Reklama

Zup(ełnie) kurpiowska

28/02/2012 08:48
Mieszkańcy Puszczy Białej i Puszczy Zielonej to Kurpie. Określenie to ma charakter przezwiskowy i wywodzi się od łapci (kurpi), które dawniej lud ten wyplatał z łyka brzozy, ewentualnie wierzby bądź jesionu. Sami Kurpie nazywali się Puszczakami. Zaludnili oni wspomniane lasy po najeździe szwedzkim (1655–1656), szukając tam schronienia przed zawieruchą wojenną. W głównej mierze byli to mieszkańcy Mazowsza, chłopi i uboga szlachta. Ziemie te, zasobne w mięso, skóry, miód, wosk i bursztyny kopalne (bursztynowe naszyjniki są częścią stroju Kurpianki), stanowiły własność książąt mazowieckich (choć w późniejszym czasie Puszcza Biała przeszła w posiadanie biskupów płockich). Za czasów, gdy Kurpiami żywo interesowali się etnografowie (koniec XIX wieku), mężczyźni z tego rejonu Polski powszechnie palili tytoń i zażywali tabaki. Podobno prawdziwy Kurp nigdy nie rozstawał się z fajką, do tego stopnia, że nawet wkładano mu ją do trumny. A teraz, gdy na co dzień uświadamiani jesteśmy, co jest zdrowe, co należy robić, a czego się wystrzegać, Kurpie nie palą już „faji za fają”. Zapewne w zamian realizują programy samorozwoju i zdrowego stylu życia, stąd może jedzą takie zdrowe, a i smaczne, zupki.

Zupa kurpiowska

Skład:

1 l wywaru mięsno- warzywnego;
główka małej kapusty;
cebula;
marchew;
2 łyżki przecieru pomidorowego;
2 łyżki smalcu;
łyżka maki;
sól, pieprz.

Wykonanie:
Kapustę szatkujemy, solimy i zalewamy wywarem. Gotujemy ją do momentu, aż będzie miękka. Obraną marchew ucieramy na tarce o dużych oczkach i przesmażamy na smalcu wraz z drobno posiekaną cebulą. Następnie dodajemy to do zupy razem z przecierem. Z łyżki smalcu i mąki sporządzamy zasmażkę, którą rozprowadzamy odrobiną wywaru. Wlewamy ją do zupy i jeszcze chwilę gotujemy. Całość doprawiamy solą i pieprzem.

Zupa – słowo to jest zrozumiałe dla wielu Europejczyków. Po niemiecku brzmi ono Suppe, po angielsku soup, a po włosku zuppa. Wynika to z tego, że wszystkie one pochodzą od jednego frankońskiego słowa suppa, które oznacza po prostu moczenie. I faktycznie słowo to oddaje istotę tego dania, które powstało z gotowania w wodzie tego, co do niczego innego już się nie nadawało. Niemniej gotowanie pozwalało jeszcze wyciągnąć z tego „czegoś” nieco kalorii i smaku. Stąd w dość tani sposób można było uzyskać krzepiącą strawę. Wykorzystywali ten fakt już w średniowieczu dobrzy królowie, serwując nędzarzom „zupę ubogich”. A i współcześnie doceniono walory zupy, gdyż chyba każdy jeszcze pamięta słynne zupy wydawane przez śp. Jacka Kuronia, tzw. „kuroniówki” (później określenie to przylgnęło do zasiłku dla bezrobotnych). Tudzież, rozdawane przez Armię Zbawienia (odłam kościoła protestanckiego), znane w przestrzeni międzynarodowej, zupy „miłosierdzia”. Mimo że danie to często było i jest wykorzystywane do taniego wypełnienia pustego brzucha, nie umniejsza to jego zdrowotności. Ponieważ podczas przygotowywania zupy uwalnia się sporo cennych składników (niektóre witaminy i białka), które rozpuszczone w wodzie łatwo są wchłaniane przez nasz układ pokarmowy. Nie dotyczy to jednak zupek w proszku, które jedynie rozgrzewają, ale czasami i to wystarcza.
Tekst i stylizacja Izabela Chudzyńska
fot. Piotr Chudzyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości