XXIII Sympozjum Naukowe w Wyższym Seminarium Duchownym w Płocku (9-11 listopada 2000r.) poświęcono w tym roku tematyce tzw. pierwszej „Solidarności”. Tytuł „Wiara i wolność. Doświadczenie i dziedzictwo pierwszej „Solidarności” skłaniał nie tylko do refleksji po 20 latach od jej „wybuchu”, ale i szukaniu drogowskazów. Sympozjum towarzyszyła wystawa nt. dziejów „S” w Płocku.W Sopocie 5 czerwca 1999 r. Jan Paweł II określił narodziny „Solidarności” jako „przełomowe wydarzenie w historii naszego narodu, ale także w dziejach Europy”. To ona zburzyła Mur Berliński, zjednoczyła podzieloną na dwa bloki Europę, sprzeciwiła się totalitaryzmowi. Z tych m.in. racji wydarzenia sprzed dwudziestu lat zasługują na społeczno-moralną refleksję. Uczestnicy Sympozjum zgodnie twierdzili, że określenie „pierwsza Solidarność” nie jest zbyt adekwatne: - Gdy słyszę „pierwsza Solidarność” przechodzą mnie dreszcze. Nie można jej dzielić. Trzeba traktować jako credo, wolność, wyzwanie. Ten wielki ruch przyczynił się do upadku kryminogennego systemu komunizmu. Był traktowany łącznie z wiarą i wolnością , bowiem komunistyczne zniewolenie było atakiem na te dwie wartości. W 1980 r. nie chodziło tylko o postulaty ekonomiczne. Najważniejszym była wolność w organizowaniu związków zawodowych – przypomniał abp Tadeusz Gocłowski, metropolita gdański. – „Solidarność” odrzucała przemoc, wbrew strzelającej do robotników komunistycznej władzy. Świat dostrzegł, że jej siła społeczna była silniejsza od broni nuklearnej. Prelegenci przypomnieli, że słowem „solidarność” jako pierwszy posłużył się Papież Jan Paweł II. Funkcjonowało ono spontanicznie i w sposób bez refleksyjny: - W 1980 r. słowo „solidarność” nie miało żadnej podstawy teoretycznej, pojawiło się nagle. Oddawało sens ruchu służącego integracji społeczeństwa, które było zdezintegrowane. Najpierw nastąpiła manifestacja moralna: że społeczeństwo nie składa się z jednostek, odwołuje do pewnego języka i symboli. Życie bez nich jest kalekie , zdeformowane. Jan Paweł II pojęcie „solidarności” uogólnił, oparł na doświadczeniu. Nie związał go ani z koncepcją ustrojową, ani z wizją porządku, ale ze sporem na temat ludzkiej egzystencji. Tak rozumiana „Solidarność” stała się wymogiem idei ludzkiej – wyjaśniał solidarnościową problematykę prof. dr hab. Ryszard Legutko z Instytutu Filozofii UJ w Krakowie. Działalności „Solidarności” w sierpniu 1980 r. wspierał Kościół: - Ludzie szli do Kościoła, bo wiedzieli, że to nie jest ta strona, która się odwróci plecami. Relacja „kapłan – Solidarność” była świadectwem obecności księdza podczas spraw trudnych. Msze św. za Ojczyznę były manifestacją jedności Kościoła – przypominał ks. Tadeusz Łebkowski, proboszcz parafii św. Maksymiliana Kolbego w Płocku, duszpasterz „S” od sierpnia 1980 r., honorowy gość pierwszego Krajowego Zjazdu „S” w Gdańsku Oliwie. Jak stwierdził abp Gocłowski, duszpasterstwo nie było wówczas nadopiekuńcze w stosunku do związku, nie usiłowano wchodzić w struktury: - Kościół był obecny we własnym środowisku. Realizował swą misję przez pracę i charyzmat. Ale to, co się działo w „Solidarności”, inspirował Papież w swych społecznych encyklikach. Dyskusja, które tej jesieni przetoczyła się przez polskie media, nie należała do merytorycznych. A to za sprawą ideowej jednostronności mediów. Dywagacje na temat wydarzeń sprzed lat 20. zderzyły się z polityczna propagandą. Zdaniem Jarosława Sellina – członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, „Solidarność” to żywy, istniejący i mający znaczenie byt: - W latach 80. „Solidarność” była świadectwem odrodzenia narodowego. Jej dziedzictwo to niepodległość, wolność, możliwość tworzenia niezależnych mediów. Zupełnie odmiennego zdania był redaktor Radia Plus, Rafał Ziemkiewicz: - To, co nas otacza, to wielki upadek „Solidarności”. Mamy do czynienia ze złością Polaków, właśnie przeciwko niej skierowaną . Jest to coś pomiędzy gniewem a irracjonalną wściekłością. Jej pierwszy moment to przegrane przez Wałęsę wybory prezydenckie w 1995 r. Okazało się, że większość Polaków nie patrzy na „S” z lat 80., ale na otaczającą ich aktualnie rzeczywistość. Mit „S” został zabity kilka razy. Po raz pierwszy przy Okrągłym Stole, ponieważ jej członkowie dali się wmanewrować w sytuację braku kapitulacji ze strony komunistów – brzmiała surowa diagnoza. Obecny stan nie należy do optymistycznych, ponieważ gdy trzeba było wziąć odpowiedzialność za losy państwa, przyszły problemy: - To dlatego, że gdy utożsami się związek zawodowy z państwem, to są kłopoty, których się łatwo nie rozwiąże – uważa abp Gocłowski. Trudno o konkluzję podsumowującą trzydniowe Sympozjum. Może nią być cytat przytoczony przez ks. Łebkowskiego: „Ojczyzna to ziemia i groby. Narody tracąc pamięć tracą życie”. Może także stwierdzenie abpa Tadeusza Gocłowskiego, że „S” była lekarstwem na chorobę organizmu społecznego, o której dziś ludzie zapominają. Doświadczenie Sierpnia`80 nie może przeminąć i stać się odległe. Ta „samoograniczająca się rewolucja z 1980 r.” (J. Staniszkis), która „uratowała sieroty po marksizmie” (R. Ziemkiewicz), jest „własnością całego narodu i musi przetrwać” (T. Gocłowski). A jej idea „stanowi odpowiedź na sytuację egzystencjalną społeczeństwa i rozpadu struktur we współczesnym świecie” (R. Legutko). Elżbieta Grzybowska Fot. D. Ossowski Zdjęcia: 1. Abp Tadeusz Gocłowski (w środku) był pierwszym referentem. 2. Wystawa „Dzieje Solidarności w Płocku”
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze