Mieszkańcy Gostynina i okolic od kilku lat wreszcie są zadowoleni – nie muszą jeździć na kryty basen aż do Płocka, mają go u siebie. Niestety, gdy jedni są z tego bardzo zadowoleni, inni znacznie mniej. Jeden z gostynian opisał nam sytuacje, których jest świadkiem, gdy wybiera się samotnie lub ze swymi dziećmi na basen. Z pływalni miejskiej w Gostyninie przede wszystkim korzystają dzieci (na przykład w ramach zajęć wychowania fizycznego) i młodzież: – Na basenie było przyjemnie do momentu, gdy zlikwidowano poczekalnię, w której czekaliśmy, aby się osuszyć, zjeść kanapkę czy wypić sok. Po pewnym czasie postawiono tam kilka maszyn z grami, gdzie gromadzi się bardzo dużo agresywnej młodzieży, która zabawiając się grami, używa niecenzuralnych słów. Często jest to młodzież pijana. Wszyscy, którzy suszyli się w tym pomieszczeniu, teraz nie mają się gdzie podziać – relacjonuje nasz czytelnik. Za to, co dzieje się na pływalni miejskiej w Gostyninie, odpowiada naczelnik wydziału promocji w Urzędzie Miasta Gostynina. Elżbieta Szubska-Bieroń jest zdziwiona, że maszyny do gier i bilard komukolwiek przeszkadzają. Są ustawione zaraz przy wejściu na pływalnię, po lewej stronie w tzw. pylonie. Natomiast osoby udające się na basen idą do poczekalni i szatni umiejscowionych na lewo. To dwa odrębne pomieszczenia: – Maszyny do gier są czynne dopiero od godz. 16.00 do 22.00. Porządkiem i dozorem w tym miejscu zajmuje się dzierżawca. Nie mieliśmy do tej pory skarg na to, co się tam dzieje. Ta skarga nie ma pokrycia w rzeczywistości – utrzymuje S. Szubska-Bieroń. Jak można się domyślić, miasto czerpie zyski z wynajmowania miejsca do gier. Burmistrz Gostynina Włodzimierz Śniecikowski mówi, że jest to miesięcznie 500 zł plus VAT. W ten sposób m.in. pływalnia zarabia na swoje utrzymanie: – Jedni się z tego salonu gier cieszą, inni są niezadowoleni. Trzeba rozsądzić, czy gry bardziej przeszkadzają czy też są potrzebne. Przecież jeśli ta młodzież gra w bilard, to nie wystaje na rogach domów. Ale rzecz jeszcze w tym, kto wydzierżawia pomieszczenie na gry. Dzierżawcą jest komendant Straży Miejskiej w Gostynina. Nasz czytelnik uważa, że prowadzenie salonu gier to zarabianie pieniędzy kosztem „uczciwych obywateli miasta”. W pewien piątek, gdy był z dziećmi na basenie, zaobserwował, że w czasie, gdy komendant obsługiwał swoich klientów, nadjechała policja, która zaczęła legitymować grających. Okazało się, że niektórzy z nich są wagarowiczami. Dwoje z nich uciekało przed stróżami prawa, skacząc z dachu basenu. Zrobiło się zamieszanie. Tymczasem zdaniem E. Szubskiej-Bieroń policja na basenie nie interweniowała. Gdyby tak było, pozostawiłaby zapis w specjalnym zeszycie. Koordynator pracy pływalni Krzysztof Nejman przyznaje jednak, że policja na pływalnię czasem zajrzy: – Wagarowicze czasem przychodzą na pływalnię i są zatrzymywani, ale nie z powodu złego zachowana. A jeśli chodzi o gry, to uważam, że nie ma tam nieporządku. Ruch u nas jest zawsze, trudno jednoznacznie stwierdzić, że dzieje się źle – i dodaje, że nie miał do tej pory uwag co do rozgardiaszu na pływalni. Ale skargi gostynianina idą jeszcze dalej: – Wybrałem się kiedyś na basen sam o godzinie 17.00. Zdenerwowałem się okropnie. Na pływalni było kilka osób, ale nie było żadnego ratownika. Skończyła się moja pora pływania, chcę zapłacić, a tutaj osiem osób stoi w kolejce z czasomierzem, stanąłem z zamiarem zapłaty za basen, ale pani, która powinna nas obsłużyć, w pierwszej kolejności obsługiwała graczy, którzy przeklinali. Śpieszyło się im do maszyn, a my spokojnie czekaliśmy i czas nam uciekał. Zdenerwowany zacząłem spacerować, patrzę, a przy maszynach grają ratownicy basenu! – relacjonuje oburzony mężczyzna. Krzysztof Nejman i Elżbieta Szubska-Bieroń zaprzeczają, że ratownicy grają w godzinach pracy. Później – owszem, ale na pewno nie w godzinach pracy. Ale nasz czytelnik dorzuca jeszcze to i owo: że nie mógł się poskarżyć do kierownika (bo ten urzęduje tylko na pierwsza zmianę), że kasjerka w pierwszej kolejności powinna obsłużyć klientów pływalni, a nie klientów komendanta, że pływalnia stała się przechowalnią wagarujących uczniów i że brakuje nadzoru nad placówką: – Czy to basen bezkrólewia? – zastanawia się gostynianin. Osoby odpowiedzialne za pracę gostynińskiej pływalni uważają, że te skargi nie mają pokrycia w rzeczywistości. Wierzyć, nie wierzyć, całą prawdę o gostynińskim basenie jednak najlepiej znają ci, którzy na co dzień z niego korzystają. (eg)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze