Reklama

Za duża dawka narkotyku… Rodzice zmarłej Dominiki mają wiele pytań dotyczących śledztwa

17/02/2021 13:19

Na początku lipca 2020 roku tematem numer jeden w Sierpcu była śmierć Dominiki P. Na początku ludzie wiedzieli niewiele, właściwie tylko tyle, że zmarła, a w jej krwi wykryto spore ilości narkotyków. Potem dowiedzieli się, że jej ciało znaleziono w biurze żuromińskiego przedsiębiorcy. Domysłów i plotek było mnóstwo. W ciągu kolejnych dni ludzie dowiadywali się niewiele więcej, a rodzina miesiącami czeka na rozwiązanie sprawy. Nie wierzy, że to Dominika była winna swojej śmierci, tak jak na początku uznała policja.

Dominika mieszkała z synem w Sierpcu. Pracowała w Starostwie Powiatowym, była młodą, zaledwie 40-letnią kobietą, na nic nie chorowała, cieszyła się życiem. Wcześniej rozwiodła się z mężem, ale nie była samotna. Poznała przedsiębiorcę z Żuromina, spędzali razem sporo czasu. Można powiedzieć, że byli w związku, spotykali się półtora roku.
4 lipca pan R. przyjechał po Dominikę do domu i zabrał ją do siedziby swojej firmy. Już 5 lipca, o godz. 4.30 z polecenia dyżurnego do siedziby firmy udali się policjanci. Po przybyciu na miejsce, obecna (…) prokurator, dokonała oględzin miejsca zdarzenia i zabezpieczyła zwłoki do dyspozycji Prokuratury Rejonowej w Mławie. Zabezpieczono rejestrator monitoringu siedziby firmy. Na miejscu wykonano czynności procesowe, w postaci przesłuchania w charakterze świadka (…) właściciela firmy. (...) – czytamy w notatce służbowej.
Policjanci ustalili, że oboje przyjechali do firmy około godz. 20.00 i rozmawiali. W trakcie rozmowy denatka oświadczyła, że zażyła jakiś środek, i że go zaskoczy. Następnie zaczęła się trząść, po czym nastąpił zgon, co potwierdził lekarz przybyły na wezwanie pana R. Policjanci nie znaleźli tabletek ani opakowania, zabezpieczyli materiał chemiczny w postaci znalezionego pod sofą fioletowego proszku oraz materiał biologiczny w postaci brunatnych plam na kocu, płyny spożywane przez obie osoby i rzeczy osobiste denatki. Z polecenia prokurator została pobrana krew na zawartość alkoholu i środków odurzających obu osób. W chwili przybycia policji na miejsce zdarzenia pan R. miał wynik 0.00 mg/l. Potem policjant pojechał do domu denatki w celu potwierdzenia jej tożsamości. Przesłuchano członków rodziny. 

Jestem znajomym Dominiki…
Podczas przesłuchania pan R. powiedział. - Jestem znajomym Dominiki, znamy się od około 1,5 roku, w żadnym związku z nią nie byłem. W dniu wczorajszym zdzwoniliśmy się około 14.00 i umówiliśmy na wieczór. Dzwoniłem do niej z mojego telefonu (tu numery). Po Dominikę pojechałem do Sierpca około godz. 20.00. Odebrałem ją spod miejsca zamieszkania. Około godz. 20.30 byliśmy w Żurominie, w moim biurze. Posiadam w firmie monitoring, ale w momencie, kiedy zajechałem, od razu udałem się do komputera i odpiąłem wtyczkę z gniazdka, aby nic się nie nagrywało. Po drodze nic się nie wydarzyło, ona normalnie się zachowywała, przez całą drogę gadaliśmy. Jak weszliśmy do biura, to włączyłem telewizor i zaczęliśmy pić drinki. Do północy wypiliśmy po dwa drinki, alkoholu w nich było niewiele. 
Dalej pan R. opowiada, że około godz. 23 Dominika podeszła do swojej torebki i wyjęła z niej tabletki koloru brązowego, bez opakowania. Pan R. nie wiedział, czym są. Kobieta wytłumaczyła mu, że to na humor czy rozluźnienie. Zażyli po jednej tabletce i dalej pili alkohol. Po godzinie wzięli jeszcze po jednej tabletce i doszło między nimi do stosunku płciowego, po wcześniejszych zabawach – jak określił to pan R. Dominika poszła do toalety i długo z niej nie wracała, mężczyzna zatem poszedł po nią.
Dominika siedziała na podłodze, była bardzo pobudzona, śmiała się, była pełna energii. Pan R. pomógł jej wstać i zaprowadził do pokoju, w którym pili alkohol i zrobił trzeciego drinka. On wypił, ona nie, za to zachowywała się tak, jakby była w wyśmienitym humorze. Pan R. wyszedł na chwilę do pomieszczenia obok, a gdy wrócił, Dominika siedziała na podłodze. Pomógł jej wstać, potem położył ją na łóżku. Kobieta zasnęła, a on siedział obok i oglądał telewizję. 

Reklama

Skończyło się tragicznie
Po około 30 minutach pan R. chciał obudzić Dominikę, ale ona się nie ruszała. Oczy miała zamknięte. Mężczyzna uderzył ją otwartą ręką po twarzy – chciał ją w ten sposób ocucić, ale nie reagowała. Pan R. sprawdził puls na nadgarstku – nie wyczuł nic. Gdy stwierdził, że Dominika nie ma czynności życiowych, zadzwonił na numer alarmowy 112. 


Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego .
Działamy i piszemy dla Ciebie.  W czasie utrudnionego dostępu do punktu sprzedaży gazet pomóż nam przetrwać pandemię koronawirusa.

Reklama

Jola Marciniak
fot. www.freepik.com

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości