Reklama

Z Trylogią przy żołnierskim boku

08/11/2000 15:23
(Fragmenty wspomnień Rajmunda Kulińskiego z lat 1918-1921)(...) Do wojska zgłosiłem się na ochotnika. 18 października 1918 roku stawiłem się w punkcie werbunkowym w Płocku, który mieścił się w dzisiejszej Małachowiance. Tu przenocowałem a następnego dnia rano, nas ochotników zawieźli statkiem do Warszawy – na badania lekarskie. Komisja lekarska urzędowała przy Nowowiejskiej. Chciałem naturalnie do kawalerii, bo właśnie czytałem Trylogię, ale komisja orzekła, że najbardziej nadaję się do piechoty. Tak zostałem piechocińcem. Wieczorem, z Warszawy pojechaliśmy pociągiem do Ostrów Komorowa – do 1 Pułku Piechoty Wojsk Polskich. Tam nas umundurowano, dano broń i rozpoczęło się przyśpieszone szkolenie wojskowe. 10 listopada, od rana, zaczęliśmy rozbrajać Niemców w Ostrów Komorowie. W południe dowiedzieliśmy się, że Dziadek wrócił z niemieckiej niewoli i jest w Warszawie. Wieczorem załadowaliśmy się do pociągu na stacji Łapy i w nocy przyjechaliśmy do Warszawy na Dworzec Wiedeński. Tam stała kompania niemieckiej piechoty. Po rozbrojeniu jej zajęliśmy dworzec. Kiedy przyszli chłopcy z miasta i objęli wartę, myśmy Alejami Jerozolimskimi, Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem szli do Zamku i rozbrajali napotykanych po drodze Niemców. Przed Zamkiem jakiś fotograf zrobił nam zdjęcie. Zobaczyłem je po 60-ciu latach w Płomyczku, w listopadzie 1978 roku. Podsunąłem Ojcu fotografię, pod którą był napis: „Jeden z pierwszych oddziałów polskiej piechoty w listopadzie 1918 roku przed Zamkiem Królewskim w Warszawie”. Ojciec wziął ze stołu ołówek i wskazując nim, rzekł: - Tu stoję, jako drugi w pierwszym szeregu od prawej, a oddziałem są dwie kompanie, dziewiąta i dziesiąta, trzeciego batalionu pierwszego pułku piechoty Wojsk Polskich. To było 11-go listopada 1918 roku. Pułk ten później został przemianowany na siódmy pułk piechoty legionów, w skrócie 7ppLeg. Wchodził on w skład trzeciej dywizji piechoty legionów, tak zwanej 3 DPLeg. - A pamięta Tatuś jeszcze nazwiska swoich dowódców? - Nie wszystkie ale niektóre tak. Dowódcą mojej kompanii, znaczy się 10-tej, był porucznik Kostmanowicz. Jego zastępcą był podporucznik Czachowski. Dowódcą mojego plutonu był podporucznik Zalewski, spod Płocka, z Cekanowa. Dowódcą trzeciego batalionu był kapitał Młot-Fijałkowski. - A dowódcą pułku? - Pułku? ... Proszę cię ... zapom... ale, czekaj no... Dowódcą pierwszego pułku piechoty, mojego pułku był major Udałowski. Dowódcą dywizji, trzeciej dywizji piechoty, był generał Zieliński. - A kto z Bodzanowa i okolicy zgłosił się razem z Tatusiem na ochotnika do wojska? - Z Bodzanowa byłem ja i Jędraszczak. Z Wyszogrodu Szulecki, ze Staroźreb Grodkiewicz i Godomski. Z Płocka był Majewski i jeszcze jeden. Zapomniałem jak się nazywał. Z Cekanowa na pewno Zalewski. Był też mój kolega z Węgrzynowa. Wyleciało mi z pamięci jego nazwisko. Już nie żyje. - Pojechaliście do Sosnowca i co tam robiliście? - W Sosnowcu nasz batalion pełnił służbę garnizonową. Najpierw pilnował porządku w mieście, a później zajął pozycję nad rzeką Biała i Czarna Przemsza. Po drugiej stronie byli Niemcy. Staliśmy tam do końca marca 1919 roku. W tym czasie Niemcy zastrzelili nam 6-ciu żołnierzy z 12-tej kompanii naszego trzeciego batalionu. - Na początku kwietnia zostaliśmy wysłani na front czeski – do Skoczowa i Cieszyna. Na krótko, bo nastąpiło już zawieszenie broni z Czechami. A to dzięki naszemu drugiemu batalionowi, który pod dowództwem majora Godziejewskiego, zaraz po wywagonowaniu się w Skoczowie, rzucił się przeciw Czechom pod Kisielowem tak energicznie, że rozbił ich zupełnie. Pod koniec kwietnia, kolejką, przez Kraków do Przemyśla przewieziono nas na front w Małopolsce Wschodniej. W Przemyślu od kilku dni był już nasz pierwszy batalion, który przybył z Warszawy, gdzie pełnił dotychczas służbę garnizonową. Tutaj pilnujemy porządku w mieście i obsadzamy okoliczne forty, które utrzymywał nasz II batalion, walczący z nieprzyjacielem od początku marca. W związku z przygotowywaną ofensywą wszystkie bataliony 7-go pułku piechoty legionów łączą się w pierwszej połowie maja pod Chyrowem. - Dzień 15 maja 1919 roku jest dniem pierwszego wielkiego zwycięstwa naszego pułku. Dzień ten pamiętam doskonale. W nocy i nad ranem był przymrozek, a myśmy stali w okopach i czekali na hasło do ataku. Atak rozpoczął się o świcie. Nasz pułk stanowił grupę uderzeniową trzeciej dywizji. Na jego drodze było silnie umocnione i zaciekle bronione wzgórze. Pułk, po morderczej walce, przełamuje front na całej szerokości natarcia. Nieprzyjaciel, pozostawiwszy liczną zdobycz, cofa się w popłochu. A my ścigamy go przez Starą Sól, Sambor, Borysław. W okolicach Bolechowa, nasz trzeci batalion jednym uderzeniem otworzył dywizji drogę na Stanisławów, do którego weszliśmy i byliśmy w nim przez prawie miesiąc. Po tygodniu, a może po dwóch tygodniach poszedłem na miejscowy cmentarz. - ? - Aby zobaczyć, czy istnieje jeszcze grób Wołodyjowskiego. Szukałem i nie znalazłem. A powinien być! Bo Wołodyjowski był pochowany w dwóch trumnach; w ołowianej i drewnianej. Drewno przez te 250 lat na pewno się rozpadło, ale ołów pozostał. - Skąd tatuś wiedział o tych dwóch trumnach? - Kochany synu (czytać to ja się nauczyłem sam, na Trylogii. Koledzy moi szli na dziewczynki, a ja obcowałem z Wołodyjowskim, Zagłobą, Skrzetuskim i innymi. Ale Wołodyjowski był u mnie najpierwszy, bo to chłop mojego wzrostu i pierwszy żołnierz Rzeczypospolitej, dlatego chciałem do kawalerii. Wracając z cmentarza pomyślałem sobie, że pewnie Baśka zabrała Michała do Chreptiowa, gdy wszystko się tam uspokoiło. I dlatego nie znalazłem grobu Wołodyjowskiego. Omówiłem tylko za jego duszę trzy zdrowaśki, gdziekolwiek by nie spoczywał. - Na cmentarz poszedłem z dowódcą mojej kompanii, z porucznikiem Michałem Kostmanowiczem i kilkoma żołnierzami. Porucznik był również wielkim miłośnikiem Trylogii. Znał na pamięć mnóstwo fragmentów i lubił je powtarzać przy każdej nadarzającej się okazji. Z cmentarza poszliśmy do kolegiaty zobaczyć jej wnętrze i tę ambonę, z której bił w bęben ksiądz Kamiński. Stanęliśmy w miejscu, w którym, jak nam się wydawało, stał katafalk. Porucznik szepnął: - Panie pułkowniku Wołodyjowski! A ja na to: - Dlaboga, panie Wołodyjowski! Larum grają! Wojna! Nieprzyjaciel w granicach! A ty się nie zrywasz? Szabli nie chwytasz? Na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu? - Popatrzyliśmy na siebie i uśmiechnęliśmy się. Rozejrzeliśmy się po kościele uważnie i powoli wyszliśmy z niego. W połowie drogi do naszej kwatery spotkaliśmy podporucznika Zalewskiego z kilkoma żołnierzami. Oni też wracali do kwatery po zwiedzeniu miasta. W Kolegiacie byli przed nami. W pewnej chwili porucznik Kostmanowicz powiedział - Wiecie co? Jak opanujemy cały ten teren, to pójdziemy zwiedzać miejsca, w których byli i walczyli rycerze z Trylogii. Niedaleko stąd jest Zbaraż, Beresteczko, Kamieniec i Chocim. Pójdziecie ze mną? – zwrócił się do Zalewskiego i do mnie. - Oczywiście, że pójdziemy – powiedział Zalewski. – A Ty Rajmund z nami, bo znasz Trylogię jak dowódca naszej kompanii. Zwiedzając pogadacie sobie, a my będziemy słuchali i uczyli się od was. - Porucznik Michał Kostmanowicz nie poszedł zwiedzać miejsc opisanych w „Ogniem i Mieczem” i „Panu Wołodyjowskim”. Poległ niedaleko Stanisławowa, pod Niżniowem nad Dniestrem, 15-go czerwca 1919 roku. Prowadził do przeciwnatarcia kompanie 9-tą i 10-tą. Byłem przy nim, kiedy trafiony pociskiem osunął się na ziemię. Dzięki jego wypadowi na tyły wroga i rozbiciu nacierającego nieprzyjaciela, most i droga na Stanisławów pozostały w polskich rękach. Porucznik Michał Kosmanowicz był jednym z najdzielniejszych oficerów naszego batalionu. Pośmiertnie został mianowany majorem i odznaczony orderem virtuti militari. Bardzo nam go brakowało. Dowódcą 10-tej kompanii został podporucznik Czachowski, mianowany na stopień porucznika. - Dla złamania ukraińskiej kontrofensywy i przygotowania ogólnej ofensywy wojsk polskich w Małopolsce Wschodniej, na front przybył Wódz Naczelny Józef Piłsudski. Pod koniec czerwca ruszyła polska ofensywa i znów 7-my pułk piechoty legionów brawurowym atakiem przerywa front. Nasz trzeci batalion, jako odwód 4-tej dywizji piechoty, bierze udział w przełamaniu frontu pod Bukaczowcami, zdobywa miejscowości Bolszowce, Buczacz i Jazłowiec. W połowie lipca 7-my pułk piechoty legionów, już w pełnym składzie, dochodzi do rzeki Zbrucz i zajmuje odcinki w okolicy Skały i Satanowa. Nieprzyjaciel został rozproszony. Wojna na tym froncie skończyła się. Można było odetchnąć, odpocząć, i pomyśleć o zwiedzaniu. Chciałem być w Bodzanowie wymienionym przez Sienkiewicza w epilogu Pana Wołodyjowskiego. W tym Bodzanowie Turcy ścięli brata pana Łużeckiego, który był kasztelanem podlaskim, za co im wieczną zemstę poprzysiągł i walczył pod Chocimiem pod rozkazami Sobieskiego. – Chciałem zobaczyć czy tamten Bodzanów jest podobny do naszego nad Mołtawą, bo może to z naszego Bodzanowa osiedlili się ludzie i dali mu swoją rodzinną nazwę? Tamten Bodzanów leży nad Seretem, w połowie drogi między Czortkowem a Trembowlą. Byłem parę kilometrów od niego, ale do samej wsi nie doszedłem. Byłem natomiast w Zbarażu, gdy staliśmy nad górnym Zbruczem. Wyprawę zorganizował Zalewski. Zabrał mnie i kilku żołnierzy. Ja byłem ich przewodnikiem. Chciałem zobaczyć czy jest jeszcze ten staw, przy którym Jan Skrzetuski przedzierał się z obleganego przez Chmiela i chana obozu do króla oraz czy rośnie jeszcze ten dąb, pod którym zginął Longinus Podbipięta. (...) Po potężnym uderzeniu 1-ej dywizji legionów Dyneburg pada już pierwszego dnia, a 7-my pułk legionów natychmiast rusza na drugą stronę Dźwiny i w przeciągu kilku godzin zajmuje tor kolejowy Dyneburg-Połock, przez co uniemożliwia nieprzyjacielowi wywiezienie materiału wojennego. Pamiętam walki naszego batalionu w dniach 10 i 11 stycznia. Było to pod Szachmanami i Szkieltowem. Pamiętam dlatego, że doszło do zaciekłej walki na bagnety i granaty ręczne, a było to przed świtem. Doborowy oddział w bolszewicki sile około 150 ludzi, wykorzystał zawieję śnieżną i wdarł się między nasze dwie nacierające kolumny. Nagłe pojawienie się nieprzyjaciela sprawiło chwilowe zamieszanie, ale tylko chwilowe. Poszły w ruch bagnety i granaty, i już po kilku minutach walka była skończona. Pamiętam to, bo co innego strzelać, nawet z małej odległości, a co innego uderzać bagnetem. Czujesz opór... i żal ci człowieka... (...) Z nadejściem wiosny nadeszła pora walnych bitew. 15 maja wywiązuje się zaciekła walka 7-go pułku pod Kubliczami. Pułk doznaje porażki i ponosi dotkliwe straty. W marszu odwrotowym przybywa w okolice Dokszyc, miejsca grupowania się 3-ej dywizji legionów. 20-go maja dochodzi do boju pod Berezyną. Tu nie ominęła mnie kula. (...) Ranny dostaję się do szpitala w Bielsko-Białej. Po podpisaniu traktatu pokojowego w Rydze w pułku rozpoczyna się demobilizacja starych żołnierzy a w lipcu 1920 roku stanąłem w Chełmie Lubelskim przed wojskową komisją lekarską. Zostałem uznany za inwalidę wojennego kategorii D i zwolniony z wojska. I tak skończyła się moja służba w Polskim Wojsku. Wróciłem do Bodzanowa. - Kiedy przybyłem do Bodzanowa moi koledzy też już wrócili z wojska. Większość z nich służyła w 4 pułku ułanów zaniemeńskich. Ja utykałem, bo miałem krótszą nogę, przezwali mnie „inwalidą”i tak to zostało do dziś. Wśród tych, którzy służyli w 4 pułku ułanów zaniemeńskich byli między innymi: Wiktor Rokicki, szewc Bartek, to znaczy Bartczak Aleksander, Jakubowski Józiek – rzeźnik. On był ranny w czasie bitwy pod Rakowem i dostał się do sowieckiej niewoli, Stefan Popiołek, Stasiek Łukasiewicz – piekarz, Mundek Wiśniewski– ślusarz, Jan Marlęga, Józef Bombała, Aleksander Owcarzak, Marian Szczygielski – on chodził do Małachowianki i przerwał naukę, aby iść do wojska. Zaraz przystąpiłem do pracy w organizującym się amatorskim zespole teatralnym. Lubiłem walenie w bęben. Robiłem to w orkiestrze strażackiej i w niedzilę wielkanocne o wschodzie słońca, podczas trzykrotnego obchodzenia kościoła... 11-go listopada 1997 roku, staraniem Stefana Popiołka, na jednym z kamieni okalających Pomnik Niepodległości w Bodzanowie, została umieszczona tablica z napisem W HOŁDZIE OBROŃCOM OJCZYZNY 1918-1920. Pod napisem, w porządku alfabetycznym, wyryte są 24 nazwiska. Wśród nich mojego Ojca. Józef F. Kuliński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości