Felieton Jerzy Ogonowski. Tygodnik Płocki
Taki rok… Trwają igrzyska olimpijskie, a przed nami mistrzostwa świata w piłce nożnej. Nic zatem dziwnego, że trzeci z kolei felieton poświęcam w przeważającej części na rozważania odnoszące się w znacznym stopniu do tej dziedziny ludzkiej aktywności. Ze względu na rangę wydarzenia i fakt, że właśnie rozgrywa się na naszych oczach, rozpocznę od kilku zdań na tematy olimpijskie. Przed tygodniem wyraziłem obawę co do odporności psychicznej naszego kandydata na gwiazdę skoków narciarskich. Czas pokazał jaki ze mnie prorok… Ale konia z rzędem dla tego kto przewidział to, co się stało na olimpijskich skoczniach. Ja w swoich obawach miałem na myśli miejsce w pierwszej dziesiątce choć w jednym konkursie! I jestem gotów odtańczyć „zbójnickiego” w stylu pamiętnego popisu Stocha przed Małyszem w Planicy przed każdym, kto głośno wypowiedział takie proroctwo.
Nie przypadkiem wspominam tamto „przekazanie pałeczki” w sztafecie pokoleń. Jeszcze niedawno kibice „narodowej dyscypliny zimowej” ubolewali nad jej upadkiem, którego symbolem był styl, w jakim kończył karierę nasz wielki mistrz i pustka, jaką po sobie zostawia. Dziś jesteśmy w euforii, mamy godnego następcę! Nie „młodego zapowiadającego się”, ale wicemistrza i brązowego medalistę olimpijskiego! Może za nim pójdą inni…
Wrócili do gry piłkarze. Z tej okazji pozwoliłem sobie w poprzednim felietonie na krótki komentarz, a w nim złamałem żelazną zasadę, której trzymałem się zawsze jak tylko siegam pamięcią. Nie wyciągać żadnych wniosków po kilku spotkaniach rozpoczynających sezon czy rundę. Przytoczę raz jeszcze feralne zdanie sprzed dwóch tygodni. „ Tymczasem wydaje się, że w naszym pięknym mieście udało się stworzyć coś solidnego i w miarę trwałego”. Nie trzeba było długo czekać, by rzeczywistość rozwiała to złudzenie. Dwie kolejne porażki, zero po stronie zdobyczy bramkowych… Czy to nie wystarczający powód, by ogłosić upadek mitu? Pewno tak, gdyby nie to, że... oznacza to powtórne złamanie mojej żelaznej zasady! Poczekajmy zatem z ogłaszaniem końca pięknej przygody!
Przy okazji muszę się zastanowić nad słusznością kolejnego kibicowskiego powiedzenia, że „pieniądze nie grają”. Po dwóch fatalnych występach pieniądze widzewskie jednak zagrały. Na supernowoczesnym płockim stadionie niestety. Może potrzebowały właśnie takiej oprawy? I żeby już tak do końca się nie pogrążąć jako znawca futbolowych reguł, przypomnę, że napisałem również, że nie grają trenerzy. Mowa o Marku Papszunie, którego zatrudniono w Legii z misją oderwania tego zasłużonego klubu od dna po którym szoruje w bieżącym sezonie. I na razie zbawiennych efektów tego spertransferu nie widać. Za to poprzedni klub trenera zmierza w kierunku dołączenia do aktualnego. Widocznie nie tylko trener musi pasować do drużyny, ale i drużyna do trenera…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze