Na początku lipca 2020 roku tematem numer jeden w Sierpcu była śmierć Dominiki P. Na początku ludzie wiedzieli niewiele, właściwie tylko tyle, że zmarła, a w jej krwi wykryto spore ilości narkotyków. Potem dowiedzieli się, że jej ciało znaleziono w biurze żuromińskiego przedsiębiorcy. Domysłów i plotek było mnóstwo. W ciągu kolejnych dni ludzie dowiadywali się niewiele więcej, a rodzina miesiącami czeka na rozwiązanie sprawy. Nie wierzy, że to Dominika była winna swojej śmierci, tak jak na początku uznała policja.
Dominika mieszkała z synem w Sierpcu. Pracowała w Starostwie Powiatowym, była młodą, zaledwie 40-letnią kobietą, na nic nie chorowała, cieszyła się życiem. Wcześniej rozwiodła się z mężem, ale nie była samotna. Poznała przedsiębiorcę z Żuromina, spędzali razem sporo czasu. Można powiedzieć, że byli w związku, spotykali się półtora roku.
4 lipca pan R. przyjechał po Dominikę do domu i zabrał ją do siedziby swojej firmy. Już 5 lipca, o godz. 4.30 z polecenia dyżurnego do siedziby firmy udali się policjanci. Po przybyciu na miejsce, obecna (…) prokurator, dokonała oględzin miejsca zdarzenia i zabezpieczyła zwłoki do dyspozycji Prokuratury Rejonowej w Mławie. Zabezpieczono rejestrator monitoringu siedziby firmy. Na miejscu wykonano czynności procesowe, w postaci przesłuchania w charakterze świadka (…) właściciela firmy. (...) – czytamy w notatce służbowej.
Policjanci ustalili, że oboje przyjechali do firmy około godz. 20.00 i rozmawiali. W trakcie rozmowy denatka oświadczyła, że zażyła jakiś środek, i że go zaskoczy. Następnie zaczęła się trząść, po czym nastąpił zgon, co potwierdził lekarz przybyły na wezwanie pana R. Policjanci nie znaleźli tabletek ani opakowania, zabezpieczyli materiał chemiczny w postaci znalezionego pod sofą fioletowego proszku oraz materiał biologiczny w postaci brunatnych plam na kocu, płyny spożywane przez obie osoby i rzeczy osobiste denatki. Z polecenia prokurator została pobrana krew na zawartość alkoholu i środków odurzających obu osób. W chwili przybycia policji na miejsce zdarzenia pan R. miał wynik 0.00 mg/l. Potem policjant pojechał do domu denatki w celu potwierdzenia jej tożsamości. Przesłuchano członków rodziny.
Jestem znajomym Dominiki…
Podczas przesłuchania pan R. powiedział. - Jestem znajomym Dominiki, znamy się od około 1,5 roku, w żadnym związku z nią nie byłem. W dniu wczorajszym zdzwoniliśmy się około 14.00 i umówiliśmy na wieczór. Dzwoniłem do niej z mojego telefonu (tu numery). Po Dominikę pojechałem do Sierpca około godz. 20.00. Odebrałem ją spod miejsca zamieszkania. Około godz. 20.30 byliśmy w Żurominie, w moim biurze. Posiadam w firmie monitoring, ale w momencie, kiedy zajechałem, od razu udałem się do komputera i odpiąłem wtyczkę z gniazdka, aby nic się nie nagrywało. Po drodze nic się nie wydarzyło, ona normalnie się zachowywała, przez całą drogę gadaliśmy. Jak weszliśmy do biura, to włączyłem telewizor i zaczęliśmy pić drinki. Do północy wypiliśmy po dwa drinki, alkoholu w nich było niewiele.
Dalej pan R. opowiada, że około godz. 23 Dominika podeszła do swojej torebki i wyjęła z niej tabletki koloru brązowego, bez opakowania. Pan R. nie wiedział, czym są. Kobieta wytłumaczyła mu, że to na humor czy rozluźnienie. Zażyli po jednej tabletce i dalej pili alkohol. Po godzinie wzięli jeszcze po jednej tabletce i doszło między nimi do stosunku płciowego, po wcześniejszych zabawach – jak określił to pan R. Dominika poszła do toalety i długo z niej nie wracała, mężczyzna zatem poszedł po nią.
Dominika siedziała na podłodze, była bardzo pobudzona, śmiała się, była pełna energii. Pan R. pomógł jej wstać i zaprowadził do pokoju, w którym pili alkohol i zrobił trzeciego drinka. On wypił, ona nie, za to zachowywała się tak, jakby była w wyśmienitym humorze. Pan R. wyszedł na chwilę do pomieszczenia obok, a gdy wrócił, Dominika siedziała na podłodze. Pomógł jej wstać, potem położył ją na łóżku. Kobieta zasnęła, a on siedział obok i oglądał telewizję.
Skończyło się tragicznie
Po około 30 minutach pan R. chciał obudzić Dominikę, ale ona się nie ruszała. Oczy miała zamknięte. Mężczyzna uderzył ją otwartą ręką po twarzy – chciał ją w ten sposób ocucić, ale nie reagowała. Pan R. sprawdził puls na nadgarstku – nie wyczuł nic. Gdy stwierdził, że Dominika nie ma czynności życiowych, zadzwonił na numer alarmowy 112.

Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego .
Działamy i piszemy dla Ciebie. W czasie utrudnionego dostępu do punktu sprzedaży gazet pomóż nam przetrwać pandemię koronawirusa.
Jola Marciniak
fot. www.freepik.com
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze