Reklama

Życie wróciło pod wały

18/04/2012 09:09
Pracujące na polach traktory, matki spacerujące z dziećmi, klienci w nowym sklepie, bociany wracające do gniazd, czyli normalne, spokojne życie na wsi. Do tego nowe elewacje domów, nowe drogi, wyremontowana szkoła. Tak jest teraz np. w Świniarch. Ale ten sielski obraz zostaje zburzony po rozmowie z mieszkańcami. Co prawda normalnie żyją, gospodarują, ale przyznają, że do dzisiaj śnią im się tragiczne wydarzenia sprzed dwóch lat, gdy wielka powódź wypędziła ich z domów.
23 maja 2010 r. – niedziela. Tego dnia Wisła przerwała wał przeciwpowodziowy w Świniarach (gm. Słubice). Szybko wdzierała się w głąb lądu. Zaczęła się tragedia mieszkańców wsi z gmin Słubice i Gąbin. Zalane zostały 22 miejscowości, większość w gminie Słubice. Ewakuowanych zostało ok. 2,5 tys. ludzi, pod wodą znalazły się tysiące hektarów, zalanych zostało setki domów. Pierwszych, podstawowych zasiłków dla powodzian w gminie Słubice wypłacono 606, a w Gąbinie 272. Ale te statystyki nie oddają indywidualnych ludzkich tragedii: straconego dachu nad głową, dobytku, strachu o własne życie i życie bliskich.
Dwa lata po tych dramatycznych wydarzeniach, jadąc drogą od Dobrzykowa w stronę Świniar, tuż przy wale można zobaczyć sporo nowych domów, uporządkowanych podwórek. W Świniarach pyszni się wyremontowana szkoła z boiskiem, jest nowy sklep, bo poprzedni zalała woda. Wszystko wygląda tak normalnie. A z drugiej strony nadal widać jeszcze niewykończone domy, albo dopiero ich fundamenty. Zdarza się, że na podwórkach można spotkać kontenery, w których mieszkali powodzianie.
Dom Marianny Włodarczyk ze Świniar stoi praktycznie tuż za wałem. W tym miejscu pani Marianna mieszka od blisko 50 lat. Powódź z 2010 r. była dla niej wyjątkowo tragicznym przeżyciem. Kilka tygodni przed nadejściem powodzi utonął mąż. W maju dwa lata temu jej dom został zalany. Remont trwa jeszcze do dziś. Woda dostała się też do budynków gospodarczych. Jak opowiada Marianna Włodarczyk, 40 sztuk zwierząt trzeba było ewakuować. Część z nich trafiła do znajomego aż pod Łowicz, a np. trzy konie w okolice Gąbina. Pani Marianna przez tydzień mieszkała na górnej kondygnacji domu. – Siedziałam przy świeczkach, przywozili mi jedzenie – opowiada. Wspomina, że jeszcze dwa miesiące po ustąpieniu wody nie miała prądu.
Dzisiaj krząta się po obejściu, dogląda zwierząt, remontu domu. Pytana o wydarzenia sprzed dwóch lat mówi, że cały czas ma je w pamięci. – Dzisiaj to boję się nawet chodzić w kierunku Wisły. Mam tę powódź przed oczami – mówi.
Podobne wspomnienia ma 61-letni Ryszard Wyżykowski. – Cały czas mam w pamięci wodę. Gdy tylko słyszę o tym, że Wisła się podnosi, to nie mogę spać – opowiada. W 2010 r. woda w miejscu, w którym stoi jego dom, sięgała ponad 1,7 m. – Miałem przed domem taką solidną, sporą szopę, którą trzy miesiące przed powodzią pokryłem blachą. Przyszła woda i ją zabrała. A jeszcze w piątek, przed przerwaniem wału, chodziliśmy po nim ze znajomymi i byłem pewien, że tu się nic nie stanie – mówi.
Jego dom i większość ziemi jest na terenie bezpośrednio sąsiadującym z przerwanym wałem. Do dzisiaj ponad 8 hektarów ziemi Ryszarda Wyżykowskiego jest zasypane przez piach naniesiony przez Wisłę. – Dla mnie przez te dwa lata niewiele się zmieniło. Cały czas jest tymczasowość – mówi. Wszystko rozbija się o wykup gruntów od rolników, których ziemia została zasypana przez piach. Ryszard Wyżykowski należy do tej grupy. Ale nie zgadza się na razie na sprzedaż gospodarstwa, bo uważa, że cena jest zbyt niska. – Są takie wyceny np. domu, z których wynika, że mieszkam w oborze – mówi.
Właśnie wyceny są największym problemem przy wykupowaniu działek zasypanych przez piach. Chodzi o blisko 70 hektarów ziemi w Świniarach i Wiączeminie Polskim. Nie wszyscy rolnicy zgadzają się na proponowane kwoty, które np. nie uwzględniają tego, co było na polach w trakcie zalania. Dotychczas zostało wykupionych sześć działek, od czterech właścicieli o powierzchni ponad 16 hektarów.
Ryszard Wyżykowski mówi, że dla niego najgorsza jest niepewność.
– Teraz wychodzi na to, że ja, stary chłop, muszę jeździć za granicę, żeby się utrzymać, bo ziemi nie mogę uprawiać – mówi.
O tym, że wykup gruntów to jedna z najtrudniejszych popowodziowych spraw, mówi też wójt gminy Słubice Józef Walewski. – Od momentu powodzi zostały wyremontowane gminne budynki. Wykonaliśmy remont 20–25 kilometrów dróg za 12 mln zł – mówi. Dodaje, że paradoksalnie takie inwestycje w gminne drogi byłyby niemożliwe, gdyby nie środki na usuwanie skutków powodzi. – Z naszym budżetem takie remonty trwałyby dużo dłużej. Ale oczywiście ludzkiego nieszczęścia nie można przeliczać na pieniądze. Powódź sprzed dwóch lat jest wspomnieniem, którego nigdy nie zapomnę. To zostanie na całe życie – mówi Józef Walewski.
Wójt gminy Słubice dodaje, że chociaż minęły dwa lata, to cały czas żyje ze świadomością zagrożenia powodzią. – Jeśli nie będzie pogłębiana Wisła, a przyjdą np. wiosenne roztopy i duże opady deszczu, sytuacja może się powtórzyć – twierdzi.
fot. i tekst Grzegorz Szkopek
g.szkopek@tp.com.pl
Czy po dwóch latach nadal powinno pomagać się powodzianom?
Większość płocczan twierdząco odpowiada na to pytanie. Ale zaznacza, że ta pomoc powinna mieć już trochę inny charakter niż bezpośrednie wspomaganie powodzian.

Justyna Sulkowska
– Myślę, że ta pomoc jest im potrzebna, chociaż minęły dwa lata. Ci ludzie przecież stracili bardzo dużo. Moim zdaniem oprócz tego powinno się też zadbać o ich bezpieczeństwo, czyli pracować nad tym, żeby nie było już takiej powodzi.

Marcin Gójski
– Jak najbardziej powinno się nadal pamiętać o tych ludziach i im pomagać. Może to już powinna być trochę inna pomoc niż bezpośrednie dawanie pieniędzy, ale nie możemy o nich zapominać. Powinno się też zadbać o infrastrukturę przeciwpowodziową.

Joanna Osiecka
– Moim zdaniem pomoc osobom, które zostały dotknięte przez powódź, powinna być kontynuowana. Myślę, że teraz ta pomoc powinna być bardziej ukierunkowana w stronę poprawy bezpieczeństwa na tych terenach. Tak, aby ta tragedia już się nie powtórzyła.

Krzysztof Sebastianowicz
– Myślę, że ta pomoc nie musi już być taka bezpośrednia, dla konkretnych osób. Bardziej powinno się skupić na sprawach związanych np. z pogłębianiem Wisły czy podnoszeniem wałów. Powinny być to działania, które nie dopuszczą do takich zdarzeń jak dwa lata temu.

Mirosława Sobiecka
– Moim zdaniem po dwóch latach od powodzi mieszkańcy zalanych terenów powinni już w dużym stopniu radzić sobie sami. Inna kwestia przypilnowanie, żeby ci ludzie więcej nie przeżyli takiej tragedii. O to powinno się zadbać.     (gsz)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości