W Dolinie Dunajca leży stara wieś Łącko. Podobno już w XII wieku owoce z okolic Łącka eksportowano do zachodniej Europy.
W dworskich protokołach z 1698 roku można odnaleźć zapis o pańszczyźnianym obowiązku, w ramach którego chłopi dostarczali na dwór zebrane owoce, które następnie były przeznaczane do produkcji śliwowicy. Nieco później, gdyż w 1882 roku na terenie gminy Łącko rozpoczęła produkcję śliwowicy gorzelnia, której właścicielem był Żyd Samuel Grossbard. To on opatrzył butelki trunku etykietką z mottem: „Daje krzepę, krasi lica, nasza łącka śliwowica”. Dzisiejsi góralscy producenci śliwowicy, skwapliwie się do tej sentencji odwołują. Górale przed wojną niechętnie kupowali legalną śliwowice z gorzelni, woleli swoją tańszą, choć produkowaną poza prawem. W czasie wojny zamknięto gorzelnię, ale na wyrób góralskiej śliwowicy nie miało to wpływu. Wojna się skończyła, a produkcja śliwowicy ciągle kwitła w swoim tradycyjnie nieformalnym stylu. I zasadniczo proceder ten nadal jest kultywowany, gdyż pomimo że śliwowica łącka znalazła się na ministerialnej Liście Produktów Tradycyjnych, to jej wytwarzanie i sprzedaż, przez gros miejscowych górali, wciąż nie jest legalna. Podobno po śliwowicy nie ma się kaca. Najwidoczniej za ból głowy odpowiada akcyza, nie zaś alkohol.
Kruchy placek ze śliwkami i śliwowicą
Skład:
krem
lukier
Wykonanie:
Na stolnicę przesypujemy mąkę, cukier puder, sól i otartą skórkę z cytryny. Następnie sypkie składniki siekamy z zimnym masłem. Dodajemy jajko i zagniatamy ciasto. Ciasto owijamy w folię spożywczą i przekładamy na pół godziny do lodówki. Śliwki płuczemy, pozbawiamy pestek i pozostawiamy na sicie, aby obeschły. W misce ubijamy jajka z cukrem. Następnie dodajemy śmietankę, proszek budyniowy i śliwowicę. Rozgrzewamy piekarnik do 220 st. C. Rozwałkowujemy ciasto i wykładamy nim wysmarowaną tłuszczem formę do tarty (ok. 30 cm średnicy). Podpiekamy ciasto (ok. 10 minut) i wylewamy na nie polewę. Kontynuujemy pieczenie przez kolejne 15 minut, do czasu kiedy krem się zetnie. Wówczas układamy na nim śliwki (w pierwszej warstwie przecięciem w górę). Ponownie pieczemy ciasto przez kolejne pół godziny. Ze śliwowicy i łyżki gorącej wody przygotowujemy lukier (powinien mieć konsystencję gęstej śmietany). Po upieczeniu placka, smarujemy go lukrem.Reklama
Nadmierna konsumpcja alkoholu powoduje, że kilka godzin po jego spożyciu pojawiają się nieprzyjemne objawy takie jak: ból głowy, uczucie pragnienia, nadwrażliwość na hałas, światłowstręt, potliwość, brak apetytu lub apetyt nadmierny, rozdrażnienie, a nawet depresja. Nie ustalono dokładnie jaka jest przyczyna pojawienia się tych objawów, choć częściowo tłumaczą je dwie koncepcje, tj. zatrucia aldehydem octowym i odwodnienia. Aldehyd octowy powstaje na skutek utleniania etanolu w wątrobie. Ta silnie toksyczna substancja działa na mózg, co objawia się bólami głowy i drażliwością. Poza tym alkohol wpływa na aktywność przysadki mózgowej. W efekcie zaburzona zostaje gospodarka wodna organizmu (po alkoholu częściej sikamy), odwodniony mózg zaczyna się kurczyć pociągając za sobą opony mózgowe, co powoduje ból. Zatem, na dzień po libacji alkoholowej wskazane jest obfite nawadnianie organizmu, np. wodą spod ogórków kiszonych, aby mózg powrócił do swoich pierwotnych rozmiarów, gdyż niedobrze byłoby przywyknąć do mniejszego. No chyba że, to błędne koncepcje, a ból głowy i depresja to konsekwencja wysokiej akcyzy i VAT-u na napoje alkoholowe.
dr Izabela Chudzyńska
etnolog, antropolog jedzenia
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze