Reklama

Życie nie kończy się po wypadku

22/08/2012 09:26
Kamil Bukrym i Monika Mysielska
Poznali się przed trzema laty, na wiejskiej zabawie. – Kamil znał moją przyjaciółkę Milenę, która nas ze sobą poznała – wspomina Monika Mysielska. – To była miłość od pierwszego wejrzenia, taka do końca życia, której nie potrafią zniszczyć żadne przeciwności losu.
Zanim Kamil spotkał Monikę, skończył Technikum Samochodowe w Płocku i rozpoczął studia na Akademii Obrony Narodowej. Pracował w Nowym Dworze Mazowieckim, codziennie dojeżdżał do pracy. Trochę trenował piłkę nożną, ot tak, dla przyjemności. Od pierwszego wejrzenia zakochał się w Monice. 9 października 2010 roku postanowili się zaręczyć i ustalali plany na wspólne życie. 31 października Kamil miał wypadek samochodowy, od tego momentu jeździ na wózku inwalidzkim.
Tego feralnego dnia jechał z bratem i kolegą do domu Moniki. Dziewczyna czekała na narzeczonego, nerwowo patrząc na zegarek, bo długo go nie było. W pewnej chwili ktoś przyniósł straszą wiadomość: w okolicy Słupii Kamil dachował samochodem, prawdopodobnie auto go przygniotło, jest z nim bardzo źle, został odwieziony do szpitala na Winiarach. – Wypadek miał miejsce 6 km od domu, a ja znalazłam się przy samochodzie po 5 minutach. Nie wiem, jak dotarłam na miejsce, na dodatek biegłam w głębokich ciemnościach. Powinnam się martwić o brata, ale mogłam tylko myśleć o Kamilu. Byłam w szoku – mówi Monika.
– Nie pamiętam wypadku, prawdopodobnie wypadłem z samochodu, a potem auto mnie przygniotło, miażdżąc mi nogi – opowiada Kamil. – Od razu zostałem przewieziony do szpitala w Bydgoszczy, podobno mój uraz był tak skomplikowany, że w Płocku nie można było mnie operować. Sama operacja trwała 12 godzin, ale ja od razu, jak tylko się zorientowałem, co się stało, wiedziałem, że już nigdy nie będę chodził. Nie miałem czucia od pasa w dół.
I tak się stało, Kamil nie chodzi, jeździ na wózku. Ma osiem śrub w kręgosłupie. Na pytanie, czy czekają go kolejne operacje, czy ma szansę na poprawę zdrowia odpowiada spokojnie, że nie. Profesor, który operował jednoznacznie stwierdził, że nie ma co męczyć niepotrzebnie Kamila, bo lepiej nie będzie.
Pierwsze dni po wypadku były koszmarem. Monika żyła jakby w innym świecie. Gdy Kamila przywieźli do szpitala w Płocku, ona też się tu przeprowadziła, by codziennie odwiedzać narzeczonego, podtrzymywać go na duchu, choć jej także potrzebna była pomoc.
Rehabilitacja trwała rok, wraz z Kamilem coraz lepiej czuła się Monika. – Zastanawiałam się, jaka czeka nas przyszłość, czy podołam, czy wspólnie damy sobie radę – wspomina. – Przecież życie nam się całkowicie zmieniło. Nie wiedzieliśmy, jak będzie wyglądać nasza wspólna przyszłość. Dziś wiem, czy na wózku, czy na nogach, będziemy razem.
Monika siedem miesięcy woziła Kamila na rehabilitację, nikt inny tego nie mógł zrobić, mogli liczyć tylko na siebie. Teraz wszystko już poukładali. Ona pracuje, co prawda zarabia niewiele, on ma rentę, także niedużą, ale to wystarczyło, by wynajęli mieszkanie. Jak sami mówią, jest w porządku, od nikogo nie są uzależnieni, nikt im się nie wtrąca do życia. Początkowo Monika tęskniła do rodziny, zresztą mama i siostra bardzo jej pomogły w wychodzeniu z traumy po wypadku. Teraz już jest dobrze, dopasowali się do siebie, nawet jak wyniknie kłótnia, to na krótko. Wiedzą, jak kruche jest życie i że nie warto poświęcać czasu na spory.
Kamil nie chodzi, ale to nie znaczy, że siedzi w domu i ogląda świat zza firanek. – Już podczas rehabilitacji w przychodni na Tysiąclecia jedna z pielęgniarek opowiedziała mi o Stowarzyszeniu „Integracyjny Klub Tenisa” – mówi.
– Obiecała, że mnie tam zawiezie, żebym zobaczył jak to wygląda i zawiozła. Poznałem Stefana Dobaczewskiego i Piotrka Zalewskiego i oni mi pokazali, jak być samodzielnym. Nauczyli podjeżdżać pod krawężniki, poruszać się po domu, wykonywać różne czynności, co zrobić po wywrotce. Na dodatek zachęcili mnie do uprawiania tenisa ziemnego. Na początku nie sądziłem, że coś może z tego wyjść. Teraz fachowcy mówią, że za dwa, trzy lata mogę się znaleźć w szesnastce najlepszych polskich zawodników. Okazało się, że można zupełnie zapomnieć, że się nie chodzi, tylko jeździ na wózku. Wcześniej gdy wychodziłem z domu, to myślałem, że wszyscy patrzą tylko na mnie. Teraz nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Zyskałem wspaniałych kolegów. Jeżdżę na turnieje, spotkania integracyjne, a nawet uczę się tańczyć. Monika ze śmiechem dodaje: – Ja też się uczę, na razie tańczę z kolegami Kamila, ale myślę, że wkrótce zatańczymy razem.
Gdyby nie Stowarzyszenie, to pewnie ich życie wyglądałoby zupełnie inaczej. – Pewnie musiałbym zrezygnować ze wszystkich swoich wcześniejszych planów, może i wybudowalibyśmy podjazd, żebym mógł wychodzić z domu, ale pewnie nie byłbym tak samodzielny jak teraz – tłumaczy. – A tak mamy z Moniką wspólne plany.
Na pytanie, czy w tych planach jest ślub, Monika odpowiada. – Ja, pewnie jak każda dziewczyna, marzę, że to nastąpi. Ale na razie się jeszcze nie dorobiliśmy. Jeśli już wyznaczymy datę, to nie będzie to huczne weselisko, tylko małe przyjęcie dla najbliższych. A za pieniądze, które nasi rodzice chcieliby przeznaczyć na tę uroczystość, lepiej kupić coś do domu. Brakuje nam wielu sprzętów.
Oboje są młodzi, planują małżeństwo, pewnie myślą też o dzieciach. – Na razie nie ma się co stresować – mówi Monika. – Lekarze zapewniają, że za jakieś dwa lata trzeba będzie zrobić badania i wtedy okaże się, czy będziemy mogli mieć dzieci, czy nie. Na dziś to nie jest dla nas problemem.
Teraz mają inne sprawy na głowie. Kamil właśnie złożył dokumenty, chce wrócić na studia, przydałoby się też znaleźć pracę. Renta socjalna, którą otrzymuje, nie gwarantuje utrzymania rodziny. Monika też zarabia niewiele, nie mają z czego odłożyć pieniędzy. Najważniejsze jednak, że są razem, uczą się wspólnego życia oraz rozwiązywania problemów.
Jola Marciniak

Fot. J. Marciniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości