Zwyczaj żartowania w dniu 1 kwietnia znany był na ziemiach polskich już w XVI wieku. Zygmunt Gloger (1845–1906, polski historyk, etnograf, folklorysta) pisał, że zapoczątkowali go Żydzi, którzy nie wierząc w Zmartwychwstanie Pańskie, wszystkich uczyli kłamać. Przez wiele stuleci bardzo sumiennie przykładano się do obchodzenia prima aprilis. Wysyłano listy ze zmyślonymi informacjami, nakłaniano łatwowiernych, aby udali się do miasta kupić tak nietypowe towary, jak zęby indycze, łzy krokodyle czy kwadratowe koło. Do II wojny światowej istniała tradycja przesyłania specjalnych pocztówek ze śmiesznymi rysunkami, kąśliwymi komentarzami, a niekiedy nawet wulgarnymi uwagami adresowanymi do niezamężnych kobiet podejrzewanych o romans, starych panien, kawalerów oraz par małżeńskich o znacznej różnicy wieku. Żarty wkraczały nawet na teren kuchni, gdyż w dobrym tonie było rozśmieszyć gościa, serwując mu pierogi z trocinami bądź kawę z gliny. No cóż, wiadomo nie od dziś, że dobry żart ma wartość. Kultywując tradycję zaskakiwania gości, przygotujmy tort, którego kawałek nie będzie słodkim łakociem, a pożywną kanapką, no i oczywiście podajmy do niego kawę z gliny.
Wykonanie:
W pierwszej kolejności przygotowujemy pastę z jajek i szynki. Jajka gotujemy na twardo. Następnie mielimy szynkę i jajka w maszynce do mięsa. Do zmielonych jajek i szynki dodajemy musztardę, majonez i szczypiorek. Wszystko starannie mieszamy i doprawiamy solą oraz pieprzem. Chleb kroimy na plastry o grubości 1 cm. Spód chleba i górę nie wykorzystujemy, gdyż są za twarde. Każdy plaster chleba smarujemy cienko masłem i pastą jajeczną (warstwa pasty ok. 7 mm). Powstały tort dekorujemy rozetkami z majonezu wyciśniętymi za pomocą cukierniczej szprycy oraz pokrojonymi ogórkami konserwowymi i plasterkami pomidora.
Kucharzem, który lubił zaskakiwać gości za pośrednictwem kulinarnych niespodzianek, był Marie-Antoine Careme (1784–1833). Ten wybitny, francuski kucharz, a zarazem autor książek kucharskich (dzięki nim został utrwalony obraz kuchni XIX-wiecznej Francji) uwielbiał w sposób efektowny podawać przygotowane przez siebie potrawy. Znany był z ukrywania jednych dań w innych. Przykładowo, pieczone przepiórki ukrywał pod „warzywnym dywanem”. Jednak swoją sławę zawdzięczał fascynacji architekturą i umiejętnościom tworzenia makiet znanych budowli. Przy czym makiety te tworzył z cukru, nugatu i marcepanu. Po burzliwych czasach Wielkiej Rewolucji Francuskiej pojawiła się wśród zamożnych Francuzów tęsknota za przepychem monarchii. Cukiernicze arcydzieła A. Careme były oczekiwanym przez ówczesne elity kulinarnym wyróżnikiem ich pozycji społecznej. Jednak gastronomia zawdzięcza temu kucharzowi znacznie więcej. To on był zwolennikiem nienagannej czystości w kuchni, i to jemu dzisiejsi kucharze zawdzięczają białe fartuchy oraz wysokie białe czapy do pracy w kuchni. Strój ten miał gwarantować, iż jedzenie przygotowywane było w bardzo czystych warunkach. Poza tym udoskonalił on recepturę przygotowywania sufletów, zauważył, że gwałtowny kontakt ich z zimnym powietrzem sprzyja ich opadaniu. Jego autorstwa są także – znane nam z każdej cukierni – eklerki. Niemniej, gdyby nie społeczna potrzeba demonstrowania bogactwa, Careme pewnie nie otrzymałby szansy rozwinięcia swojego kulinarnego talentu.
dr Izabela Chudzyńska etnolog, antropolog jedzenia
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze