków NATO dwa procent PKB. Skąd wziąć więcej? Kiedyś jeden z publicystów liberalnych zgłosił pomysł polegający na zamianie zadłużenia zagranicznego naszego pięknego kraju na zakupy sprzętu wojskowego w krajach – wierzycielach. Zamiast spłacać dług z odsetkami, kupowalibyśmy broń dla armii. Podkreślał przy tym, że szanse na uzyskanie zgody wierzycieli na taką zamianę nie są wygórowane, ale próbować warto. Nikt nie próbował… I trudno się dziwić, skoro autor pomysłu  znany był (i jest) z poglądów dalekich od tych prezentowanych przez „salon”…

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości