- Moje życie można podzielić na cztery etapy – zaczyna swą opowieść Iza, żona alkoholika, - wielka miłość, wielka wojna, wielki pokój i odkrywanie świata na nowo. Zbyt późno dowiedziałam się, że alkoholizm to choroba śmiertelna, nieuleczalna i postępująca.Iza wyszła za mąż z wielkiej miłości, za wzór syna, człowieka kulturalnego, uprzejmego, najlepszego ucznia w szkole, ułożonego, regularnie chodzącego do kościoła. Oboje przyjechali z Polski, zakochali się w sobie, a pierwsze trzy lata małżeństwa wspominają jako jedno pasmo szczęścia. Kiedy urodziło im się drugie dziecko, a pani Iza była na urlopie wychowawczym, zaczęło brakować w domu pieniędzy. Wtedy mąż wziął dodatkową robotę. Od tego momentu zaczęła się ich równia pochyła. Pił coraz więcej, najpierw z kolegami, potem także sam i szybko się uzależnił. - Rozpoczął się koszmar braku pieniędzy, w domu zaczęło brakować chleba, a ja nie zarabiałam. Polskie prawo nie daje zbyt wielkiego wyboru, więc mieszkaliśmy razem, ale wystąpiłam do sądu o alimenty od męża. Gdybym miała wszystkich diabłów z piekła powyrzucać, to postanowiłam sama na dzieci nie pracować. Nie sama ściągnęłam je na świat. Jednocześnie Iza zaczęła szukać pomocy. Trafiła do poradni leczenia odwykowego, jako żona potrzebująca pomocy. Próbowała kontaktować się z kuratorem sądowym, z sędziami, ale to był rok 1978 i jedyne na co mogła liczyć, to rozmowy. A kiedy zażądano wizyty męża, który absolutnie nie miał zamiaru tam iść, wróciła do poradni. Najpierw pomagała jej dr Milewska, ale to były tylko wstępne porady, bo nie istniał żaden ruch pomocowy. A Iza miała już troje dzieci i nadal nie mogła namówić męża na zgłoszenie się do poradni. Mimo alkoholizmu, normalnie pracował i zarabiał, ona utrzymywała alimenty, ale szans na jego leczenie nie było żadnych. Potem mąż miał groźny wypadek, po którym przez pół roku był rekonwalescentem i poszedł na rentę. Nie chciał łożyć na dzieci, pieniądze ściągał komornik. Próbowała zmusić męża do leczenia. To były takie czasy, że w sądzie można było uzyskać wyrok o przymusowe leczenie. Wtedy mąż pił z przerwami, a dla niej to była samotna droga przez mękę. Droga w której nikt nie mógł jej pomóc, a ona przez lata miała nadzieję, że może mąż się zmieni, że przestanie pić. Wtedy jeszcze nie był agresywny. – Ale przyszedł czas, gdy podniósł na mnie rękę. Dzieci wysłałam do sąsiadów, by zadzwoniły po policję. Policja zabrała go na myjkę, poniósł konsekwencje, ale uderzyć się nie pozwoliłam. Wcześniej groził nam słownie i nożem. Takie groźby są często lekceważone, a nie powinny, bo mogą się kiedyś sprawdzić. Ja uważam, że prawdziwa kobieta może pozwolić się tylko raz uderzyć. Niestety życie pokazuje, że jest inaczej. Ale dzięki mojej stanowczości mąż zaczął wraz ze mną chodzić do poradni. Teściowie i rodzice Izy nic nie wiedzieli o problemie. Zresztą nie mieli w Płocku nikogo bliskiego, do tego dochodził wstyd, że ktoś w rodzinie pije. W 1987 roku przy „Stanisławówce” powstała pierwsza grupa AA „Marzena”. Po roku Iza tam dotarła i wtedy skontaktowała się z niepijącymi alkoholikami. Kiedy nawiązała z nimi bliższą znajomość, jeden z nich – Rysiek, zaproponował Izie kontakt ze swoją żoną. – Spotykaliśmy się u nich bardzo często, rozmawialiśmy, przychodziłam na mityngi. Zdałam sobie sprawę, że to jest wielki problem i nie tylko mój. Ktoś podpowiedział, by założyć Al.-Anon, czyli Stowarzyszenie nie alkoholików, nie pijących, a chodziło o zebranie niepijących rodzin osób pijących. Razem z Julitą, żoną Ryśka, postanowiłyśmy pojechać do Instytutu Psychiatrii i Neurologii, na oddział odwykowy dr Ewy Woydyłło. Ona powiedziała nam, co trzeba zrobić, by założyć taką grupę. Najpierw musiały uczestniczyć w 2-tygodniowym turnusie terapeutycznym w Strzyżynie. Julita pojechała wcześniej, Iza na inny turnus. A w pierwszą środę po Wielkanocy 1989 roku odbył się pierwszy uroczysty mityng z udziałem dr Ewy. – To był wspaniały początek, pełna sala i wtedy właśnie zaczęło się coś, co działa do dziś. Dla niepijących rodzin jest Al. - Anon, a dla dzieci Al – Ateen. Przychodzą głównie kobiety, bo mężczyźni nie interesują się naprawianiem. Kiedy ich kobiety zostają alkoholiczkami, oni odchodzą do innych, szukają zdrowych. Kobieta zaś ma w genach konieczność naprawiania. Uzależnia się od męża, jest bezradna, nie widzi dla siebie miejsca bez niego, za wszelką cenę próbuje utrzymać rodzinę. A dzieci, czy nie ucierpiały w domu z takimi problemami? – Gdybym kiedyś wiedziała to co dziś na temat alkoholizmu, to pewnie łatwiej by przeżyły te lata. A tak nie byłam w stanie ich uchronić przed konsekwencjami, których i tak było mniej, niż w innych rodzinach. One przecież nie mogą ponosić odpowiedzialności za to, w czym musiały uczestniczyć, ale wiedzą, jak zmienić swoje życie, i że mogą wiele, jeśli tylko chcą. W jakim momencie Iza uznała, że na temat alkoholizmu wie już wszystko. Kiedy pojechała na turnus terapeutyczny, najpierw kazali jej to wszystko zapomnieć i uczyć się od nowa. Poznawać na czym polega alkoholizm, jakie są możliwości zmian i w jaki sposób zreformować swój system wartości, poglądy, poszerzyć wiedzę. Dawniej czuła wstyd, że mąż jest alkoholikiem, że to ją spotkało, teraz twierdzi, że udało jej się wygrać swoje życie. – Dziś już wiem, jak bardzo wiele zależy ode mnie, mogę prawie wszystko zmienić. Nauczyłam się żyć w nowym świecie. Nasze Stowarzyszenie to taki uniwersytet lepszego życia, wystarczy do nas przyjść i powiedzieć, mam problem, szukam pomocy, a potem przychodzić na mityngi. Bo to jest długi proces. Dziś mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwym człowiekiem, bo nawet jak mam problemy, to potrafię sobie z nimi poradzić. Iza twierdzi, że od chwili, kiedy pomyślała o stworzeniu w Płocku grupy wsparcia, już się coś zmieniło. – Mój mąż przestał pić na trzy miesiące. Bez żadnego powodu. Uznałam, że to znak, bo przecież wcześniej pił codziennie. Potem 3-4 miesiące pił ciągami, a wreszcie po moim drugim pobycie w Strzyżynie, nie pił aż 9 lat. Dziś znów pije, ale to już nie jest mój problem. Dzieci poszły na swoje, są wykształcone, on sam decyduje, że marnuje swoje życie. Ja poświęciłam się Al.- Anno i pomagam innym kobietom, które przechodzą przez piekło, by zaczęły osiągać sukcesy, a ich życie nabrało blasku. Al. – Anno to dziś stała grupa 35-40 osobowa, ale bywa, że na mityng przychodzi i 50 osób. Spotkania są w każdy poniedziałek i w środę od godz. 17.00 w siedzibie Klubu Abstynenta przy ul. Jakubowskiego 2A (tel. 268 83 33). W każdą pierwszą środę miesiąca jest mityng otwarty. – Samemu nie ma się szans, zapraszamy do nas. Wspólnie jest dużo łatwiej – zaprasza Iza. Wysłuchała: Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze