Mecz z Górnikiem w Zabrzu miał być dnem ostatecznym, od którego można się już tylko odbić. Po tym spotkaniu piłkarze zostali ukarani finansowo, a dodatkowo jeszcze nałożono na nich obowiązek zdobycia w dwóch spotkaniach czterech punktów. Miały być cztery jest zero i na dodatek miejsce w strefie barażowej. Tak źle to dawno nie było.Okazja na to, by pokonać Legię była wielka. Jeden z największych atutów warszawskiego klubu, czyli kibice, oglądali spotkanie zza stadionu. Na trybunach zasiadła garstka widzów, którzy z konieczności nie dopingowali swoich ulubieńców jak to zwykle bywało. Ale Wisła chyba nie jest w stanie pokonać Legii w Warszawie, nawet jak bardzo się stara. Jeśli zespół nie gra na swoim – normalnym poziomie, to zwycięstwo jest niemożliwe.
W I połowie spotkania gra była mało ciekawa, niewiele się działo i wyglądało na to, że Wisła dowiezie remis do przerwy. Niestety, w 38 min. bardzo mocnym strzałem popisał się Veselin Djokovic i wpisał się na listę strzelców. Po tej sytuacji drużynie Mirosława Jabłońskiego jakby podcięło skrzydła, piłkarze opadli z sił i chyba przestali wierzyć, że mecz można wygrać.
Po przerwie płocczanie mieli szansę na wyrównanie. To Żarko Belada zapędził się na pole karne rywala i próbował pokonać Łukasza Fabiańskiego. Z tego pojedynku obronną ręką wyszedł bramkarz Legii, a sama próba zdobycia wyrównującego gola zakończyła się dla Wisły fatalnie.
Drugi stracony gol był efektem kilku błędów płockiej drużyny. Nebojsa Żivkovic stracił piłkę na własnej połowie. Legioniści natychmiast poszli prawą stroną w kierunku bramki Jakuba Wierzchowskiego. Piotr Włodarczyk podał do Marcina Klatta, ten co prawda po pierwszym strzale nie zdobył gola, ale za chwilę, po błędzie Belady gospodarze prowadzili 2: 0.
Teoretycznie jeszcze można było naprawić własne błędy i doprowadzić choćby do remisu, bo Legia była do ogrania, ale płocczanie już nie wierzyli, że uda im się cokolwiek zrobić. Biegali jakby za karę, nie próbowali stworzyć groźnych sytuacji, tak jakby chcieli utrzymać za wszelką cenę ten wynik.
Ale nawet to im się nie udało. Tuż przed końcowym gwizdkiem Włodarczyk strzelił trzeciego gola i choć była to zbyt duża porażka jak na to co działo się na boisku, to ona chyba najlepiej pokazuje, że w zespole źle się dzieje.
Fatalnie gra obrona, nie zdobywają goli napastnicy, a i pomocnicy nie robią takiej gry, by drużyna mogła zdobywać gole. Porażka w Warszawie, przegrana z Wisłą Kraków, a wcześniej fatalny mecz w Zabrzu, zaprowadziły płocką drużynę na XII miejsce w tabeli. To miejsce barażowe. I choć płoccy kibice raczej nie wierzą w to, że nadal będzie tak źle, to chyba już mało kto wierzy, że poprawa nastąpi bez zmian w drużynie.
Bo w ostatnim czasie coś niedobrego dzieje się z klubem. Wysokie ceny biletów na mecz z Wisłą Kraków sprawiły, że na trybunach zasiadło 5 tys. kibiców, ale tylko 1400 biletów zostało sprzedanych. Reszta kibiców w jakiś dziwny sposób znalazła się na stadionie.
Po tych porażkach mało kto zgadza się z polityką personalną w klubie. Jak nas poinformował rzecznik prasowy Wisły Maciej Wiącek, sprawa posady trenera nie będzie w najbliższym czasie tematem dyskusji na zarządzie klubu. Nie ma także szans na to, by zobaczyć nowych zawodników, bo ci, którzy do tej pory zdobywali punkty, są chyba za bardzo zmęczeni sezonem. Czas na zmiany i to czas najwyższy, bo jeszcze nie tak dawno drużyna walczyła w europejskich pucharach, a dziś zajmuje miejsce barażowe w tabeli.
Nikogo nie przekonuje dołek psychiczny piłkarzy, ani ich niemoc na boisku. Zawodnicy, którzy jeszcze niedawno byli oklaskiwani i podziwiani, dziś tłumaczą, że potrzebne jest im coś, co pozwoli odbić się od dna. Trudno jednak czekać na to odbicie, bo rywale, z którymi Wisła miała walczyć o wysokie miejsce w tabeli, uciekają, a miejsce w dolnej części nikogo nie zadowala.
Komentarze