Reklama

Basen bezkrólewia?

31/01/2007 13:02
Mieszkańcy Gostynina i okolic od kilku lat wreszcie są zadowoleni – nie muszą jeździć na kryty basen aż do Płocka, mają go u siebie. Niestety, gdy jedni są z tego bardzo zadowoleni, inni znacznie mniej. Jeden z gostynian opisał nam sytuacje, których jest świadkiem, gdy wybiera się samotnie lub ze swymi dziećmi na basen.
Z pływalni miejskiej w Gostyninie przede wszystkim korzystają dzieci (na przykład w ramach zajęć wychowania fizycznego) i młodzież: – Na basenie było przyjemnie do momentu, gdy zlikwidowano poczekalnię, w której czekaliśmy, aby się osuszyć, zjeść kanapkę czy wypić sok. Po pewnym czasie postawiono tam kilka maszyn z grami, gdzie gromadzi się bardzo dużo agresywnej młodzieży, która zabawiając się grami, używa niecenzuralnych słów. Często jest to młodzież pijana. Wszyscy, którzy suszyli się w tym pomieszczeniu, teraz nie mają się gdzie podziać – relacjonuje nasz czytelnik.
Za to, co dzieje się na pływalni miejskiej w Gostyninie, odpowiada naczelnik wydziału promocji w Urzędzie Miasta Gostynina. Elżbieta Szubska-Bieroń jest zdziwiona, że maszyny do gier i bilard komukolwiek przeszkadzają. Są ustawione zaraz przy wejściu na pływalnię, po lewej stronie w tzw. pylonie. Natomiast osoby udające się na basen idą do poczekalni i szatni umiejscowionych na lewo. To dwa odrębne pomieszczenia: – Maszyny do gier są czynne dopiero od godz. 16.00 do 22.00. Porządkiem i dozorem w tym miejscu zajmuje się dzierżawca. Nie mieliśmy do tej pory skarg na to, co się tam dzieje. Ta skarga nie ma pokrycia w rzeczywistości – utrzymuje S. Szubska-Bieroń.
Jak można się domyślić, miasto czerpie zyski z wynajmowania miejsca do gier. Burmistrz Gostynina Włodzimierz Śniecikowski mówi, że jest to miesięcznie 500 zł plus VAT. W ten sposób m.in. pływalnia zarabia na swoje utrzymanie: – Jedni się z tego salonu gier cieszą, inni są niezadowoleni. Trzeba rozsądzić, czy gry bardziej przeszkadzają czy też są potrzebne. Przecież jeśli ta młodzież gra w bilard, to nie wystaje na rogach domów.
Ale rzecz jeszcze w tym, kto wydzierżawia pomieszczenie na gry. Dzierżawcą jest komendant Straży Miejskiej w Gostynina. Nasz czytelnik uważa, że prowadzenie salonu gier to zarabianie pieniędzy kosztem „uczciwych obywateli miasta”. W pewien piątek, gdy był z dziećmi na basenie, zaobserwował, że w czasie, gdy komendant obsługiwał swoich klientów, nadjechała policja, która zaczęła legitymować grających. Okazało się, że niektórzy z nich są wagarowiczami. Dwoje z nich uciekało przed stróżami prawa, skacząc z dachu basenu. Zrobiło się zamieszanie. Tymczasem zdaniem E. Szubskiej-Bieroń policja na basenie nie interweniowała. Gdyby tak było, pozostawiłaby zapis w specjalnym zeszycie.
Koordynator pracy pływalni Krzysztof Nejman przyznaje jednak, że policja na pływalnię czasem zajrzy: – Wagarowicze czasem przychodzą na pływalnię i są zatrzymywani, ale nie z powodu złego zachowana. A jeśli chodzi o gry, to uważam, że nie ma tam nieporządku. Ruch u nas jest zawsze, trudno jednoznacznie stwierdzić, że dzieje się źle – i dodaje, że nie miał do tej pory uwag co do rozgardiaszu na pływalni.
Ale skargi gostynianina idą jeszcze dalej: – Wybrałem się kiedyś na basen sam o godzinie 17.00. Zdenerwowałem się okropnie. Na pływalni było kilka osób, ale nie było żadnego ratownika. Skończyła się moja pora pływania, chcę zapłacić, a tutaj osiem osób stoi w kolejce z czasomierzem, stanąłem z zamiarem zapłaty za basen, ale pani, która powinna nas obsłużyć, w pierwszej kolejności obsługiwała graczy, którzy przeklinali. Śpieszyło się im do maszyn, a my spokojnie czekaliśmy i czas nam uciekał. Zdenerwowany zacząłem spacerować, patrzę, a przy maszynach grają ratownicy basenu! – relacjonuje oburzony mężczyzna.
Krzysztof Nejman i Elżbieta Szubska-Bieroń zaprzeczają, że ratownicy grają w godzinach pracy. Później – owszem, ale na pewno nie w godzinach pracy.
Ale nasz czytelnik dorzuca jeszcze to i owo: że nie mógł się poskarżyć do kierownika (bo ten urzęduje tylko na pierwsza zmianę), że kasjerka w pierwszej kolejności powinna obsłużyć klientów pływalni, a nie klientów komendanta, że pływalnia stała się przechowalnią wagarujących uczniów i że brakuje nadzoru nad placówką: – Czy to basen bezkrólewia? – zastanawia się gostynianin.
Osoby odpowiedzialne za pracę gostynińskiej pływalni uważają, że te skargi nie mają pokrycia w rzeczywistości. Wierzyć, nie wierzyć, całą prawdę o gostynińskim basenie jednak najlepiej znają ci, którzy na co dzień z niego korzystają.  
(eg)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości