Jedna z mieszkanek Płocka znalazła w drzwiach do mieszkania kartkę z prośbą o podanie swojego numeru PESEL. Z tego, co przeczytała na kartce, z taką prośbą zwrócił się inkasent z zakładu energetycznego. Był też podany numer telefonu z prośbą, żeby dzwonić po godzinie 18.00. – Bardzo proszę o podanie numeru PESEL (aktualizacja umów) inkasent Zakład Energ. tel. 26... po 18.00 – taka była treść tajemniczej prośby. Na kartce było imię i nazwisko naszej czytelniczki. Ponieważ kartka tkwiła w drzwiach mieszkania, pewne było, że jej autor zna także adres. Posiadając do tego jeszcze numer PESEL, mógłby wyrobić sobie na przykład dokumenty czy wziąć kredyt w banku na nazwisko osoby, która nie zdawałaby sobie z tego sprawy. Gdy wybrała podany numer telefonu, zgłosił się mężczyzna podający się za inkasenta zakładu energetycznego. Tłumaczył, że ma do zaktualizowania około 300 umów i nie ma zamiaru „chodzić po nocy”. Bardzo się zdenerwował, gdy nasza czytelniczka wyraziła swoje wątpliwości i stwierdziła, że woli skontaktować się z biurem obsługi klienta zakładu energetycznego. O wyjaśnienia postanowiliśmy poprosić w płockim oddziale Koncernu Energetycznego Energa. – Na bieżąco prowadzona jest weryfikacja umów sprzedaży energii elektrycznej. Jednym z obowiązków inkasentów jest pozyskiwanie danych od klientów, z którymi podpisana umowa zawiera pewne nieścisłości, np. niezgodną wartość zabezpieczeń czy mocy przyłączeniowej – powiedziała Aldona Niedzielak, kierownik Wydziału Promocji. – W przedmiotowej sprawie inkasent, chcąc uniknąć fatygowania klienta do BOK, pozwolił sobie na swoiste odformalizowanie procesu pozyskania danych. W dobrej wierze poprosił o przekazanie danych bezpośrednio na swój numer telefonu komórkowego, żeby przy następnej wizycie móc przekazać poprawną umowę sprzedaży energii elektrycznej już do podpisu. Należy jednak mieć na względzie, że nasi inkasenci w większości są znani klientom, ponieważ stale (czasami od kilkunastu lat) obsługują ten sam teren. Z tego zapewne powodu inkasent dopuścił się nieprzewidzianego procedurą „uproszczenia” sposobu ustalenia danych do umowy, za co pragniemy naszego klienta serdecznie przeprosić. Zapewniamy, że współpracujących inkasentów uczulimy na tego typu przypadki. O historii z tajemniczą kartką opowiedzieliśmy też oficerowi prasowemu płockiej policji, który w pierwszej chwili oniemiał z wrażenia. – Albo jest to głupi dowcip, albo ktoś próbuje wyłudzić ważne dane osobowe. Trzecia możliwość jest taka, że inkasent nie zna ustawy o ochronie danych osobowych. Nikt nie może w takiej formie żądać od nas podania takich informacji jak numer PESEL. Takie rzeczy powinno się załatwiać w siedzibach firm lub instytucji, którym takie dane mogą być potrzebne. Jeżeli ktoś znajdzie w drzwiach mieszkania taką kartkę, przede wszystkim nie powinien przekazywać żadnych informacji pod wskazany numer. Warto też sprawdzić, czy dana firma lub instytucja zbiera wskazane dane i w jakim celu. Trzeba też popytać sąsiadów, czy dostali podobne kartki. Jeśli tak, warto o tym powiadomić policję – powiedział sierż. sztab. Mariusz Gierula. Płoccy policjanci na co dzień stykają się z różnymi formami oszustw. Przestępcy podają się za pracowników różnych instytucji i w ten sposób penetrują mieszkania, wyłudzają pieniądze, dokonają rozbojów lub włamań i kradzieży. – Gdyby w rejonie, gdzie takie kartki zostały zostawione, doszło do przestępstw, charakter pisma mógłby być ważnym dowodem pozwalającym na identyfikację sprawców – dodał Mariusz Gierula. Płocczan pozostaje jedynie uczulić, żeby w podobnych sytuacjach kontaktowali się z instytucjami, których pracownicy mogli prosić o podanie danych osobowych. Wszelkiego rodzaju aktualizacje takich informacji powinny się odbywać w biurach obsługi klienta, gdzie mamy pewność, że naszym rozmówcą jest kompetentny pracownik konkretnej firmy. Natomiast pogniecione kartki włożone w drzwi i podpisane przez rzekomych inkasentów powinny lądować w koszu na śmieci. (jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze