fot. D. Ossowski Zła informacja dla bezrobotnych. Nie ma szans na wyraźny wzrost działań skierowanych na tzw. aktywizację zawodową, czyli np. na organizację staży czy dotacje na utworzenie własnej firmy. Wszystko dlatego, że nadal środki z Funduszu Pracy są zbyt niskie. Co prawda w tym roku dla całego Mazowsza ma być o 56 mln zł więcej niż w 2011 r., ale ubiegły rok był pod tym względem dramatyczny i nadal to kropla w morzu potrzeb. Dyrektorzy urzędów pracy nie mają wątpliwości – mniejsze pieniądze z Funduszu Pracy to wyższe bezrobocie. A już dzisiaj na Mazowszu Płockim sytuacja jest zła. W powiatach stopa bezrobocia przekracza 20 proc. Tylko w Płocku jest nieco lepiej. Z informacji Wojewódzkiego Urzędu Pracy wynika, że w tym roku, według wstępnych szacunków, Mazowsze otrzyma około 212,7 mln zł z Funduszu Pracy na łagodzenie skutków bezrobocia oraz aktywizację zawodową osób poszukujących pracy. To dwa razy mniej niż w 2010 r. i zaledwie o 56 mln zł więcej niż w ubiegłym roku. Do urzędów pracy trafi 138,2 mln zł m.in. na szkolenia, staże, przygotowanie zawodowe w miejscu pracy, pośrednictwo zawodowe, roboty publiczne i prace interwencyjne, dotacje na utworzenie własnej firmy, tworzenie nowych miejsc pracy przez pracodawców oraz 74,4 mln zł na finansowanie tzw. projektów systemowych realizowanych z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. – Są to zdecydowanie za niskie środki, co niewątpliwie przełoży się na wzrost liczby bezrobotnych w naszym regionie. Ubiegłoroczne fundusze znacznie ograniczyły możliwości aktywizacji zawodowej mieszkańców Mazowsza. Szacujemy, że pomoc uzyskało zaledwie 41 tys. bezrobotnych, czyli o ponad połowę mniej niż w 2010 r. Drastycznie spadło wsparcie dla samozatrudnienia. W 2011 r. dofinansowano utworzenie zaledwie 2,5 tys. firm przez bezrobotnych, a w 2010 r. około 8,5 tys. W tym roku będziemy borykali się z podobnymi problemami – przewiduje Aleksander Kornatowski, wicedyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Warszawie. Podobnego zdania są dyrektorzy urzędów pracy na Mazowszu Płockim. – Mniej środków z Funduszu Pracy to mniejsza szansa na skorzystanie z nich dla bezrobotnych i firm. Nie ulega wątpliwości, że te pieniądze pobudzają w jakimś stopniu rynek pracy – mówi Jarosław Kozłowski, dyrektor Miejskiego Urzędu Pracy w Płocku. Chociaż stolica regionu i tak jest w niezłej sytuacji. Stopa bezrobocia w Płocku na koniec 2011 r. to „zaledwie” 11,5 proc. (w 2010 r. 11 proc.). Jednak nie jest różowo. Ubiegły rok był dramatyczny, jeśli chodzi o tzw. aktywne formy zwalczania bezrobocia. M.in. zorganizowano 442 staże (w 2010 r. – 877), środki na podjęcie działalności gospodarczej dostało 15 bezrobotnych (2010 r. – 351), na prace społecznie użyteczne skierowano 202 osoby (w 2010 r. – 588). To efekt tego, że MUP w ubiegłym roku z różnych źródeł na aktywizację zawodową miał do dyspozycji nieco ponad 5,4 mln zł, a w 2010 r. ponad 18,6 mln zł. W tym roku wcale nie zapowiada się, że będzie lepiej. Pierwsze przymiarki oznaczają, że MUP z tzw. algorytmu będzie miał nieco ponad 3,3 mln zł. To o ok. 250 tys. zł mniej niż w dramatycznym roku ubiegłym. To od razu odbiło się na planach urzędu, który założył m.in., że będzie tylko 160 staży, a dotację na firmę otrzyma tylko 10 osób. Jarosław Kozłowski liczy, że sytuację uda się podreperować środkami z innych źródeł niż Fundusz Pracy. Źle wygląda sytuacja w powiatowych urzędach pracy Mazowsza Płockiego. W każdym z powiatów wzrosła stopa bezrobocia. W powiecie płockim na koniec 2011 r. wynosiła 20,6 proc. Rok wcześniej było to 19,2 proc. Ale trudno się dziwić, skoro o ponad 60 proc. zmniejszyły się środki na aktywne formy zwalczania bezrobocia. Z danych płockiego PUP wynika, że w 2011 r. m.in. zorganizowano 415 stażów, a rok wcześniej blisko 1,5 tys., że jednorazową dotację na utworzenie firmy dostały 63 osoby, a w 2010 r. prawie 350, że przy robotach publicznych zatrudniono 237 bezrobotnych, a rok wcześniej 817. – Jasno widać, że ograniczenie środków przekłada się na zmniejszenie liczby aktywizowanych bezrobotnych. W 2010 r. mogliśmy w ten sposób pomóc prawie połowie naszych bezrobotnych. W ubiegłym roku zaledwie co ósmemu – mówi Iwona Sierocka, dyrektor płockiego PUP. Czy w tym roku będzie lepiej? Iwona Sierocka ma co do tego duże wątpliwości. Zwłaszcza że pierwsze decyzje o środkach z Funduszu Pracy nie są optymistyczne. Na razie PUP z tzw. algorytmu dostanie o blisko pół miliona złotych mniej niż w ubiegłym roku. – O kolejne środki będziemy występować po ogłoszeniu przez Ministra Pracy i Polityki Społecznej kolejnych programów. Będziemy również składać wniosek o unijne środki. Ale wątpię, żeby to znacznie poprawiło sytuację. Może się uda zrobić kilka staży więcej. A pracodawcy w dobie niepewności gospodarczej często wstrzymują się z zawieraniem kolejnych umów o pracę, bojąc się dodatkowych obciążeń finansowych. Ich podejście do tworzenia nowych miejsc pracy mogłyby zmienić środki Funduszu Pracy pozostające w dyspozycji urzędu. Niestety, w wyniku ich ograniczenia, ilość tworzonych w ten sposób w powiecie miejsc pracy lub miejsc aktywizacji zawodowej drastycznie się zmniejszyła – mówi. Podobnie jest w powiecie sierpeckim i gostynińskim. W tym pierwszym jest najwyższa stopa bezrobocia na Mazowszu Płockim. Na koniec ub.r. wynosiła 22,9 proc. (w 2010 r. – 21,2 proc.). Tutaj także w 2011 r. drastycznie zmniejszyła się liczba osób, którym PUP mógł zaproponować aktywizację zawodową. W 2010 r. było to 1,7 tys. osób, a w ubiegłym roku zaledwie 387. Na razie urząd z tzw. algorytmu może liczyć na nieco ponad 3,6 mln zł. To więcej niż w 2011 r., ale ponad dwukrotnie mniej niż w 2010 r. – Analizując sytuację na lokalnym rynku pracy wiemy, że przyznane środki będą niewystarczające. Zamierzamy podjąć działania mające na celu łagodzenie skutków bezrobocia i pozyskanie środków na jego ograniczenie – mówi Ewa Barchanowicz, dyrektor sierpeckiego PUP. O dodatkowe środki będzie też występował gostyniński PUP. W powiecie stopa bezrobocia na koniec 2011 r. wynosiła 20,5 proc. Urząd ma na razie przyznane z algorytmu niespełna 2,7 mln zł. To mniej niż w ubiegłym roku. – Będziemy oczywiście starali się o dodatkowe fundusze, ale nie zapowiada się, aby było lepiej. U nas dużym zainteresowaniem cieszą się dotacje na utworzenie własnej firmy. Już mamy ok. 200 chętnych. I już wiemy, że nie będziemy mogli wszystkim pomóc. W ubiegłym roku pieniądze na utworzenie firmy dostały tylko 63 osoby – mówi Hanna Subotowicz, dyrektor gostynińskiego PUP. W sytuacji, jaka jest na rynku pracy Mazowsza Płockiego, alternatywą mogą być wyjazdy do pracy za granicę. Urzędy pracy mają zagraniczne oferty. W płockim PUP nawet z 18 europejskich krajów. Ale jak mówi Iwona Sierocka, nie cieszą się one dużym zainteresowaniem. – Sporą przeszkodą jest nieznajomość języka – mówi. Grzegorz Szkopek g.szkopek@tp.com.pl Czy płocki rynek pracy daje szansę na znalezienie zatrudnienia?
W opinii płocczan rynek pracy w naszym mieście jest bardzo mały. Znalezienie zatrudnienia jest trudne, bo brakuje ofert, za mało jest firm, a dobrą pracę można znaleźć tylko po znajomościach.
Andrzej Karczewski Moim zdaniem szanse na znalezienie pracy w Płocku są niewielkie. Rynek pracy w naszym mieście jest słaby. Jest w sumie niewiele firm, a to powoduje, że niewiele jest ofert pracy. Natomiast przedsiębiorstwa funkcjonujące na rynku w niepewnych czasach, które mamy, wcale nie kwapią się z zatrudnianiem pracowników.
Dariusz Bieńkowski Uważam, że płocki rynek pracy nie stwarza większych szans na znalezienie zatrudnienia. W prasie często można znaleźć opinie młodych ludzi, którzy mają problemy ze znalezieniem pracy. To moim zdaniem bardzo niepokojące zjawisko. W ich wypowiedziach pojawia się również stwierdzenie, że lepszą pracę można dostać tylko dzięki znajomościom.
Marzena Klekowicka Sytuacja na płockim rynku pracy jest bardzo zła. Absolutnie nie stwarza on szansy na znalezienie zatrudnienia. Moje dziecko od dwóch lat szuka pracy i bez powodzenia. Jest bardzo mało ofert.
Piotr Moszyński Przyznam się szczerze, że za bardzo nie interesowałem się tym tematem. Na szczęście mam stałą pracę i za bardzo nie interesowałem się tym problemem. Ale z rozmów ze znajomymi wynika, że nie ma zbyt wiele ofert pracy.
Dawid Józwiak Myślę, że płocki rynek pracy jest bardzo słaby. Brakuje na nim ofert, a jeśli już są, to wcale nie oznacza, że dostanie się pracę. Widzę to na przykładzie swojej żony. Od półtora roku szuka pracy i to obojętnie jakiej. Wysłała już masę podań i, co najgorsze, nie ma żadnego odzewu. (gsz)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze