Reklama

Znikająca kolejka...

26/06/2013 08:00
Nie ma takiego miasta w Polsce, a pewnie i w Europie, w którym nie ma kolejki do mieszkań komunalnych. Żadna gmina w kraju nie jest w stanie zaspokoić potrzeb mieszkaniowych wszystkich ludzi, którzy są w trudnej sytuacji życiowej i których nie stać na wynajem ani kupno lokalu. Do końca ubiegłego roku na liście oczekujących w Urzędzie Miasta Płocka było 3598 wniosków. Tyle rodzin starało się o przydział mieszkania: kwaterunkowego, socjalnego z niedostatku lub z wyroku, do remontu na koszt własny lub zamiennego z tytułu wyłączenia budynku z użytkowania. Niezadowoleni z polityki miasta mieszkańcy wyczekiwali w kolejce do urzędników, odwiedzali redakcję, przekonując, że to im dach nad głową należy się w pierwszej kolejności. Na dowód pokazywali zwykle nieaktualizowany przez lata wniosek i narzekali na nieudolność tych, którzy powinni wyznaczyć im przydział.


Przed rokiem Rada Miasta, po burzliwych obradach, przegłosowała regulamin przyznawania punktów decydujących o kolejności umieszczenia na liście osób uprawnionych do przydziału lokali i na dziś liczba oczekujących rodzin zmalała do 486. Zajmują one miejsca na dwóch listach: mieszkań kwaterunkowych i socjalnych. Jeśli przyjmiemy, że w najlepszym wypadku rocznie przydział może uzyskać nawet około 100 rodzin, to istnieje prawdopodobieństwo, że za 5, może 6 lat problem mieszkań komunalnych w Płocku przestanie istnieć.
Listy z 3598 wnioskami przez lata nie były weryfikowane. W ubiegłym roku, po wejściu w życie uchwały Rady Miasta w sprawie zasad wynajmowania lokali wchodzących w skład mieszkaniowego zasobu miasta, okazało się, że po pierwszej weryfikacji lista zmalała do około 2000 rodzin (bez tych przypadków, w których Urząd ma obowiązek zapewnić lokal). Do wszystkich oczekujących zostały wysłane zawiadomienia z informacją o nowych zasadach.
Na pisma odpowiedziało mniej niż 1000 osób starających się o lokal komunalny. W wielu wypadkach poczta zwróciła koperty z adnotacją, że adresat jest nieznany, a pozostali pewnie przestali być zainteresowani staraniem o mieszkanie z zasobów miejskich.
Z 950 zaktualizowanych wniosków 464 zostały odrzucone z powodu zbyt wysokich dochodów rodzin. Zgodnie z regulaminem, dochód na członka rodziny obliczany był według zaświadczeń z Urzędu Skarbowego, a nie oświadczeń wnioskodawców. W ten sposób na liście oczekujących na mieszkania w 2013 roku pozostało „tylko” 486 rodzin. Teraz są tylko dwie listy: oczekujących na mieszkania kwaterunkowe i na lokale socjalne. – Nigdy wcześniej nie było takiej weryfikacji wniosków – tłumaczy Joanna Lewandowska, koordynator zespołu rozdysponowania nieruchomościami Urzędu Miasta. – Zgodnie z uchwałą taka weryfikacja będzie się odbywać co roku. Do końca września oczekujący mają obowiązek złożyć dokumenty, by znaleźć się na liście na rok 2014.
Do tej pory jednym z elementów przetargowych w walce o mieszkanie komunalne był czas oczekiwania na lokal. Jak się okazało, na listach były nawet osoby, które złożyły wnioski w latach 90., ale potem przestały się interesować otrzymaniem mieszkania od miasta. Teraz czas oczekiwania jest zaledwie jednym z kryterium przyznawania lokali. Jeśli ktoś złożył wniosek 7 lub więcej lat temu, może otrzymać nawet trzy punkty, tyle samo, co za wychowywanie w rodzinie trójki lub więcej dzieci do lat 18.
Kto ma największe szanse, by otrzymać przydział lokalu w pierwszej kolejności? Najwięcej, bo 15 pkt. punktów przyznawanych jest wnioskodawcy, który udokumentuje bezdomność przez okres dłuższy niż 3 lata i wychowuje dzieci. Również 15 pkt. należy się wychowankowi placówki opiekuńczo-wychowawczej, jeśli złoży wniosek nie później niż rok po opuszczeniu ośrodka. 14 pkt. otrzymuje osoba niepełnosprawna w stopniu znacznym.
Lista weryfikowana jest na podstawie punktów, ale trzeba wiedzieć, że są także punkty ujemne. Nawet –10 pkt. można otrzymać za bierność i odmowę podpisania najmu po wskazaniu przez Urząd trzech różnych lokali w ciągu 10 lat. Za brak aktualizacji wniosku osobie starającej się o lokal odjęte zostaje 5 pkt. Jak to działa w praktyce? – Teraz mamy jedną listę oczekujących na mieszkanie miejskie – tłumaczy J. Lewandowska. – Jeśli dysponujemy lokalem 1-pokojowym, to przydział dostanie pierwsza z listy osoba samotna. Może ona być nawet na 100. miejscu na liście, ale propozycję dostaje jako pierwsza.
Przydziały na lokale socjalne są różne. Mogą one być jedynie przedłużeniem umowy na takie mieszkania dla osób, których sytuacja życiowa się nie poprawiła i które nadal mogą mieszkać, płacąc minimalny czynsz. Przydziały otrzymują także dzieci lub wnukowie po śmierci głównych lokatorów, ale po weryfikacji dochodu. Do tego dodać trzeba przydziały z listy oczekujących; rocznie jest to około 80 nowych umów.

Uchwała weszła w życie w 2013 roku i trudno powiedzieć, czy się sprawdzi. Najważniejsze jest to, że lista oczekujących zrobiła się znacznie krótsza, są na niej osoby po weryfikacji, które naprawdę potrzebują dachu nad głową, a stracili miejsce ci, których dochody się zwiększyły. Nie wszyscy chcą pamiętać o tym, że lokal komunalny jest dla osób najbiedniejszych, które nie potrafią sobie w inny sposób poradzić w dzisiejszej rzeczywistości. Nowe zasady znacznie „odchudziły” listę oczekujących. – Kiedyś była magiczna liczba około 4 tys. wniosków i przez lata niemal nic się nie zmieniało – dodaje Joanna Lewandowska. – Teraz jest znacznie większe prawdopodobieństwo, że przydział na mieszkanie otrzyma ta osoba, której lokal należy się najbardziej.
Bez względu na to, czy lokator ma mieszkanie kwaterunkowe, czy socjalne, musi on płacić czynsz. Oczywiście opłata jest zróżnicowana: wyższa w budynkach nowych, a najniższa w socjalnych.
Kilka dni temu miasto obiegła wiadomość, że w nowo oddanym budynku komunalnym przy ul. Jasnej nie było chętnych na lokale. Powodem był zbyt wysoki czynsz. Rzeczywiście nie jest on mały: za lokal na parterze z tarasem trzeba zapłacić 8,33 zł za m kw., za I, II piętro i poddasze – od 7,19 do 7,95 zł. Jak się okazało, niektóre osoby, którym proponowano lokale, rezygnowały, bo uznały, że nie będzie ich stać na opłacenie zobowiązań. Takie rezygnacje nie będą miały wpływu na otrzymanie kolejnych propozycji. Lokale zaproponowano następnym osobom z listy i na pewno nie będą stały puste. W mieście są także lokale, choćby na ul. Popłacińskiej, Żyznej czy Otolińskiej (na której mieszkają ludzie żyjący tylko z zasiłków), gdzie czynsze są minimalne.
Mieszkań komunalnych w mieście przybywa zbyt wolno, a dość szybko część z nich jest wyłączona z użytkowania. Zdaniem oczekujących na mieszkanie, w mieście jest dużo lokali, których najemcy wyjechali za granicę, czy dziedziczonych przez bogate dzieci i wnuki po osobach, które zmarły, i pozostają one niezamieszkane.
Niestety, większość z takich spraw jest nie do rozwiązania. Jedynie w wypadku udowodnionego podnajmowania lokalu Urząd może reagować i rozwiązać umowę. Nie ma on takiej możliwości w sytuacji, gdy najemca wyjechał za granicę, ale płaci regularnie zobowiązania i zostawił oświadczenie, że zamierza wrócić do Polski.
Niestety nie ma takiej możliwości, by zweryfikować osoby, które odziedziczyły mieszkania po rodzicach lub dziadkach. Wiele osób zgłasza, że najemca pracuje w jednej z największych płockich firm, zarabia sporo powyżej średniej krajowej, a mieszka w zasobach komunalnych. Niestety, do uregulowania tego problemu potrzebne są zmiany ustawowe, a na te trzeba będzie jeszcze poczekać.

Jola Marciniak
Czy w mieście powinny być budowane mieszkania komunalne?
Krzysztof Szymański
Zdecydowanie tak, gdyż potrzeby są ogromne, a mieszkań stale za mało. Doskonale wiem, że nie wszyscy, którzy mieszkają w takich zasobach, powinni mieć umowy z miastem, ale pewnie w niektórych sprawach nic się nie da poradzić. Moim zdaniem powinny być jasne zasady przydziału takich mieszkań – takie, żeby nikt nie miał wątpliwości co do słuszności decyzji. Skoro specjalna komisja przyznaje mieszkanie, to na pewno chodzi o osobę, której się to należy.

Agata Bogiel
Na takie tematy nawet nie powinno się dyskutować. Wśród nas są przecież ludzie niezaradni życiowo, chorzy, bez pracy, niepełnosprawni, którym przydarzyły się losowe wypadki i im trzeba pomóc, przynajmniej do czasu, kiedy sami staną na nogi. Ale znam i takie sprawy, gdzie rodziny od pokoleń nie pracują, a tylko wymagają, bo uważają, że im takie przywileje jak mieszkanie się należą. To bardzo trudna sprawa i nie chciałabym być na miejscu osób, które o tym decydują, bo rzadko słyszą słowo „dziękuję”, za to często są pomawiane o niesprawiedliwe decyzje.

Romuald Malinowski
Na pewno trzeba budować w miarę posiadanych przez miasto środków. Gdy chodzi się po ulicach, to widać, ile jest ruin i domów, które grożą katastrofą budowlaną. Zresztą to nie dotyczy tylko mieszkań komunalnych, wystarczy popatrzeć, jak niszczeją bloki spółdzielni, a ludziom leje się deszcz na głowę, a w domu – mimo starań – jest grzyb. Trzeba budować bloki komunalne oraz znaleźć odpowiednią formułę wynajmowania takich mieszkań. Masz pieniądze i płacisz czynsz – to mieszkaj w godziwych warunkach w mieście. Pijesz, nie stać cię na opłaty – dostaniesz lokal na peryferiach. To może być powodem do starań, by wychodzić z życiowego zakrętu i szukać nowych rozwiązań.

Zdzisław Belicki
Jak można nie budować i zostawić tych ludzi na ulicy, bez pomocy? Może błędem jest, że budowane teraz bloki są w dość wysokim standardzie, z drogim czynszem, ale z drugiej strony po co budować rudery albo mieszkania bez podstawowych wygód? Pamiętam, że przed laty były plany, żeby z jednego mieszkania wydzielać pokoje ze wspólną kuchnią i łazienką i tam kwaterować lokatorów. Chyba nic z tego nie wyszło, a szkoda, bo to był niezły pomysł. Można było w ten sposób pomóc wielu samotnym ludziom.    Jol.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości