Rozmowa z Michałem Umińskim – podróżnikiem, regionalistą, odkrywcą. Michał jest współzałożycielem płockiego, opiniotwórczego stowarzyszenia historycznego TRADYTOR. Od ponad dwóch dekad zajmuje się zbieraniem i (często na nowo) odkrywaniem lokalnej historii. I tak jest także w tym przypadku.
Miło mi, po raz kolejny, rozmawiać z tobą o lokalnej historii. Przypomnij proszę, czym się zajmujesz i jakie są dokonania – zarówno Twoje, jak i Twoich kolegów ze stowarzyszenia TRADYTOR.
Cieszę się, że dane mi jest po raz kolejny, twoim piórem opowiedzieć czytelnikom „Tygodnika Płockiego” o naszej lokalnej historii. Tak jak wspomniałaś, jestem członkiem TRADYTORA. Blisko 17 lat temu wraz z kolegami założyliśmy stowarzyszenie historyczne. Zajmujemy się odkrywaniem zapomnianych historii, ratowaniem i odnawianiem miejsc pamięci narodowych, w szczególności odnawianiem grobów naszych bohaterów. W ciągu naszej działalności udało się nam odkryć dwie mogiły żołnierskie. Wraz z saperami wydobyliśmy zdeponowaną broń z drugiej wojny światowej. Jeden z naszych członków odnalazł na płockiej nekropoli i dotychczas nikomu nieznany herb. Odnowiliśmy wiele miejsc pamięci narodowej. Nasi członkowie napisali kilkanaście książek o regionie, odbyliśmy wiele prelekcji i wykładów. Napisaliśmy dziesiątki artykułów. Byliśmy pomysłodawcami oraz przez wiele lat organizatorami rajdu historycznego miejscami pamięci narodowej ,,Brwileńska Ostoja”. Jesteśmy w trakcie przygotowań do kolejnej inicjatywy turystycznej, promującej lokalne dziedzictwo. Trochę tych dokonań jest. Oczywiście nie byłoby tego, gdyby nie wsparcie wielu urzędów. Współpracujemy z władzami samorządowymi, Muzeum Mazowieckim, Brudzeńskim Parkiem Krajobrazowym, Nadleśnictwem Płock oraz Ochotniczymi Strażami Pożarnymi.
Czym zajmujecie się tym razem?
Aktualnie pracujemy nad upamiętnieniem wspaniałego człowieka, lokalnego bohatera, o którym – mówiąc ze smutkiem – historia zapomniała. Mowa o Wiktorze Kaźmierowiczu. Postanowiłem przywrócić pamięć o nim, a zarazem opowiedzieć lokalnej społeczności o jego dokonaniach oraz wydarzeniach z II wojny światowej. Pan Wiktor urodził się w 1922 r. w Płocku. W czasie wojny, w wieku 21 lat przystąpił do ruchu oporu, został żołnierzem Armii Krajowej, przyjmując pseudonim „Okoń”. Miałem okazję blisko poznać pana Wiktora i wiem, jakiego wielkiego formatu był człowiekiem.
Opowiedz proszę, jak poznałeś naszego bohatera.
Pana Wiktora poznałem dzięki uprzejmości mojego kolegi, Marcina Piotrowskiego, który jest jego stryjecznym wnukiem. Zaprosił mnie do swojego rodzinnego domu (nazywanego przez wszystkich młynem w Janoszycach) i przedstawił nas sobie. Nasz bohater zbliżał się wtedy do dziewięćdziesiątki. To był wyjątkowy człowiek, imponował zarówno wyglądem, jak i pamięcią. Nasze pierwsze spotkanie trwało blisko dwie godziny. Potem były następne. Za każdym razem, kiedy pan Wiktor był u swoich bliskich w Janoszycach (na co dzień mieszkał w Warszawie), wracałem od niego z ogromną wiedzą i podziwem. Jego skromność, a zarazem niebywała inteligencja wzbudzały ogromny podziw i szacunek. To był człowiek wielkiej klasy. Poza tym pamiętajmy, że wieku 21 lat został żołnierzem podziemia. Mało kto w takim wieku potrafił być tak odważny podczas wojny i narażać swoje życie dla Ojczyzny.

A mógłbyś zdradzić więcej szczegółów na temat wojennej karty pana Wiktora?
Pan Wiktor był żołnierzem Armii Krajowej. W młynie, w którym urodził się i mieszkał, od grudnia 1943 r. do czerwca 1944 r. ukrywał się Ludwik Kamiński ps. ,,Wyrwa” – szef Referatu II Wywiad i Kontrwywiad w Inspektoracie Płocko-Sierpeckim AK. To przed nim, w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 1943 r., Wiktor Kaźmierowicz złożył przysięgę żołnierza Armii Krajowej. W ,,Opowieściach rodzinnych” wspominał: ,,Pamiętny jest dla mnie moment, gdy w półmroku młyńskiej izby, oświetlonej pełgającym płomieniem świecy, stojąc z ręką położoną nad podanym mi przez Ludka krzyżyku składałem przysięgę”.
Po zaprzysiężeniu stał się łącznikiem pomiędzy „Wyrwą”, a członkami pozostałych referatów Inspektoratu Płocko-Sierpeckiego AK, następnie uczestniczył w budowie schronu w lesie brwileńskim, w którym później ukrywali się szefowie kontrwywiadu. W II połowie 1944 r. przekazywał informacje o ruchach cofających się wojsk niemieckich na terenie gminy Brudzeń Duży. Nocami przenosił broń i granaty. Wielokrotnie narażał dla Ojczyzny życie, zarówno swoje, jak i swojej rodziny. Był niezwykle odważnym człowiekiem. Wspominając czasy okupacji opowiadał mi, że bywały chwile, w których przekonany był, że straci życie lub zostanie zdekonspirowany i aresztowany. Patrząc na dzisiejszych młodych ludzi, śmiem wątpić, czy zdolni byliby do takiego heroizmu i poświęcenia. Jego życie, można by rzec, to gotowy scenariusz filmowy.
Faktycznie, jak na dwudziestoparolatka to imponujące zachowanie.
A to jeszcze nie wszystko. Od stycznia 1945 r., zgodnie z zaleceniami dowództwa AK wraz z innymi członkami podziemia, m.in. z Taduszem Przybylskim z Turzy (żołnierz AK, aresztowany w 1948 r., następnie torturowany i zamordowany w 1951 r.; miejsce pochówku nieznane), zajmował się zbieraniem, konserwowaniem i ukrywaniem broni na terenie gminy Brudzeń Duży. Pan Wiktor wspominał te chwile w następujący sposób: ,,Broń była dokładnie czyszczona, grubo smarowana towotem, zawijana w szmaty i układana w skrzyniach. (...). Przez nasze ręce przeszło wiele pięknych egzemplarzy broni, m.in. ręczne karabiny maszynowe typu MG-34 i fantastyczne niemieckie Schmeisery MP-43 i MP-40, STG 44, niezawodne radzieckie Pepesze oraz karabiny maszynowe Diegtiariowa z dyskowymi magazynkami. Zbieraliśmy również granaty zaczepne trzonkowe oraz obronne jajowate, z nacinaną skorupą”. W 2013 r. zdeponowany arsenał został wydobyty oraz zabezpieczony przez saperów z Nowego Dworu Mazowieckiego. Całą akcję relacjonowała jedna z największych stacji telewizyjnych.
A skąd pomysł na upamiętnienie pana Wiktora?
Wiele lat temu nagrałem w trzech częściach wspomnienia wojenne pana Wiktora, które można obejrzeć na moim kanale YT (Tradytor). Sporządziłem wiele notatek z jego wspomnieniami. Niestety, w 2018 roku, w wieku 96 lat pan Wiktor Kaźmierowicz zmarł. Mimo że na co dzień mieszkał w Warszawie, jego ostatnią wolą było, aby spocząć w swojej rodzinnej gminie, na cmentarzu parafialnym w Bądkowie Kościelnym. Za każdym razem, kiedy byłem na jego grobie, miałem pewien niedosyt. Wiedziałem, że muszę coś zrobić. Wielokrotnie irytowało mnie, jak na piedestał wynosi się postacie, które, w mojej ocenie, nie do końca na to zasługują, a prawdziwi bohaterowie pozostają w cieniu, tak jak to było w przypadku pana Wiktora. Nie ukrywam, że na moją decyzje wypłynęło również wsparcie, jakie otrzymałem od wójta gminy Brudzeń Duży Michała Twardego, z którym szybko znaleźliśmy wspólny język. Od słów do czynów była tylko chwila. Wspólnie z Urzędem Gminy przygotowaliśmy dużą tablice informacyjną z biogramem pana Wiktora oraz opisem walk o wyzwolenie Brudzenia Dużego. Całość sfinansowała gmina z własnych środków.
Ponadto 10 maja wspólnie przygotowaliśmy uroczystość odsłonięcia tablicy i nadania jego imienia mostowi. To było ważne wydarzenie. Wiele osób zaangażowało się w organizacje tej imprezy. Strażacy z OSP w Parzeniu przygotowali Apel Poległych. Podczas uroczystości instruktorzy firmy ORLEN Ochrona zaprezentowali swój sprzęt bojowy. KGW z Brudzenia Małego przygotowało poczęstunek. Bardzo duże zaangażowanie było również po stronie pracowników gminy. Na słowa ogromnego uznania zasługuje również rodzina państwa Piotrowskich. Jestem im wdzięczny nie tylko za poznanie mnie z panem Wiktorem, ale również za ogromną pomoc, jakiej mi udzielili przy okazji tej inicjatywy. Na każdym etapie realizacji wydarzenia wspierali mnie i pomagali – zarówno w sposób wymierny, udostępniając swój teren, jak i merytorycznie – opracowując i przekazując mi wiele materiałów.
Wspomniałeś również o walkach w tym miejscu...
Dokładnie tak. Mało osób ma świadomość, że w miejscu, o którym mówię, trwały jedne z najbardziej zaciekłych walk w okolicy. Pan Wiktor przedstawiał mi to następujący sposób: „Zrozumieliśmy, że niespodziewanie znaleźliśmy się w samym polu bitewnym. Schowaliśmy się całą rodziną w spichlerzu. Tymczasem nad nami trwało piekło. Nasze gospodarstwo i młyn leżało w głębokiej kotlinie. Na wzgórzu nad nami rozłożyli się sowieccy żołnierze i ogniem karabinów maszynowych ostrzeliwali skrzyżowanie w Brudzeniu, którym wycofywały się oddziały niemieckie i cywile. Artyleria sowiecka zajęła pozycje przy pobliskim majątku w Janoszycach, natomiast niemieckie działa znajdowały się na skrzyżowaniu w Brudzeniu. Ten pojedynek artyleryjski odbywał się nad naszymi głowami. Po pewnym czasie dostrzegłem wbiegających na podwórze uzbrojonych żołnierzy. Jeden żołnierz poprosił mnie o papierosa. Później, gdy bój ustał, natknąłem się na tego samego żołnierza. Leżał zastrzelony na drodze wiodącej od młyna do mostu. Do warg miał jeszcze przylepiony, niedopalony papieros, którym go poczęstowałem”. Na koniec dodał: „Jakże jest kruche nasze ziemskie życie!”.
Ta historia mocno na mnie wpłynęła. Za każdym razem, kiedy przejeżdżam w tym miejscu, wracam wspomnieniami właśnie do tego żołnierza z niedopalonym papierosem. Widząc młodych ludzi stojących na moście i śmiejących się radośnie, myślę o tym, jak beztroskie teraz mamy życie.
Gdzie można zobaczyć i przeczytać wspomnianą przez ciebie tablicę z historią Wiktora Kaźmierowicza?
Tablica znajduje się w ukochanym przez pana Wiktora miejscu, nad rzeką Skrwą przy moście w Brudzeniu Dużym. Rodzina państwa Piotrowskich udostępniła swój teren. Wójt zadeklarował, że przy tablicy zostanie ustawiony stół wraz ławkami do wypoczynku. Intencją było to, aby zarówno miejsce, jak i historia przyciągały nie tylko mieszkańców, ale i turystów.
Można tylko pogratulować, zarówno zapału, jak i skuteczności. Kończąc naszą rozmowę, zapytam, jakie są twoje kolejne plany?
Planów mam sporo. W najbliższym czasie chcemy przygotować pierwszy gminny rajd turystyczny dla młodzieży oraz mieszkańców. Nawiązałem też współpracę z Gminą Biblioteką w Brudzeniu Dużym. Z jej dyrektorem mamy kilka pomysłów na promocję przepięknej krainy, jaką jest Mazowiecka Szwajcaria. Z wójtem rozmawiamy nad pomysłem pewnego festiwalu filmowego, jednak na dzień dzisiejszy nie chciałbym jeszcze tego zdradzać. Pomysłów jest wiele. Jeśli tylko sił i czasu starczy, to damy radę.
Dziękuję za rozmowę.
Ja również. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników „Tygodnika Płockiego”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze