Teoretycznie BSE i pryszczyca powinny na tyle poprawić sytuację na rynku drobiarskim, że powinien on stać się nie lada konkurencją dla wołowiny i wieprzowiny. Ale tak nie jest.Choć zawirowania wieprzowe i wołowe spowodowały pewien wzrost cen, to jednak na razie pozwala on zaledwie na stabilizację rynku drobiarskiego. Dane statystyczne podają, że produkcja mięsa drobiowego na świecie przekroczyła w 200 r. 58 mln ton. Brojlery stanowiły 72 % ogólnej światowej produkcji drobiu. Mimo BSE i pryszczycy na lokalnym rynku drobiarskim nie zaczął się jeszcze okres prosperity. Dlatego, że na razie (i na szczęście) do Polski nie dotarł BSE ani pryszczyca i wielu potencjalnych spożywców drobiu nadal pozostało przy swych dotychczasowych przyzwyczajeniach żywieniowych, kupując mięso wieprzowe. Choroba bydła i świń o tyle „korzystnie” odbiła się na rynku drobiarskim, że spowodowała jego stabilizację: - Na pewnym poziomie znajduje się obecnie cena najniższa i najwyższa. Kilogram brojlera kosztuje średnio 3, 20 zł. Stabilizacja na rynku pozwala więc spokojnie pracować. Gdy drób był drogi, drożały także pasze, a w konsekwencji opłacalność produkcji była niska. Obecne warunki powodują, że tylko większa ilość hodowanych kurcząt pozwala na osiągnięcie zysków. Mówimy o ilości od 18 tys. kurcząt – mówi Andrzej Chrznowski, właściciel fermy brojlerów w Mirosławiu, prezes Związku Hodowców i Producentów Drobiu, który liczy 64 członków, głównie z terenu powiatu płockiego. Hodowcy i producenci drobiu nie mogą jednak spać spokojnie. W ich przypadku problem polega na tym, że nie można długofalowo przewidzieć ilości sprzedaży, a hodowcy chcieliby mieć określone gwarancje. Gdy są święta lub długie weekendy, popyt na drób rośnie. Produkcję planuje się na rok. Jajka muszą był nałożone w aparatach lęgowych. Przed świętami muszą być większe nałożenia. A więc to, czy będzie można zjeść szynkę 2 maja tego roku, zależy od nałożenia jaj: - Bardzo ważne są przewidywania. Każda nadwyżka musi być kierowana do chłodni, zwiększają się więc koszty, a poza tym to mięso trzeba potem sprzedać taniej, ponieważ cieszy się mniejszym popytem. Jeśli chodzi o produkty drobiarskie, to wydaje mi się, że nie ma powodów do obaw co do jego jakości w dużych zakładach, gdzie cały cykl – od jajka, przez kurczaka, po powstanie szynki - produkcyjny jest pod ścisłą kontrolą. Służby weterynaryjne kontrolują stada zarodowe, badają kurczęta na obecność salmonelli, w ubojni sprawdza się mięso pod katem jego jakości i na obecność antybiotyków. Tak więc sankcje dla producentów mogą być bardzo poważne – wyjaśnia Chrzanowski. Związek Hodowców czuwa nad tym, aby kurczęta otrzymywały odpowiednie pasze, w ostatnim okresie tuczu pozbawione antybiotyków i stymulatorów wzrostu, aby mięso już w czasie uboju było absolutnie czyste. Nie ma takiej gwarancji, gdy hodowca sam kupuje komponenty paszowe. Do niedawna należała do nich także sprowadzana z Zachodu mączka mięsno-kostna: - Od czasu wybuchu BSE stopniowo rezygnowano z udziału mączek mięsno-kostnych w paszach. Przedtem wytwórnie pasz używały mączek importowanych, które były lepszej jakości i lepiej badane. Kiedy nastąpił absolutny zakaz sprowadzania mączek, używano ich w minimalnych ilościach. Obecnie białko z mączki zostało zastąpione białkiem z soi, a wyniki tuczu i okres tuczu są porównywalne do poprzednich – mówi A. Chrzanowski. Polski drób jest także o tyle zdrowy, że nasi hodowcy i producenci nie modyfikują genetycznie swoich hodowli. Takie rzeczy praktykuje się w USA i Europie Zachodniej, ale nie u nas. Pisklęta nie są obecnie sprowadzane z Zachodu, a polskie stada są wolne od tego typu praktyk. Wszystko wskazuje więc na to, że z czystym sumieniem i bez obaw o zdrowie możemy nadal jadać kurczaki z grilla, szynki z indyka i kiełbasę drobiową: - Towar jest ze wszech miar sprawdzony i można go spokojnie konsumować - opiniuje prezes Chrzanowski. OECD przewiduje, że do 2005 r. nastąpi wzrost cen mięsa drobiowego, przy jednoczesnej stagnacji cen jagnięciny oraz dalszego spadku cen wołowiny i wieprzowiny. Mięso drobiowe jest to obecnie jedyne mięso, którego spożycie w przeliczeniu na 1 mieszkańca wykazuje wzrost w wielu krajach. Największymi producentami są: USA, Chiny, Brazylia, Francja, Japonia, Włochy, Wielka Brytania, Hiszpania, Tajlandia, Meksyki i Niemcy. W regionie Europy Wschodniej i Środkowej coraz większego znaczenia dla międzynarodowego obrotu mięsem i przetworami z drobiu nabierają: Polska, Węgry i Rumunia. W ubiegłym roku Polska wyprodukowała około 580 tys. ton mięsa drobiowego (w krajach Unii produkcja wyniosła ok. 8,7 mln ton). Według szacunków Komisji Europejskiej za pięć lat produkcja drobiu w regionie przekroczy 2 mln ton. Wzrostowi produkcji towarzyszyć będzie zwiększenie popytu na mięso drobiowe. (eg)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze