Reklama

Za furtą przy ul. Nowowiejskiego

09/06/2010 07:32
Potrzeba 2 tygodni, by poznać wszystkie zakamarki płockiego Wyższego Seminarium Duchownego, ale dostęp do nich ma tylko wspólnota seminaryjna. Płocczanie mogą poznać tajemnice tej jednej z najstarszych uczelni na Mazowszu tylko raz w roku. Choć z chwilą przekroczenia furty przy ul. Nowowiejskiego odwiedzają jedynie wybrane miejsca, to wystarczy, by poznać zupełnie inny świat.
Stare mury dawnego klasztoru ojców reformatów tworzą niepowtarzalną atmosferę spokoju i kontemplacji. Zawieszone na ścianach ogromne tabla pokazują seminarzystów z dotychczasowych roczników, a także wykładowców i biskupów. Oglądając tę galerię obecnych i przyszłych duchownych, można niespodziewanie wpaść w labirynt długich holi. Co jakiś czas wyrastają tu figurki świętych, Matki Boskiej, Jezusa. Na co dzień mijają je wyłącznie klerycy i wykładowcy.
Goście zatrzymują się najwyżej w parlatorium. To przeszklona sala tuż za drzwiami wejściowymi do głównego budynku. Z klerykami spotkać się można jeszcze w pokoju przy furcie oraz małej kawiarence. – Nie ma żadnych wizyt w pokojach kleryków. Taka jest klauzula seminarium – mówi Mateusz Sędek, kleryk pierwszego roku. Tylko w związku z Dniem Otwartym oprowadza płocczan po swojej uczelni.
Zaprasza m.in. do sal wykładowych. Nie różnią się od tych doskonale nam znanych. Wypełniają je ławki i pomoce dydaktyczne. Ale w każdej „wykładówce” swoje honorowe miejsce ma pianino. – Umiejętność śpiewu i czytania nut potrzebna jest każdemu księdzu. Już od pierwszego roku mamy liczne wykłady z muzyki kościelnej. Śpiewamy pieśni religijne w języku łacińskim. W każdą sobotę uczestniczymy w scholi. We wtorki śpiewamy w katedrze – tłumaczy przewodnik. Klerycy śpiewają też chorały gregoriańskie, które towarzyszą misterium Triduum Paschalnego. Opanowują też bardzo długie orędzie wielkanocne wykonywane podczas mszy w Wielką Sobotę.
Jedna z sal wykładowych kryje niezwykłą szafę, która zajmuje kilkumetrową ścianę. Nietypowa garderoba ukryta jest za niepozornymi drzwiami. Znajdziemy w niej bogato zdobione, cenne szaty liturgiczne. Różnią się nie tylko wzorami i krojami, ale też kolorami. Purpura, czerwień i róż ma swoje znaczenie w symbolice liturgicznej. – Kto trafia do seminarium, już zna znaczenie tych barw – zapewnia nasz przewodnik.
Z labiryntu korytarzy wiodą drzwi do refektarza, czyli jadalni. Mijamy szpital i trafiamy do spowitej mrokiem sali teatralnej. Jeszcze w latach 90. systematycznie odbywały się tu spektakle. Ambitnie działał Teatrzyk Klerycki. Dziś brakuje aktorów. Mała scena ożywa jedynie przed Bożym Narodzeniem w Jasełka. Obowiązkowo dla całej społeczności przygotowują je klerycy z II roku.
– Cały dzień mamy wypełniony w stu procentach – mówi Mateusz, pokazując sale komputerowe i telewizyjne. Dostęp do nich jest otwarty tylko w czasie wolnym od zajęć. Wtedy też otwarty w pełni jest ogród. Zeszłej jesieni klerycy posadzili tu drzewka owocowe.
Kaplice medytacji
Dużo czasu studenci spędzają w kaplicach. Na terenie seminarium jest ich kilka. Kaplica księży profesorów jest jasna i przestronna. Z okien kolorowe światło rzucają różnobarwne szkiełka witraży. Tuż za ołtarzem widnieje krzyż. Jest wyjątkowy. – W Polsce znajdziemy tylko dwa takie egzemplarze. Pierwszy znajduje się nad grobem ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie – tłumaczy przewodnik. W każdą niedzielę ks. rektor Mirosław Kosek przewodniczy mszy. Właśnie tutaj odbywają się także uroczyste nabożeństwa.
Kaplicę kleryków od razu można rozpoznać. W schowkach ławek piętrzą się brewiarze, śpiewniki, Pisma Święte. – Spotykamy się codziennie na mszach porannych i wieczornych. To również najlepsze miejsce na medytacje – mówi Mateusz. Klerycy czytają wtedy dowolnie wybrany fragment Pisma Świętego, rozmyślają nad jego znaczeniem. To forma samokształcenia i samodoskonalenia.
W seminarium znajdziemy jeszcze jedną małą salkę. Na ścianie zawieszony jest ogromny drewniany obraz, wypełniony płaskorzeźbami uczestników ostatniej wieczerzy. Choć w centralnej części stoi ołtarz, a na nim rzędem poustawiane są kielichy mszalne i kadzielnica, to nie jest kaplica. Brakuje tabernakulum z Przenajświętszym Sakramentem. Pomieszczenie jest jednak bardzo istotne. Właśnie tutaj przyszli duchowni przygotowują się do odprawiania nabożeństw, w tym mszy w języku łacińskim, śpiewanych i recytowanych. W ten sposób zdobywają oceny z liturgiki.
Chyba najbardziej reprezentacyjne pomieszczenie to Sala Biskupia. Na czerwonych ścianach uwagę skupiają ogromne obrazy w złotych ramach. Salę wypełniają rzędy krzeseł. Na samym początku stoją bogato rzeźbione, z ciemnego drewna trony, wyściełane zielonym suknem. To miejsce ważnych uroczystości, spotkań, seminarium, konferencji naukowych.
Zaufać bez reszty
Do wielu miejsc nie ma wstępu. Nie można przekroczyć drzwi z imiennymi tabliczkami kleryków. Studiują tu obecnie 74 osoby. Na pierwszym roku jest 16 kleryków. We wspólnocie znalazł się Białorusin. Do niedawna był Czech.
Znajomości nawiązuje się z czasem. Najtrudniej jest na pierwszym roku. Ciężko przyzwyczaić się do harmonogramu dnia – pobudka o godz. 5.30, gaszenie świateł o godz. 22.00 – i do nowych obowiązków. Nowicjusze odpowiadają m.in. za porządek na terenie seminarium. Prawie jak w wojsku każdy ma wyznaczony swój odcinek, który musi codziennie posprzątać. Każdy dzień upływa w jednym rytmie. Modlitwa, nabożeństwo, wspólne posiłki w refektarzu, sprzątanie, wykłady, 2 godziny czasu wolnego. Potem studium, nauka duchowa, lektura myślicieli duchowych.
Mateusz zdążył się już tutaj zaaklimatyzować. Pochodzi ze Skępego. Dlaczego wstąpił do seminarium duchownego? – Niektórzy mówią, że prowadzi nas głos wewnętrzny. Chyba tak również jest w moim przypadku – tłumaczy. Dopiero niedawno mama zdradziła mu, że gdy się urodził, położono go na łóżku obok modlitewnika oraz długopisu. Mateusz złapał za książeczkę do nabożeństwa. Czy to był znak? Może...
Z czasem chłopak coraz więcej czasu spędzał w kościele. Został ministrantem. W pierwszej klasie liceum napomknął, że po skończeniu szkoły pójdzie do seminarium. Potem przyjechał do płockiego seminarium na rekolekcje powołaniowe.
– Na każdym kroku czułem wtedy obecność Pana Jezusa. To było coś niesamowitego – wspomina kleryk. Nikt nie był zdziwiony, ani w szkole, ani w domu, gdy po maturze oficjalnie przedstawił swoją decyzję.
Przed Mateuszem sześć lat nauki. Na początek dwa lata studiów filozoficznych i języka łacińskiego. Potem dojdzie greka. Na każdym roku jest muzyka kościelna, a od trzeciego roku wraz z przyjęciem sutanny dochodzą przedmioty teologiczne – teologia moralna, dogmatyczna. Ostatnie dwa lata nauki, tuż po diakonacie, to czas praktyk w hospicjum i szpitalu. Diakoni trafiają też do parafii.
Mateuszowi marzy się ewangelizacja stricte społeczna we wspólnocie parafialnej. – Nie wiem, co mnie czeka, na jaką trafię parafię, z kim przyjdzie mi pracować, ale chciałbym być otwartym księdzem na doświadczenia i innych ludzi. Sytuacja duchowieństwa jest dziś dość trudna. To właśnie nasze pokolenie księży będzie stawało przed zadaniem obrony naszych wartości – tłumaczy.
Szuka natchnienia w książkach o Janie Pawle II oraz w Dzienniczku Siostry Faustyny. Cieszy się, że w Płocku może odwiedzać sanktuarium tej świętej. – To miejsce ma w sobie ogromną siłę, bo Miłosierdzie Boże jest niepojęte, wystarczy tylko mu zaufać.
On ufa, bez reszty oddaje się swojemu powołaniu, ale w jego życiu jest też miejsce na dotychczasowe pasje. Gra w piłkę nożną na boisku w seminarium, czyta biografie, lubi oglądać wybrane filmy z dość nietypowego nurtu Bollywood. Lubi słuchać muzyki Stanisława Moniuszki i Fryderyka Chopina oraz współczesnych hitów. – Bardzo lubię tańczyć – przyznaje Mateusz. Niestety, przy obecnym wyborze drogi życiowej, na taniec będzie miał najmniej czasu.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości