Reklama

Występ stulecia…

10/08/2021 18:58

Tak się mówi o starcie naszych orłów w tokijskich igrzyskach. Przed tygodniem napisałem komentarz, z którego powinienem się po angielsku wycofać. Czternaście medali, najwięcej w dwudziestym pierwszym wieku… Rzeczywiście, najwięcej. Ex aequo z Sydney w dwutysięcznym. Tyle, że tam było sześć złotych. Ale po dwudziestoletniej mizerii, balansowania na granicy dziesięć – jedenaście tegoroczna zdobycz wygląda całkiem, całkiem… 
A le jak się bliżej przyjrzeć, to cóż widzimy, proszę Szanownej Publiczności? Polski sport to w zasadzie lekkoatletyczny stadion plus woda. Ale ta w otwartych akwenach, bo na basenie nędza. Podobnie jak w halach, na boiskach i gdzie tam się jeszcze sport uprawia. A jak weźmiemy pod lupę lekkoatletykę, to cóż zobaczymy? Ponad połowa zdobyczy to zasługa młociarzy i jednej wyjątkowo utalentowanej oszczepniczki. Tyle zostało z potęgi w rzutach. Kula i dysk – katastrofa! Skocznie możemy pominąć, bo tu nawet najwięksi optymiści chyba nie zobaczą światełka w tunelu. Na bieżni od lat można liczyć na sztafety biegające na jedno okrążenie. Męskie, damskie, mieszane… Jeśli policzymy, ile konkurencji biegowych jest w programie, to mizeria bije w oczy. A przecież mówimy o dyscyplinie, która zaliczyła historyczny wynik. Dziewięć medali, w tym cztery złote. Nawet słynny „Wunderteam” nie mógł się pochwalić takim wyczynem! A przecież na igrzyskach rywalizowano w czterdziestu dwóch dyscyplinach sportowych! Nasze orły wystartowały w dwudziestu ośmiu, medale zdobywaliśmy w pięciu… A reszta? Niestety, nie było tak, że „ocierali się o podium”. Czwarte, piąte, szóste… OK, nie wszyscy się mieszczą na „pudle”. Ale to w naszej ekipie rodzynki. Dominowały liczby, czternaście, dwadzieścia cztery, trzydzieści cztery… I tu trzeba pytać, po co tam pojechali? A wielu z tych przegranych to medaliści mistrzostw świata czy Europy. To skąd ten „paraliż olimpijski”? 
Osobny rozdział to gry zespołowe. Eliminacje olimpijskie przebrnęli siatkarze i koszykarze w nowej odmianie „trzy na trzy”. I obie zakończyły udział w zabawie w najwcześniejszym możliwym momencie, kiedy zakończyły się rozgrywki w grupach i zaczął system pucharowy (przegrywający odpada). Tyle że koszykarze do „pucharów” w ogóle nie awansowali, a siatkarze owszem, i to z pierwszego miejsca. Ale to przecież aktualni mistrzowie świata! I to dwukrotni z rzędu! Mieli przełamać „klątwę ćwierćfinału”. Nie udało się. Piąty raz z rzędu. Oczywiście można się pocieszać, że nie z byle kim, bo ich pogromcy skończyli ze „złotem”. Ale jakoś… W ogóle swoje odczucia po Tokio mógłbym skwitować cytatem z pewnego polityka. Doceniam, ale się nie cieszę…

Jerzy Ogonowski 

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości