Mężczyznę ubranego jedynie w skarpetki i buty zatrzymali płoccy policjanci w pobliżu Domu Biskupiego. Szybko się okazało, że jest on nocnym stróżem w Przedszkolu Miejskim nr 25 przy Kazimierza Wielkiego. Badanie stanu trzeźwości wykazało 1,5 promila alkoholu w wydychanym przez golasa powietrzu. – W pierwszej chwili funkcjonariusze oniemieli z wrażenia, ale w naszej służbie trzeba szybko reagować, więc zaczęli wyjaśniać sytuację – powiedział oficer prasowy płockiej policji sierż. sztab. Mariusz Gierula. Do zatrzymania doszło około godziny 24.00 w nocy z 19 na 20 lutego. Policyjny patrol akurat sprawdzał okolice Wzgórza Tumskiego. O tej porze roku powinien to być raczej rutynowy patrol, bez szczególnych zdarzeń. – Nagle zza katedry wybiegł całkowicie nagi mężczyzna. No, może nie tak do końca nagi, miał na sobie skarpetki i buty. Okazało się, że jest nocnym stróżem w przedszkolu przy Kazimierza Wielkiego. Miał założyć się z kolegami o 100 złotych, że pobiegnie nago wokół katedry – opowiadają policjanci. Na widok policjantów, których o golasie powiadomił przypadkowy przechodzień, dozorca próbował ukryć się pomiędzy krzewami przed Domem Pod Trąbami. Przez przypadek całe zdarzenie zarejestrowały kamery miejskiego systemu monitoringu. – Pracownicy centrum monitoringu nie brali jednak udziału w działaniach. Nagi mężczyzna został zarejestrowany na czterech kamerach, ale nikt nas o tym nie poinformował – powiedział Mariusz Gierula. We wtorek, 20 lutego, zdjęcia z monitoringu zostały zabezpieczone przez policję. Widać na nich nagiego mężczyznę wyłaniającego zza katedry, przebiegającego obok pomnika Jana Pawła II, następnie przeskakującego przez ogrodzenie przed Domem Pod Trąbami. Na kolejnych fotkach są już otaczający golasa funkcjonariusze. Niestety zdjęcia są tak słabej jakości, że nie nadają się do publikacji w prasie. Policjanci przyznają, że gdyby pracownicy monitoringu zwrócili uwagę na nagiego mężczyznę i śledzili trasę jego biegu, zdjęcia na pewno miałyby lepszą jakość. Tym bardziej, że trasa nie była wcale taka krótka i dozorca przebiegał pod okiem kilku kamer. Mężczyzna zostawił swoje ubranie w przedszkolu. Miał pobiec skrajem wiślanej skarpy do Wzgórza Tumskiego, gdzie okrążył katedrę. Gdy „wychodził na ostatnią prostą” na jego drodze stanął policyjny patrol. Jak się okazało, funkcjonariusze wykazali całkowity brak zrozumienia dla 41-letniego miłośnika ekstremalnych zakładów. – Zostałam obudzona w środku nocy. Przedszkole nie mogło przecież zostać bez nadzoru. Cała sytuacja bardzo mnie zaskoczyła. To zdarzenie odbije się przede wszystkim na opinii o naszym przedszkolu i to akurat w okresie przed naborem dzieci. Przecież nikt nie będzie mówił, że to był przypadek pana X, za to opinia publiczna pamiętała, że ten mężczyzna był dozorcą w naszym przedszkolu – smuci się Ewa Śliwińska, dyrektor Miejskiego Przedszkola nr 25. Dozorca pracował w przedszkolu od czterech lat. Nigdy wcześniej nie było do niego najmniejszych zastrzeżeń. Był wielokrotnie kontrolowany przez przełożonych. Deklarował podjęcie studiów, ponieważ nie chciał zakończyć kariery zawodowej jako nocny stróż. – To był wręcz wzór człowieka, który nie pije alkoholu. Praca w naszej placówce jest tak zorganizowana, że gdy dozorca kończy pracę, na jego miejsce przychodzi woźna. W nocy przyjeżdżają także dostawcy różnych produktów, na przykład pieczywa. Nikt nigdy nie zgłosił, że ten pan jest pijany, że w placówce poza nim przebywają inne osoby. Sama wielokrotnie go kontrolowałam o różnych porach, to jest mój obowiązek jako dyrektora. Nigdy nie miałam żadnych zastrzeżeń. Zupełnie nie potrafię powiedzieć co się stało, że tak się zachował – dodaje Ewa Śliwińska. Dyrekcja przedszkola podjęła decyzję o zwolnieniu dozorcy w trybie natychmiastowym. O sprawie poinformowano także Wydział Oświaty Urzędu Miasta. We wtorek, 20 lutego, rano dyrektorka przedszkola oczekiwała na byłego pracownika, żeby wręczyć mu wymówienie. To oczywiście nie koniec problemów nocnego stróża. Policjanci zamierzają doprowadzić go przed oblicze Sądu Grodzkiego. Mężczyzna odpowie za wywołanie zgorszenia publicznego. Nie udało się jedynie zatrzymać kolegów „biegacza”, z którymi się założył. Policjanci przypuszczają, że na widok radiowozu panowie dyskretnie zniknęli wśród podwórek płockiej Starówki. Jacek Danieluk
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze