Spółdzielnia Inwalidów “Świt” powstała 50 lat temu i zatrudniała osoby niepełnosprawne, dając im możliwość normalnego życia. Pracownicy “Świtu” nie chcieli być na garnuszku państwa, lecz pracować i zarabiać, być samodzielnymi, decydować o swoim losie. I udawało im się przez 50 lat, choć bywały lata trudne. Nie poradzili sobie jednak z firmą, która ich przejęła, snując świetlaną przyszłość. Dziś nie mają pracy, nie mają firmy, a niektórzy nawet sensu życia. Po latach przepracowanych w “Świcie” czują się ciężarem dla innych, uważają, że są niepotrzebni. A firma jest w fazie likwidacji, brakuje tylko wypisu z rejestru.
Eugeniusz Kalinowski pracował w “Świcie” od 1957 roku (jeszcze jako uczeń), ostatnio na stanowisku pomocnika stolarza. Został zwolniony przez NTB spółkę z o.o., która przejęła spółdzielnię. – Jak przejmowali zakład, to obiecywali, że będziemy mieli pomoc. Mówili, że będziemy zawieszać renty, bo takie firma będzie mieć zyski. Obiecywali nam złote góry, a my uwierzyliśmy. Każdy z nas chciał pracować. Choć nie zarabialiśmy dużo, to spółdzielnia była całym naszym życiem.
I rzeczywiście, historia “Świtu” była pisana historiami pracowników spółdzielni. Tu poznali się, a potem zawarli związek małżeński Jan i Agata Stefańscy, czy Witold i Maria Niemczykowie. – Spółdzielnia to był nasz drugi dom, tu spędzaliśmy czas, tu też podobnie jak w domu, czekały nas wyrzeczenia, by kupić nowe maszyny, by były pieniądze na materiały – wspomina W. Niemczyk. Przez 50 lat różne były losy spółdzielni. Miała swoje wspaniałe lata, choćby siedemdziesiąte, gdy zatrudnionych było ponad 500 osób, w tym 400 niepełnosprawnych. Były też bardzo trudne lata, zaraz na początku, kiedy to w banku podpisywali sami weksle, by dostać kredyty i w 1991 roku, kiedy wybrnąć z kłopotów pomógł im PFRON.
Na początku nowego wieku zaczęły się kolejne kłopoty. Nie potrafiły znaleźć się w nowej rzeczywistości duże państwowe firmy, nie potrafili też inwalidzi. Ich ówczesny zarząd szukał wyjścia z sytuacji i znalazł firmę NTB spółka z o.o., tak jak i oni, zakład pracy chronionej. Od początku wszyscy cieszyli się, że to dla nich wielka szansa, jedyna szansa na wyjście z kłopotów i utrzymanie pracy. “Świt” miał długu 800 tys. zł. Teoretycznie to niewiele, ale brakowało pomysłu na dalsze zarabianie. Stąd poszukiwanie firmy, która spółdzielnię przejmie. Długo walczyli o gwarancje. Ostatecznie udało się wynegocjować zatrudnienie na 3 lata i pewność na pracę do końca 2005 roku z taką samą wypłatą jak w spółdzielni.
Plac w centrum miasta
Ale nikt z nich już teraz nie pracuje, wszyscy zostali zwolnieni. Najpierw jednak musieli zrezygnować członkostwa w spółdzielni. – Tak nam kazano zrobić – opowiada Marian Malinowski. - Warunkiem podjęcia pracy w NTB była rezygnacja ze spółdzielni. Wypłacono nam udziały, po kilkudziesięciu latach członkostwa w spółdzielni było tego po około tysiąc złotych. Ale ponieważ wszystko miało być tak wspaniale, to nikt niczego się nie obawiał.
Wszyscy członkowie stali się pracownikami NTB spółka z o.o. z gwarancjami zatrudnienia na trzy lata, przynajmniej taką mieli świadomość byli już, pracownicy “Świtu”. Wcześniej do spółdzielni wstąpili dwaj szefowie NTB, na których automatycznie przeszedł cały majątek spółdzielni. A nie był to wcale taki mały majątek i wydaje się, że nieco większy niż zadłużenie w wysokości 800 tys. zł. W skład majątku oprócz maszyn, wchodził także budynek o powierzchni 3 tys. m kw., w którym wynajmowane były pomieszczenia i plac w centrum miasta o powierzchni około hektara.
Choć sielanka miała trwać trzy lata, problemy zaczęły się niemal natychmiast. – Mieliśmy średnią płacę około tysiąca zł, a oni od razu obcięli nam wysługę lat i zostało około 700 zł, a potem zaczęły się zwolnienia – opowiada Jan Stefanski. – Najpierw została zwolniona jedna osoba, a że nie zareagowaliśmy, to wkrótce wszyscy dostali wymówienia, łącznie z zarządem spółdzielni, który ich do nas sprowadził. Zdaniem byłych pracowników “Świtu”, chodziło o pieniądze z programu “Szansa” prowadzonego przez PFRON. Fundusz obiecywał po 50 tys. zł na każdego zatrudnionego niepełnosprawnego. Ponieważ te pieniądze do NTB nie trafiły, to wszyscy ludzie zostali zwolnieni.
M. Malinowski zdenerwowany mówi – Niech pani napisze, chcieli za nas pieniądze, jak za niewolników z Afryki. A jak nie dostali, to wyrzucili nas na bruk. I nikt się o nas nie upomniał, tak jakbyśmy byli gorszego gatunku, bo chorzy i poszkodowani przez los. Zdaniem zwolnionych pracowników, to wszystko było od początku ukartowane. Żądamy uznania, że wypowiedzenia umowy o pracę były nieskuteczne, ponieważ zostały wydane z naruszeniem przepisów prawa i aby stosunek pracy łączył nadal obie strony – mówi Kalinowski.
Na to ostatnie szans nie ma już żadnych. Hale, gdzie stały maszyny teraz puste, zdewastowane. Plac i budynek należą do jednego z byłych już właścicieli NTB. Jak nas poinformował Marek Majkowski, dyrektor NTB Sp. z o.o. w Płocku, taki był warunek odejścia z NTB drugiego właściciela. Chciał plac i budynek, ale bez ludzi. I dostał.
Prawo spółdzielcze
M. Majkowski, który od początku kierował przejęciem “Świtu” sprawę przedstawia zupełnie inaczej – Ci ludzie nie mają racji, nie mieli zagwarantowanych trzech lat pracy w NTB. Owszem, były takie ustalenia, ze będą trzy lata pracować, jeśli firma otrzyma z PFRON po 50 tys. zł na każdego niepełnosprawnego. Rząd polski wykantował wszystkie zakłady. To wszystko jest w dokumentach. “Świt” jako taki zwrócił się do nas z prośbą o przejęcie, bo nie miał szans na przetrwanie. Nie, nie zarząd spółdzielni, ale wszyscy ludzie. Ja im nic nie obiecywałem, mówiłem tylko, co możemy wspólnie zrobić.
Zdaniem M. Majkowskiego zatrudnianie ludzi ze “Świtu” nie miało sensu, bo każdego miesiąca przynosili kolejne straty, a oni jako firma działająca na rynku, nie mogła w nieskończoność dopłacać do działalności. – Na dodatek ci ludzie nie chcieli pracować, nie chcieli niczego nowego się nauczyć, a połowa z nich pracowała, jeszcze w “Świcie” na stanowiskach nierobotniczych. Zakupiliśmy nowe maszyny, po 70 tys. zł ale oni nie chcieli się nauczyć ich obsługiwać. Przez to mieliśmy zawalone jedno zamówienie, druga maszyna nie została nawet uruchomiona. Nie było kogo zrobić brygadzistą, nikt nie chciał tej funkcji..Wiedzieli, że NTB jest firmą bogatą i chcieli na tym skorzystać.
Pełnomocnik NTB nie ma żadnych wyrzutów sumienia wobec byłych członków spółdzielni. – Prawo spółdzielcze mówi wyraźnie, że jak ktoś pozbawia się praw spółdzielcy, to traci pracę. My z tymi ludźmi zawarliśmy umowę na czas określony, na trzy lata, ale musieliśmy ich wcześniej zwolnić. Współczuję im, ale ten ich sposób myślenia jest w dzisiejszych czasach nie do przyjęcia. Albo istnieje zakład, który przynosi zysk, albo się go zamyka. W tym przypadku musiało być to drugie rozwiązanie. Wobec pracowników zachowaliśmy się w porządku, wywiązaliśmy ze wszystkich zobowiązań, nawet z tych, z których nie musieliśmy.
Byli pracownicy “Świtu” twierdzą, że ich majątek wart był co najmniej 3 mln zł. NTB twierdzi, że ma ekspertyzy, z których wynika, ze zaledwie 1200 tys. Z tego trzeba było pokryć zadłużenie “Świtu” i dać ludziom zarobić. Nie na długo wystarczyło pieniędzy, bo maszyny wcale nie były tak dużo warte. Cztery z nich nadal pracują w Głogowie, reszta warta była około100 zł.
Z ubolewaniem odnosi się do całej sprawy Marzena Kalaszczyńska., rzecznik osób niepełnosprawnych. – Jestem całym sercem za tymi ludźmi i dlatego z wielką przykrością przyjęłam wiadomość, że firma została zlikwidowana. Wspólnie dopatrzyliśmy się, że pracownicy mieli zagwarantowane zatrudnienie do 2005 roku i dlatego poradziłam im by poszli do sądu i wyjaśnili sprawę. Oni wszyscy są w takiej sytuacji, że na pewno nie znajdą pracy. Ja spotykałam się z pełnomocnikiem firmy NTB panem Majkowskim, bo chciałam ze wszystkich sił utrzymać ten najstarszy w Płocku zakład dla niepełnosprawnych. Byłam nawet u prezydenta, bo “Świt” miał zaległości w podatkach, ale ze strony pana Majkowskiego brak było dobrej woli. Oni popełnili jeden podstawowy błąd. Byli członkami spółdzielni, od nich zależało, co zrobią ze swoją firmą, nikt inny nic nie mógł za nich zrobić, ale zgodzili się na likwidację spółdzielni. Szkoda, że tak późno zgłosili się do mnie. Ja ze swojej strony obiecuję, że jeśli tylko pojawi się jakieś miejsce pracy, to będę oferować je byłym pracownikom Świtu. A tymczasem mam nadzieję, że wywalczą odszkodowania w sądzie za niezgodne z prawem zwolnienie.
Spółdzielnia “Świt” dziś już praktycznie nie istnieje, brakuje tylko wypisu z rejestru. Byli pracownicy nie mają już pracy i szansy na to, by do niej wrócili. Na dodatek wszystko stało się w majestacie prawa. Przed sądem toczy się sprawa o przywrócenie zatrudnienia, ale wszystko na to wskazuje, że toczyć się będzie jeszcze długo i trudno przewidzieć jej rezultat.
Jola Marciniak
Fot. D. Ossowski`
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze