Reklama

Bezdomnych coraz więcej

22/06/2011 09:25
Jedni mówią o nich: ludzie, którym w życiu nie wyszło, inni: aroganccy, agresywni, żebrzący na ulicach zamiast przyjąć się do jakiejś pracy. Bez względu na to, jak patrzymy na bezdomnych, trzeba sobie jasno powiedzieć, że jest ich w Płocku coraz więcej. Nie ma dnia, by do Straży Miejskiej mieszkańcy miasta nie zgłosili przynajmniej kilku interwencji. Tak wielu osób, które niekoniecznie z własnego wyboru nie mają własnego kąta, nocują na śmietnikach, działkach, na najwyższych piętrach wieżowców, czasem w piwnicach, nie było od lat. Co gorsza nawet nie wiadomo, jak im pomóc. Są specjalne programy wychodzenia z bezdomności, ale wielu z nich to po prostu nie interesuje. Można śmiało powiedzieć, że bycie bezdomnym to nowy styl życia.
Kilka tygodni temu pisaliśmy o bezdomnym mieszkającym na schodach w wieżowcu przy ul. Łukasiewicza. Teraz odwiedziła nas pani Krystyna, która opowiedziała o mężczyźnie mieszkającym w piwnicy bloku przy ul. Słowackiego 10. – Dużo spaceruję po mieście i widok osób bezdomnych w altankach śmietnikowych już przestał robić na mnie wrażenie – mówi. – Biorę telefon i zgłaszam pod nr 112. Ale tu sytuacja jest inna. Od kilku miesięcy w piwnicy mieszka mężczyzna, śpi na takiej małej dziecinnej kołderce, pod głową ma reklamówkę. Jest spokojny, nieagresywny. Kiedyś miał taki swój kąt pod schodami, tam zagospodarował miejsce, spał, trzymał swoje skarby, ale sąsiadom się nie podobało, zgłosili do spółdzielni i zamknęli tę komórkę. A on został na podłodze piwnicy. Co prawda zejście jest zamknięte, ale on przychodzi tu wieczorem i czeka, aż go ktoś wpuści. Mi jest żal tego człowieka, wiele razy z nim rozmawiałam, ale on już jest zrezygnowany, nie wierzy, że odmieni się jego los. Przecież nawet pies ma swoją budę, a drugą szansę daje się nawet przestępcom. Czy ludzie, którym coś w życiu nie wyszło, już są skazani na niebyt?
Mieszkanie w piwnicy na pewno do wygodnych nie należy. Wybraliśmy się zatem na ul. Słowackiego 10, by dowiedzieć się, z jakiego powodu mężczyzna trafił w takie miejsce.
– Mieszkam tu około roku – zaczął swoją opowieść.
– Odszedłem sam z domu, już nie dało się żyć razem z żoną, dużo czasu spędzaliśmy w sądach, bo stale były konflikty. Nie chciałem im więcej sprawiać kłopotów. Przychodzę tu tylko na noc, w dzień zbieram puszki, bo z czegoś trzeba żyć. Lepiej było kiedy miałem kąt pod schodami, bo wtedy mogłem zebrać więcej towaru i tu trzymać. Dzięki temu przeżyłem zimę, bo tam była rura z ciepłem. Ale przyjechali, wyrzucili wszystko i zamknęli na kłódkę. Ja nie chcę nikomu sprawiać kłopotów, nie chcę mieć konfliktów z prawem. Mam znajomych, którzy mnie poratują, pozwolą się wykąpać, czasem dadzą coś zjeść, dobrzy ludzie też coś przyniosą. Jak już nie ma innego wyjścia, to pójdę na myjkę. Z alkoholem jest różnie. Nie mam za co pić. Czasem spotykamy się z kolegami i wypijemy po kieliszku, normalnie nie mogę już pić, zdrowie nie pozwala.
Bezdomnego z ul. Słowackiego nikt nie leczy, jak zachoruje, to czeka na cud. Nie wierzy też, że może dostać drugą szansę. Owszem, jak powiedział, jego życie może zmienić, ale tylko sznur. – Żeby mi nie zabrali moich rzeczy i nie zamknęli tego miejsca pod schodami, to dałbym sobie jakoś radę, teraz muszę się tułać, cały dzień jestem na nogach – kończy rozmowę.
To przykład bezdomnego, który pogodził się ze swoim losem. Ale są też tacy, którzy z bezdomności zrobili sobie sposób na życie. Najczęściej widać ich w miejscach tłumnie odwiedzanych przez spacerowiczów i turystów. Na Starym Rynku można ich spotkać codziennie. Siedzą na ławkach, zaczepiają przechodzących, nagabują ludzi siedzących w kawiarnianych ogródkach. Żebrzą o kilka złotych. Są trzeźwi, a to oznacza, że nic im nie można zarzucić, można tylko pouczyć o przysługujących im prawach i instytucjach, do których mogą zwrócić się o pomoc.
Okazuje się jednak, że oni doskonale wiedzą, jakie mają prawa. – My możemy z nimi tylko rozmawiać, nic nie można tym ludziom zrobić, nawet pomóc w rozwiązaniu problemów – mówi Jolanta Głowacka, rzecznik Straży Miejskiej. – Bywa, że straszą spacerowiczów, a zawsze odstręczają widokiem i zapachem, zaczepiają ludzi siedzących w ogródkach i spacerujących z dziećmi. Doskonale wiedzą, że są bezkarni, a dodatkowo ludzie, którzy zgłaszają interwencje, rzadko decydują się potem zeznawać. Wiadomo, że bezdomni, a zwykle i bezrobotni, grzywny nie zapłacą, kary nie odpracują, a jak czegoś potrzebują, to doskonale wiedzą, gdzie iść. Pomysłu, jak rozwiązać ten problem, nie ma w całym kraju, bo przecież nikomu nie można zabronić siedzenia na klatce schodowej albo na ławce.
Bezdomni ze Starego Rynku są doskonale zorganizowani. Wiedzą, gdzie mogą dostać darmowe czyste ubranie. Kiedy mają pieniądze, idą na obiad do Caritasu, a potem się „alkoholizują”. Jeśli potrzebują pomocy lekarskiej, wzywana jest karetka pogotowia, kiedy chcą się wykąpać, robią wszystko, by ich Straż odwiozła do Izby Wytrzeźwień. Poza tym są „wolnymi ludźmi”, którym nikt nic nie może zrobić. – Bezdomni mają doskonałe rozeznanie, wiedzą, że na siłę nikt ich nigdzie nie może wywieźć, nie są przecież ubezwłasnowolnieni i mają swoje prawa – dodaje J. Głowacka.
Wydaje się, że sprawa jest nie do rozwiązania, a jednak nasza czytelniczka, pani Krystyna ma propozycję. – Może rozwiązaniem problemu byłoby wydzielenie terenu miejskiego dla bezrobotnych, by mogli sobie sami wybudować dom. Oczywiście pod nadzorem, żeby nie sprzedali materiałów. Wśród nich jest wielu fachowców budowlańców, może zdecydowaliby się tam zamieszkać, gdyby wiedzieli, że budują dla siebie. Koszt nie byłby zbyt wielki, a może w ten sposób problem zostałby rozwiązany.

Sonda „Tygodnika PŁockiego”
Wizytówka Starego Rynku?
Genowefa Pietrzak – Ja często przychodzę na Stary Rynek z dziećmi. Ci ludzie, którzy siedzą na ławkach, piją alkohol, używają wulgarnych słów, to nie jest najlepsza wizytówka dla miasta. Raz widziałam, jak któryś z nich prał sobie bieliznę w fontannie. I co ja mogę w takiej sytuacji powiedzieć? Pokrzyczeć na nich? Oczywiście, że to mi się nie podoba, to bardzo zły przykład dla wnuków. Najgorsze jest to, że nikt się tym nie interesuje.

Pan Darek – Co to komu przeszkadza, że sobie tu siedzę i piję piwo. Tylko uważam, żeby policja nie przyjechała, bo nam popsują zabawę. Co z tego, że nie wolno, proszę pozdrowić tych, co doprowadzili do tego, że ja tu siedzę. Nie mam pracy, a mam dużo czasu, to co mam robić? My tu sobie siedzimy, nikomu nie przeszkadzamy, czasem z kimś porozmawiamy. Wiem, że ludzie się nas trochę boją, ale nie mają powodu. My nikomu nic złego nie robimy. Co robimy wieczorem? Idziemy do domu spać. Trzeba odpocząć przed następnym dniem.
Pan Grzegorz – My tu przychodzimy pooddychać świeżym powietrzem, czekamy, kiedy zagrają hejnał. Jak będą o nas dużo mówić i pisać, to może prezydent się zmobilizuje i nam pomoże. Jak ja mam żyć, jak dostaję 130 zł miesięcznie z opieki, przychodzę tu, posiedzę, porozmawiam z kolegami, słoneczko świeci, już się przyzwyczailiśmy. A co ludzie się skarżą? To nie na nas, my jesteśmy spokojni i nikomu nie wadzimy.

Pan Stanisław – Ja nie chcę mówić o moim tu spędzaniu czasu, ale o opiece społecznej. Czy pani wie, że tam dostają zasiłki ci, którzy wcale nie powinni być załatwiani. Nawet nie ma sensu się skarżyć. Odwołujemy się od decyzji w MOPS, ale i tak nie dostajemy podwyżek. A co robimy w deszcz? No co, chowamy się pod drzewami.

Pan Cezary z dzieckiem – Tak szczerze mówiąc, to wcale mi ci ludzie nie przeszkadzają. Inna sprawa, że ja tu rzadko przychodzę, więc nie widzę tego. Jeśli siedzą we własnym gronie, spokojnie, nawet jak piją piwo, ale nie zaczepiają, nie używają wulgarnych słów, to co ja mogę mieć do nich? Każdy musi mieć jakieś swoje ulubione miejsce. Oni sobie znaleźli tu i trudno im się dziwić. Jest ciepło, miło, przyjemnie, fontanna chłodzi. Czego więcej potrzeba?

Pani Martyna, kelnerka z Czarnego Kota – Owszem, przychodzą do restauracji, podchodzą do stolików, proszą klientów o parę groszy. Jednych to irytuje, inni już się przyzwyczaili. Część ludzi daje im jakieś pieniądze, inni odganiają. My oczywiście reagujemy, nie wpuszczamy ich do restauracji i część z nich odchodzi, idą do następnej, a inni czekają, aż klient będzie wychodził i wtedy go zaczepiają. Jak prosimy, by opuścili lokal, to zwykle wychodzą, ale jest tych ludzi tak dużo i to bez względu na pogodę, że czasem trudno sobie z nimi poradzić.

Piotr Jeleniewicz, oficer prasowy KMP w Płocku – Mamy kilka zgłoszeń tygodniowo, by coś zrobić z ludźmi chodzącymi po Starym Rynku i żebrzącymi, ale dopóki nie popełnią oni wykroczenia ani przestępstwa, to my nie możemy reagować. Samo żebranie nie jest prawnie zabronione, wykroczenie jest wtedy, gdy człowiek posiada środki na utrzymanie, a żebrze. Oczywiście reagujemy na wszystkie tego typu sygnały, bo nie chcemy, by oni uprzykrzali życie osobom spędzającym czas na Starówce. W końcu to wizytówka naszego miasta.

Maria Gładka, kierownik Działu Pracy Socjalnej MOPS Płock – Osoby bezdomne, zgodnie z ustawą o pomocy socjalnej, mogą być objęte programem wychodzenia z bezdomności. Pracownicy socjalni prowadzą indywidualne programy, podpisują umowy z bezdomnymi i ustalają, co każda ze stron ma zrobić. Osoba bezdomna powinna poszukać pracy, złożyć wniosek o przydział mieszkania, a pracownik powinien okazywać wszelką pomoc i monitorować działania podopiecznego. Mamy podpisane umowy o wyjście z bezdomności, ale tylko z osobami, które zamieszkują w mieszkaniach chronionych. Nie ma chętnych z noclegowni ani tych, którzy mieszkają w piwnicach i na klatkach schodowych. My nie możemy nikogo zmusić do podpisania takiej umowy. Cieszymy się z każdego sukcesu naszych podopiecznych. Ten program to jedno z nowoczesnych narzędzi pracowników socjalnych w celu usamodzielnienia osoby lub rodziny. Szkoda tylko, że tak trudno zainteresować programem osoby bezdomne.

Jola Marciniak
jola.marciniak@tp.com.pl
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości