Starsi ludzie bardzo dbają o swoją reputację. Przez lata regularnie opłacają swoje rachunki, dbają o czyste konto tak, by nikt nie mógł im zarzucić nieodpowiedzialności. To w tej grupie wiekowej jest największy odsetek ludzi płacących abonament i najmniejszy trafiających na listy dłużników. Po prostu wielu z nich nie mogłoby zasnąć, gdyby mieli jakieś długi.
Jedną z takich osób jest nasza czytelniczka, pani M., która zawsze w porę płaci wszystkie rachunki. Dla pewności korzysta z pomocy banków, daje dyspozycje przelewów, sprawdzając tylko, czy wszystko jest w porządku. I zawsze było.
W 2010 roku pani M. kupiła telewizor w jednym z dużych, płockich sklepów. – Okazało się, że mogę odbiornik kupić na raty – opowiada. – Akurat były promocyjne, dobre warunki, więc się zdecydowałam. Na miejscu było stoisko firmy Żagiel, gdzie załatwiono wszystkie formalności od ręki. Na wszelki wypadek ubezpieczyłam kredyt, w końcu mam swoje lata i przekazałam dyspozycję zapłaty rat, zgodnie z harmonogramem, do banku PKO, gdzie mam osobiste konto. W sierpniu 2012 roku została zapłacona ostatnia rata. Nie dostałam z banku żadnej informacji, że coś się nie zgadza, byłam więc przekonana, że telewizor został spłacony.
Po kilku miesiącach pani M. zdecydowała się na zagraniczną wycieczkę i ktoś jej poradził, żeby wyrobiła sobie kartę kredytową. Wybrała się do Alior Banku, gdzie po chwili stwierdzono, że karty nie otrzyma, figuruje bowiem na liście BIK-u, czyli Biurze Informacji Kredytowej. Mówiąc krótko, ma długi, wobec czego dla banku jest osobą niewiarygodną i karty nie otrzyma.
Pani M. była zaskoczona. Nie wiedziała, w którym momencie i dlaczego mogła trafić na tę listę. Nigdy w życiu nie miała podobnych problemów, częściej decydowała się na wcześniejszą spłatę zobowiązań niż na najmniejsze choćby długi. Skąd więc jej nazwisko na liście dłużników?
DO BIK-u wpisuje się dług powyżej 200 zł
W Alior Banku zaczęto, na prośbę pani M., szukać, skąd wziął się dług. Po sprawdzeniu okazało się, że do BIK-u została wpisana przez Santander Finance, który przejął wszystkie zobowiązania i należności firmy Żagiel. Dalsze „dochodzenie” przyniosło zaskakujące rezultaty. Dług wynosił 4 gr (słownie: cztery grosze), a powstał przy spłacie rat za wzięty na raty telewizor. Zdumienie naszej czytelniczki było tym większe, że na listę BIK-u wpisuje się dług w wysokości przynajmniej 200 złotych.
Pani M. i pracownicy Alior Banku nie wierzyli w to, co zobaczyli. Chwilę później okazało się, że kwota niedopłaty w wysokości 4 gr została umorzona, ale nazwisko pozostało w BIK-u, co oznacza, że wszyscy kredytodawcy oraz banki mają prawo uważać naszą czytelniczkę za osobę niewiarygodną.
„Dłużniczka” wróciła do domu. W skrzynce pocztowej znalazła pismo z Santander Consumer Finance, gdzie na wstępie napisano „Cieszymy się, że w grudniu 2010 roku dołączyła Pani do grona naszych klientów. W podziękowaniu za dotychczasową współpracę przygotowaliśmy dla Pani wyjątkową propozycję” i dalej podano warunki kredytu dla seniora. – Jak to możliwe: wpisali mnie do BIK-u, nie mogę załatwić w innym banku prostej sprawy, a teraz oferują mi kredyt? Oni mi wierzą, że jestem dobrą klientką, ale inne banki mają się mieć przede mną na baczności, traktować mnie jak dłużnika? A skoro mój dług został umorzony, to dlaczego nie zostałam wykreślona z BIK-u? Panie w Santander powiedziały mi, że mogę napisać pismo do dyrektora banku, zapłacić 25 zł i czekać na jego decyzję. To mnie zdenerwowało najbardziej. Trafiam za 4 gr na listę BIK-u, a potem muszę płacić, żebym została z niej wykreślona. Dlaczego nikt wcześniej nie wysłał mi informacji, że mam taką niedopłatę? Przecież bym ją wyrównała. Skoro nie dostałam z Santander żadnego pisma, że kredyt nie został rozliczony do końca, a raty płacone były według harmonogramu, to skąd miałam wiedzieć o niedopłacie? To tylko kilka pytań, na które pani M. szuka odpowiedzi.
Z ubiegania się o kartę kredytową zrezygnowała, bo szkoda chodzenia, proszenia, udowadniania, że nie jest i nigdy nie była dłużnikiem.
Błędy
zdarzają się wszędzie,
nikt nie zrobił tego
specjalnie
Chcieliśmy zadać pytania stawiane przez panią M. w Santander Consumer, ale rzecznik Związku Banków Polskich Przemysław Barbrich uprzedził nas, że żadnych wyjaśnień nie otrzymamy, gdyż nie jesteśmy stroną w tej sprawie.
Postanowiliśmy jednak zapytać go, jak to możliwe, że trafia się do BIK za 4 gr długu. – Błędy zdarzają się wszędzie, nikt przecież tego nie zrobił specjalnie – powiedział. – Jeśli ta osoba czuje się skrzywdzona, to może skorzystać z drogi reklamacyjnej. Powinna skierować wniosek do banku o wykreślenie błędnie wpisanej informacji. Na nasze stwierdzenie, że trzeba zapłacić 25 zł, by reklamacja została przyjęta, dodaje: – Takie są procedury. Jeśli bank nie uzna reklamacji, wtedy może odwołać się od tej decyzji i wystąpić do arbitra bankowego, ale tu też są opłaty, bo trzeba zbadać sprawę. Jeśli rozstrzygnięcie nie będzie po myśli klientki, ma ona prawo wystąpić z powództwem cywilnym do sądu. Bez odrzucenia reklamacji banku na piśmie nie ma żadnych szans na udowodnienie swoich racji w sądzie.
Rzecznik zapewnia, że w takich sytuacjach, zgodnie z procedurami, otrzymuje się przeprosiny i zwrot kosztów. Przy takiej liczbie wniosków, jakie są kierowane do BIK-u, pomyłki mogą się zdarzyć.
Pozostaje pytanie, czy bank sam, z własnej woli, nie powinien wykreślić pani M. z BIK-u. Okazuje się, że nie, zgodnie z procedurami, z wnioskiem musi wystąpić sama zainteresowana.
Pani M. jest pewna, że już nigdy nie zdecyduje się na współpracę z bankiem, nie weźmie nic na kredyt, więc teoretycznie nie musi składać wniosku o wykreślenie jej nazwiska z BIK-u. Postanowiła jednak powalczyć o swoje dobre imię. – Żyję na tym świecie wiele lat i nigdy nie byłam niesolidnym dłużnikiem, nigdy nie wpisywano mnie na żadne listy, nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje – zapewnia. – Mam nauczkę, by nie wierzyć takim instytucjom, przez które mogę stracić nerwy, zdrowie, a na dodatek dobre imię. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze