Reklama

Zablokujemy most

04/03/2004 14:38
To na razie tylko ostrzeżenie, ale jeśli Krajowa Spółka Cukrowa nie zmieni decyzji i zlikwiduje oddział - Cukrownię w Małej Wsi, wszystko będzie możliwe. Mieszkańcy Małej Wsi od piątku 20 lutego są w desperacji. Sceptycy wieszczą rychły schyłek miejscowości, w której przemysł odgrywał znaczącą rolę. Cukrownia dawała utrzymanie 145 osobom i ich rodzinom. Jeszcze w grudniu ubiegłego roku były ustalenia, że plantatorzy ze zlikwidowanych Borowiczek przejdą do Małej Wsi, w konsekwencji zwiększy się tam przerób, co automatycznie podniesie zyski. Z nieoficjalnych danych wiadomo, że w przypadku akurat tej cukrowni stosunek zadłużenia do posiadanego majątku jest najlepszy wśród wszystkich cukrowni należących do KSC.

Planowana decyzja wydaje się być co najmniej kontrowersyjna:
- Między Płockiem a Warszawą to jedyny zakład produkujący cukier. Cukrownia w Małej Wsi do tej pory była uważana za wiodącą. Ostatnio w jej rozwój zainwestowano 5 mln zł, gdy tymczasem cała Krajowa Spółka Cukrowa dokonała inwestycji na sumę 26 mln zł - wyjaśnia główny mechanik Marek Girzyński, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Inżynierów i Techników w Cukrowni Mała Wieś.
Podobno Borowiczki i Mała Wieś mają zostać zrestrukturyzowane w zamian za uratowanie cukrowni w Pelplinie na Żuławach i Dobrem na Kujawach. Coś za coś. Do przekonania nijak nie trafiają argumenty, iż utrzymywanie Małej Wsi jest nieekonomiczne. Bo niby dlaczego groźba likwidacji nie zawisła nad ciągnącą Spółkę na dno cukrownią w Lublinie (notabene do niedawna kierowaną przez prezesa PSL Jarosława Kalinowskiego): - Dlaczego zamykają cukrownie, które mają zyski? - pytają pracownicy cukrowni w Małej Wsi.
Złudzenia małowiejskiej społeczności co do dalszego bytu cukrowni skutecznie rozwiał faks, który w piątek 20 lutego przyszedł do cukrowników. Informował, że Mała Wieś znajduje się na liście zakładów “przeznaczonych do restrukturyzacji” na lata 2003-2005. Nad miejscowością zawisła groźba bezrobocia, a w konsekwencji utraty środków na życie. Anonimowy telefon od zrozpaczonej żony jednego z pracowników cukrowni spowodowany był bezradnością: - W czyim interesie jest likwidacja cukrowni? Tych ponad 100 osób utrzymuje kilkaset osób. Z czego my będziemy żyć?
Od ponad tygodnia nastroje w cukrowni są co najmniej minorowe. Nad 145 osobami zawisła groźba bezrobocia (w sezonie zatrudnienie znajdowało drugie tyle osób): - W Małej Wsi będzie pustynia - opiniują pesymistycznie pracownicy zakładu i mieszkańcy. Wieszczą, że zapanują tu warunki adekwatne do popegieerowskiej wsi: - Likwidacja cukrowni byłaby tragedią dla miejscowości. Stracą całe rodziny, gmina, d której trafiały podatki, drobny handel. Przemysł zapewniał w miarę godziwe podstawy bytu. Dla mieszkańców nie ma żadnej alternatywy pracy. Wprawdzie od jakichś 2 lat pojawiały się plotki, że Mała Wieś w nowych warunkach ekonomicznych nie przetrwa, ale ostatni faks z KSC przyjęty został jak grom z jasnego nieba. Pesymiści nie wierzą, że Spółka zrezygnuje z zamiaru: - Co się odwlecze, to nie uciecze - mówią.
Nie chcą odpraw,
chcą pracy
Pracownicy Cukrowni zapowiadają jednak, że tak łatwo się nie poddadzą. Nie chcą odpraw, chcą mieć pracę (warto dodać, że pracownicy Borowiczek, którzy zgodzili się na odprawy, otrzymali je na jesieni ubiegłego roku i musieli od nich odprowadzić 40 % podatku): - U nas nikt nie chce myśleć o pieniądzach - przekonuje Marek Girzyński.
Przewodniczący Związku Plantatorów Buraka Cukrowego przy cukrowni zastrzega, że plantatorzy na razie wstrzymują się, od podejmowania ekstremalnych działań. Blokada mostu byłaby ostatecznością, a rolnicy mimo że ich nerwy zostały mocno nadszarpnięte, uważają, że póki co do takich metod posuwać się nie należy: - W całej sprawie zupełnie pominięto plantatorów - nikt z KSC nawet nie domyślił się, żeby nas o tym poinformować - mówi Jan Klepczarek. Rolnicy liczą na poniedziałkowe (1 marca) rozmowy z zarządem, ich wyniki w momencie oddawania tego numeru do druku nie były jeszcze nam znane.
Z burakami do Małej Wsi jeżdżą rolnicy z całej gminy oraz gmin ościennych: Wyszogród, Czerwińsk, Bulkowo, Bodzanów, Staroźreby. Plantatorzy mówią, że jeśli nie uda się osiągnąć porozumienia, zostaną puszczeni z torbami - sprywatyzowana Cukrownia w Glinojecku (oddalona o 80 km) ich nie chce. Poza tym jej sytuacja nie jest najlepsza - KSC ma w niej 24 % akcji, a do tej pory nie dostała należnej dywidendy. Jeszcze w grudniu ubiegłego roku z rozmów z prezesem KSC Krzysztofą Kową wynikało, że plantatorzy z Borowiczek przejdą do cukrowni w Małej Wsi: - Jak ten faks ze spółki przeczytałem, to zbaraniałem - mówi Klepczarek. Domyśla się, że pośpiech KSC nie bierze się bez powodu, ponieważ w marcu członkiem rady nadzorczej KSC ma zostać plantator Wiktor Szmulewicz z Gałek Starych, wiceprezes Mazowieckiej Izby Rolniczej i Tomasz Olenderek - były związkowiec z Borowiczek. Małowiejskie lobby mogłoby więc zaszkodzić planom likwidacji cukrowni w Małej Wsi, Borowiczkach (ostatecznej decyzji jeszcze nie ma), Klemensowie, Janikowie, Sokołowie i Żninie: - We wtorek 24 lutego w Toruniu przedstawiliśmy spółce swoje racje. Toczą się w tej sprawie negocjacje. Około półtora tysiąca plantatorów wciąż boi się o swoją przyszłość - mówi Wiktor Szmulewicz.
Dyrektor Cukrowni Waldemar Flakiewicz uspokaja, że nic nie jest jeszcze przesądzone, ale: - Cukrownia w Małej Wsi nie ma osobowości prawnej, jest oddziałem Krajowej Spółki Cukrowej, dlatego podlega normalnym procedurom zarządzonym przez Spółkę. Ostateczna decyzja o likwidacji jeszcze nie zapadła, to przymiarki i warianty restrukturyzacji.
Duży może więcej
Niby tak, ale wiadomo, że Spółka preferuje duże cukrownie, przerabiające burak przez 80-90 dni, to optymalna długość kampanii. Poza tym Unia chce ograniczyć limity produkcji cukru. W Małej Wsi kampania trwa 45-55 dni, a to za krótko. KSC nie opłaca się utrzymywać małych cukrowni. W sezonie 2003 w cukrowni przerabiano dziennie 2 tys. 700 ton buraków. Ze 118 tys. ton buraka wyprodukowano, zgodnie z limitem, 18,5 tys. ton cukru. Dyrektor Flakiewicz jest zdania, że decyzja o likwidacji zależeć będzie od wielu czynników m.in. rozmów z innymi producentami cukru (patrz: Glinojeck). Jeszcze jedna kampania w Małej Wsi jest prawie pewna: - Myślę, że cukrownia zostanie, tylko trzeba będzie skoncentrować produkcję.
W ubiegłym tygodniu przedstawiciele pracowników spotkali się z posłem Ziemi Płockiej Andrzejem Piłatem, sekretarzem stanu w Ministerstwie Infrastruktury. Obiecał zaangażować się w ratowanie ostatniej cukrowni na Mazowszu Płockim:
- To obecnie jedyna cukrownia na Mazowszu Północnym, które uchodzi za teren buraczany. Browiczki są już stracone, ale w przypadku Małej Wsi będę rozbił wszystko, żeby nie dopuścić do jej likwidacji. Rozmawiałem już w tej sprawie z ministrem skarbu i Krajową Spółką Cukrową. Trzeba zastosować wszelkie możliwe warianty obrony tej cukrowni - deklaruje Andrzej Piłat. - Poza tym ta cukrownia jest dochodowa, pracują w niej fachowcy, którzy nigdzie indziej nie znajdą pracy. Zrobię wszystko, żeby obronić byt Cukrowni w Małej Wsi.
Więcej być może wyjaśni się 10 marca podczas walnego zgromadzenia KSC. A żeby mimo wszystko podsumować sprawę optymistycznym akcentem, cytujemy zakończenie faksu, za pośrednictwem którego KSC poinformowała związki zawodowe o zamierzanej likwidacji zakładu: “Licząc na zrozumienie zaistniałej sytuacji i mając nadzieję, że potraficie Państwo spojrzeć na tę sprawę z punktu widzenia całej Krajowej Spółki Cukrowej oraz aktualnej sytuacji i działań producentów cukru działających w Polsce, pozostaję z wyrazami szacunku (tu podpis dyrektora wydziału)”. To się chyba nazywa szczyt kurtuazji?

Elżbieta Grzybowska
Fot. D. Ossowski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości